Zasady dotyczące czasu pracy lekarzy nie obowiązują w przypadku kontraktów, czyli umów cywilnoprawnych, które kształtowane są wolą obu stron. Obecnie nie jest to już prawdą, bo decyduje o nich strona silniejsza, czyli zleceniodawca, na zasadzie: jak chcesz, to podpisuj, a jak nie, to nie.

Na kontrakcie

Ci, którzy nie zgodzili się na kontrakty za niskie stawki, są dyskryminowani. Za karę nie wpisuje się ich do grafików dyżurowych, przez co tracą możliwość dodatkowego zarobku. Dyrektorzy nie honorują zasady, iż podstawowym sposobem zatrudniania pracownika jest umowa o pracę, a kontrakt stanowi wyjście zastępcze i łatwo udowodnić jego nielegalność. Dotyczy to zarówno tego zawieranego na dyżury (w wielu szpitalach został utrzymany, a w innych zlikwidowany), jak i całościowego.

Etatowa dowolność

Natomiast w zakresie umów wynikających z kodeksu pracy, czyli etatowych, niejasność zawartych w ustawie o ZOZ regulacji dotyczących włączenia dyżurów medycznych do czasu pracy spowodowała zupełną dowolność w wyliczaniu wynagrodzeń lekarzy.

W jednych ZOZ lekarzom etatowym dolicza się dodatek nocny za dyżury, w innych nie. W niektórych szpitalach za dyżur sobotni liczy się 100 proc. dodatku za nadgodziny, w innych 50 proc., w jednych za dyżur niedzielny lekarze otrzymują 100 proc. dodatku za dyżur, a w innych nie ma go w ogóle. Są też takie, w których dodatek nadgodzinowy liczony jest od wynagrodzenia z tzw. pochodnymi, w innych od pensji zasadniczej.

W niektórych ZOZ po sobotnim dyżurze lekarz ma w poniedziałek wolne, w innych nie. W jednych, w zamian za dyżur niedzielny, lekarz ma dodatkowy dzień wolny, w innych nie ma.

Ogólnie stosowana jest bezprawna zasada niepłacenia za dzień wolny wypadający po dyżurze. Powoduje to, że lekarz nie wypracowuje wszystkich godzin etatowych. Brakujące godziny pracodawcy odejmują od dyżurów i dodają do etatu. W ten sposób skraca się łączna liczba godzin dyżurowych i lekarzowi można zlecić następny dyżur. Nie wiadomo, co dzieje się z dodatkiem nadgodzinowym, który był przypisany godzinom odjętym od dyżuru, a przeniesionym do etatu.

Po dyżurach lekarze zostają nielegalnie w pracy, aby załatwić wszystkie sprawy związane z pacjentami przyjętymi w nocy i nikomu tego faktu nie zgłaszają. A nawet gdyby zgłosili, to i tak za ten czas nikt im nie zapłaci, więc pracują za darmo. Państwowa Inspekcja Pracy nie reaguje na to.

Chaos jest więc totalny. Dyrektorzy ignorują okazywane im przez OZZL opinie prawne. Nie pomagają żadne apele związku oraz innych instytucji do ministerstw: zdrowia, pracy i finansów, aby opracowały obowiązującą wykładnię, w jaki sposób należy prawidłowo gospodarować czasem pracy lekarzy i jak prawidłowo obliczać wynagrodzenia.

Łamanie unijnych norm

Owszem, Ministerstwo Zdrowia zajęło się tym problemem, ale zamiast autorytatywnie i wiążąco wyjaśnić wątpliwości, postanowiło po prostu zmienić niewygodną ustawę na niekorzyść lekarzy. Projektowane przepisy łamią w ewidentny sposób zasady wynikające z Dyrektywy 2003/88/WE Parlamentu Europejskiego i Rady, dotyczące niektórych aspektów organizacji czasu pracy.

W ocenie Zarządu Krajowego OZZL, planowane rozwiązania powodują niebezpieczeństwo nadużyć ze strony pracodawcy. Na przykład, przepis zezwalający na wydłużenie czasu pracy lekarza ponad 24 godziny bez wskazania limitu nieprzerwanej pracy nie znajduje żadnego uzasadnienia i stanowi niebezpieczny precedens, umożliwiający zlecanie pracy bez ograniczeń. Proponuje się też regulacje o charakterze dyskryminującym niektóre grupy lekarzy (np. wydłużenie tygodnia pracy stażystów i rezydentów do 52 godz.).

Spowoduje to, że lekarz znajdzie się w gorszej sytuacji niż inni zatrudnieni, ponieważ kodeks pracy wprowadza możliwość pracy ponad 13 godzin w ciągu doby wyłącznie w bardzo rygorystycznie wskazanych sytuacjach. Stanowi to krok wstecz w stosunku do uprawnień, które weszły w życie 1 stycznia 2008 r. Świadczy to o instrumentalnym traktowaniu przepisów, które są zmieniane wyłącznie w związku z trudnościami z organizacją czasu pracy w szpitalach. Zaproponowane zmiany mają ułatwić zarządzanie nimi kosztem uprawnień pracowniczych lekarzy. Jeżeli przepisy te wejdą w życie, zostaną zaskarżone przez OZZL do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Unijne normy są bowiem po to, aby pacjentem zajmował się wypoczęty i sprawny lekarz.