• W ciągu ostatnich trzech lat o połowę zmniejszyła się liczba pracowników, którzy skarżą się na pracodawców do sądów pracy
  • Liczba pozwów maleje dzięki poprawie sytuacji na rynku pracy i po wprowadzeniu obowiązkowych opłat w sądach
  • Coraz więcej osób skarży się na mobbing i dyskryminację

ANALIZA

W 2004 roku do sądów pracy trafiło ponad 326 tys. pozwów. Według najnowszych danych Ministerstwa Sprawiedliwości, w tym roku ich liczba może nie przekroczyć 160 tys. Zdecydowanie skraca się również czas oczekiwania na pierwszą rozprawę. Na przykład w warszawskich sądach klika lat temu wynosił ponad rok. Dzisiaj około 1,5 miesiąca.

Eksperci podkreślają, że zmniejszająca się liczba spraw kierowanych przez pracowników do sądów to głównie zasługa coraz lepszej sytuacji na rynku pracy. Przyczynia się też do tego zmiana przepisów, zgodnie z którymi od marca ubiegłego roku pracownik chcący wnieść pozew musi za to zapłacić z własnej kieszeni. Zmienił się też sposób orzekania o niezdolności do pracy. Od stycznia 2005 r. osoba, której ZUS nie przyzna renty, najpierw odwołuje się od tej decyzji do zakładu, a dopiero później do sądu.

Firmy płacą na czas

Jeszcze do niedawna pracownicy upadających firm często wnosili do sądu pozwy o zapłatę zaległego wynagrodzenia. Dzisiaj, dzięki sprzyjającej koniunkturze, zwolnienia grupowe i upadłości to rzadkość. Automatycznie maleje też liczba pozwów. Potwierdzają to dane Państwowej Inspekcji Pracy. W 2005 roku 56 proc. kontrolowanych przez nią firm nie wypłacało lub spóźniało się z wypłatą wynagrodzeń. W ubiegłym roku ich liczba zmniejszyła się do 31 proc. Maleje też liczba firm, które nie wypłacają wynagrodzenia za godziny nadliczbowe. W 2005 roku 60 proc. kontrolowanych przedsiębiorstw dopuszczało się tego procederu. W 2006 roku było ich prawie trzykrotnie mniej (23 proc.).

Danuta Samitowska, rzecznik prasowy PIP, mówi, że ze wstępnych danych za 2007 rok wynika, że także w tym roku utrzyma się spadek liczby takich spraw. Eksperci zwracają uwagę, że dzięki poprawie sytuacji na rynku pracy pracownicy stali się bardziej wartościowi i łamanie ich praw może oznaczać dla firmy kłopoty ze znalezieniem kadry. Zatrudnieni mają też większy wybór ofert w razie utraty etatu.

- Obecnie pracownik po rozstaniu z pracodawcą będzie raczej szukał nowych perspektyw niż się z nim sądził - zauważa Katarzyna Dulewicz, radca prawny i partner CMS Cameron McKenna.

Za proces trzeba zapłacić

Jeszcze na początku 2006 roku pracownicy nie ponosili żadnych opłat za sprawę wniesioną do sądu pracy. Mogli więc dochodzić swoich roszczeń nawet wtedy, gdy były całkowicie nieuzasadnione. Od 2 marca 2006 r. postępowanie w sprawach ze stosunku pracy podlega ustawie z dnia 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz.U. nr 167, poz. 1398 z późn. zm.). Przesądziła ona, że w wielu przypadkach pracownik jest zobowiązany do uiszczenia kosztów sądowych. Wysokość kwoty uzależniona jest od wartości przedmiotu sporu. Jeżeli nie przekracza 50 tys. zł, pracownik jest zwolniony z uiszczenia kosztów. Musi jednak pamiętać o opłacie w wysokości 30 zł, jeżeli wniesie apelację, zażalenie, skargę kasacyjną lub skargę o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia.

Kiedy wartość przedmiotu sporu przekracza 50 tys. zł, pracownik jest zobowiązany do uiszczenia tzw. opłaty stosunkowej, która wynosi 5 proc. wartości przedmiotu sporu. Opłata nie może być niższa niż 30 zł i nie może przekraczać 100 tys. zł. Jeśli więc ktoś chce się sądzić na przykład o 60 tys. zł zaległej pensji, musi zapłacić 3 tys. zł.

Droga sprawiedliwość

Zdaniem Jana Guza, przewodniczącego OPZZ, te zmiany przepisów spowodowały, że pracownicy mają utrudnione dochodzenie praw w sądzie.

