Straż Graniczna w tym roku przeprowadzi około tysiąca kontroli legalności zatrudnienia cudzoziemców. Od marca 2009 r. może kontrolować pod tym względem polskie i zagraniczne firmy, a nawet osoby fizyczne. Obywatele państw UE nie muszą mieć pozwolenia na pracę w Polsce, w przeciwieństwie do cudzoziemców spoza UE. Ci pracują w Polsce na podstawie zezwolenia wydawanego przez wojewodę lub oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi, tj. Ukraińcowi, Białorusinowi, Rosjaninowi i Mołdawianinowi. Polskie firmy składają takie oświadczenia w swoich urzędach pracy.

- Kontrolujemy cudzoziemców spoza UE. Nie sprawdzamy cudzoziemców z UE, bo oni pracują na takich samych zasadach jak obywatele polscy - mówi mjr Andrzej Jakubaszek, dyrektor Zarządu ds. Cudzoziemców Komendy Głównej Straży Granicznej.

Wiedzę o cudzoziemcach Straż Graniczna uzyskuje od każdej instytucji, która ma o nich informacje. Od powiatowych urzędów pracy, w których pracodawcy składają oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom, urzędów wojewódzkich, policji, służby celnej czy straży miejskiej.

Funkcjonariusze w trakcie kontroli mogą m.in. w razie potrzeby używać przymusu bezpośredniego wobec cudzoziemców, zatrzymać ich, przesłuchiwać świadków i osoby podejrzane o naruszenie przepisów, nagrywać czynności kontrolne z wykorzystaniem środków audiowizualnych. Pogranicznicy mogą też przeprowadzać kontrolę na podstawie upoważnienia komendanta oddziału SG lub za okazaniem legitymacji w sytuacjach wymagających natychmiastowego działania.

W przypadku stwierdzenia przez straż nielegalnego zatrudnienia cudzoziemiec zostanie zobowiązany do opuszczenia Polski dobrowolnie na podstawie decyzji komendanta oddziału Straży Granicznej lub przymusowo.

- Wydajemy decyzję zobowiązującą cudzoziemca na jego koszt do opuszczenia Polski w ciągu siedmiu dni - mówi Andrzej Jakubaszek.

Dodaje, że tak postępują w przypadku cudzoziemców, którzy mają środki finansowe i wolę powrotu do kraju. Jeśli cudzoziemiec nie ma pieniędzy, opuszcza Polskę na koszt pracodawcy. Straż Graniczna składa w takiej sytuacji wniosek do wojewody o wydalenie cudzoziemca z Polski. Następnie, już po opuszczeniu przez niego kraju na koszt Skarbu Państwa, wojewoda wydaje decyzję w sprawie określenia kosztów wydalenia, zobowiązującą firmę do ich pokrycia. Nie są to małe kwoty.

- Na przykład wydalenie Chińczyka będzie kosztowało pracodawcę co najmniej 10 tys. zł - szacuje Andrzej Jakubaszek.

Oprócz finansowych konsekwencji pracodawca może zostać pociągnięty także do odpowiedzialności karnej za wykroczenie polegające na nielegalnym zatrudnianiu cudzoziemca. W takim przypadku straż występuje z wnioskiem do właściwego sądu rejonowego o ukaranie firmy. Kary za wykroczenia przewidziane są w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Firma zapłaci co najmniej 3 tys. zł grzywny albo do 10 tys. zł za doprowadzenie cudzoziemca do nielegalnego wykonywania pracy przez wprowadzenie go w błąd. 10 tys. zł może zapłacić także agencja zatrudnienia, jeśli wprowadzając w błąd pracodawcę spowoduje, że ten nielegalnie zatrudni cudzoziemca.

Poza Strażą Graniczną legalność zatrudnienia cudzoziemców kontroluje także Państwowa Inspekcja Pracy. W ubiegłym roku główny inspektor pracy i komendant główny Straży Granicznej podpisali porozumienie o współpracy w tym zakresie.

- Przewiduje między innymi wspólne ze Strażą Graniczną kontrole, co często robimy - mówi Jarosław Leśniewski dyrektor Departamentu Legalności Zatrudnienia w PIP.

Dodaje, że Inspekcja Pracy w przeciwieństwie do Straży Granicznej nie ma jednak prawa do zobowiązania cudzoziemca do opuszczenia Polski.

300 cudzoziemców jest wydalanych z Polski co miesiąc