- Pracownika nie stać na wynajęcie prawnika, a sam nie jest sobie w stanie poradzić z przepisami - uważa Jan Guz.

OPZZ zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego wprowadzenie opłat w sądach pracy. Skarga została oddalona. OPZZ nie wyklucza jednak ponownego jej wniesienia. Tym razem zaskarży poszczególne przepisy, a nie całą ustawę.

Jan Guz podkreśla, że pracownicy obawiają się też tego, że gdy przegrają proces, będą musieli zapłacić tzw. koszty zastępstwa procesowego (wynagrodzenie dla prawników) poniesionego przez firmę. Na przykład, gdy proces dotyczy zaległej pensji w wysokości kilkunastu tysięcy złotych, koszty radcy prawnego zgodnie z rozporządzeniem ministra sprawiedliwości mogą wynieść od 1,8 tys. zł do ponad 10 tys. zł (nie więcej niż wartość przedmiotu sporu).

Jednak zdaniem sędziów, z którymi rozmawiała GP, koszty nie odstraszają wielu osób przed dochodzeniem swoich praw. Grażyna Żuralska, przewodnicząca Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Okręgowego w Elblągu, uważa, że opłaty sądowe są niewielkie i nie miały zasadniczego wpływu na zmniejszenie liczby spraw.

- Nawet jeżeli pracownik składa pozew o zapłatę zaległego wynagrodzenia, na przykład 100 tys. zł, często jest zwalniany z kosztów - dodaje Grażyna Żuralska.

Podobnie uważa sędzia Lucyna Oleszek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Przemyślu.

- W sądach rejonowych pracownicy nie ponoszą kosztów, nie płacą wpisu, nie ma więc bariery kosztów - stwierdza sędzia Lucyna Oleszek.

Jan Guz zwraca jednak uwagę, że nie wszyscy pracownicy mogą liczyć na zwolnienie z kosztów sądowych. Pracownik, podejmując decyzję o rozpoczęciu procesu, nie ma gwarancji, że nie będzie musiał za niego zapłacić.

Mniej pozwów o przyznanie renty

Zmniejszenie liczby pozwów może też być spowodowane wprowadzeniem dwuinstancyjności orzekania przez ZUS o niezdolności do pracy. Obecnie osoba ubiegająca się o przyznanie renty i niezadowolona z wydanego orzeczenia dotyczącego niezdolności do pracy może wnieść sprzeciw w ciągu 14 dni do komisji lekarskiej. Na podstawie wydanego przez nią orzeczenia ZUS wydaje decyzję, od której przysługuje odwołanie do sądu w ciągu 30 dni. Jeżeli ktoś kwestionuje w odwołaniu od decyzji tylko orzeczenie dotyczące niezdolności do pracy, a nie wniósł wcześniej sprzeciwu, wówczas odwołanie do sądu od decyzji w sprawie renty nie przysługuje.

Na jeszcze jedną potencjalną przyczynę zmniejszenia liczby pozwów zwraca uwagę Waldemar Gujski, adwokat prowadzący kancelarię adwokacką.

- Z mojej praktyki wynika, że wiele spraw jest załatwianych w trybie przedsądowym - mówi.

Tłumaczy, że pracownik i firma dochodzą do porozumienia, zanim któraś ze stron skieruje sprawę do sądu. Najczęściej dzieje się tak, gdy sprawa dotyczy pracownika z dużej korporacji międzynarodowej.

Więcej dręczonych psychicznie

W sądach pracy zmienił się charakter spraw.

- W sądach pracy pojawiły się nowe jakościowo sprawy, a szczególnie dotyczące mobbingu. Natomiast bardzo liczne do niedawna sprawy o dyskryminację związkową spotyka się teraz sporadycznie - twierdzi sędzia Lucyna Oleszek. Podobnego zdania jest Katarzyna Dulewicz.

- Zauważam większą świadomość pracodawców, którzy zaczynają zwracać uwagę na to, czy ich uregulowania wewnątrzzakładowe nie dyskryminują pracowników - dodaje Katarzyna Dulewicz.

Według niej, pracodawcy wprowadzają regulaminy, których treść zwalnia ich z potencjalnego zarzutu dotyczącego mobbingu i dyskryminacji.

Także z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że przybywa spraw o odszkodowanie i zadośćuczynienie w związku z mobbingiem i dyskryminacją.

ANNA SZEWCZYK

anna.szewczyk@infor.pl