Główny Urząd Statystyczny, krakowska firma Sedlak & Sedlak oraz warszawska firma doradcza Deloitte przeprowadziły w styczniu i lutym 2009 r. niezależnie badania płacowe w polskich firmach. Łączy je wspólny wniosek: pracodawcy będą starać się utrzymać płace na dotychczasowym poziomie, ale kosztem redukcji zatrudnienia. A to oznacza, że pracownicy, którzy zachowają swoje posady, mogą zarobić więcej niż dotychczas.

Płace w górę i w dół

Powody do radości mają szczególnie zatrudnieni w transporcie wodnym. Ich płace w stosunku do stycznia 2008 r. wzrosły w styczniu 2009 r. aż o 20 proc. O 1/10 wzrosły też przeciętne zarobki osób zatrudnionych na rynku nieruchomości i w handlu hurtowym. O blisko 8 proc. więcej zarabiają pracownicy sektora nieruchomości. Nieznacznie w dół - bo o 1 do 2 proc. spadły za to płace w przemyśle samochodowym oraz poligrafii. Zdaniem ekspertów polityka płacowa firm jest racjonalna, a przez to także dość przewidywalna.

- Przedsiębiorcy nie mogą obniżyć wszystkim płac po równo, bo stracą przy tej operacji zaufanie kluczowych pracowników. Dlatego największe koszty spowolnienia odczują szeregowi oraz zewnętrzni pracownicy, w tym z agencji pracy tymczasowej lub sezonowi - uważa Artur Kaźmierczak, dyrektor w zespole zarządzania kapitałem ludzkim Deloitte.

Zdaniem eksperta niewielki spadek płac w sektorze motoryzacyjnym czy przemyśle skórzanym i drewnianym wynika ze spadku zamówień w tych sektorach.

- Konsumenci odmawiają sobie zakupu nowego samochodu czy mebli, ale za to coraz częściej zaczynają się pocieszać, w związku z tym branża wyrobów cukierniczych czy alkoholowych może mieć w najbliższym okresie powody do zadowolenia - podaje przykłady Artur Kaźmierczak.

Płace zasadnicze bez zmian

Spośród ponad 200 polskich firm biorących udział w badaniu Deloitte podwyżki planuje ograniczać tylko co trzecia. To najczęstsza recepta na pogarszającą się koniunkturę w przedsiębiorstwach. Blisko 1/3 planuje też oszczędności na rozwoju swoich pracowników, a co piąta zwolnienia pracowników. Jedynie 3 proc. pracodawców zapowiada cięcia płac zasadniczych. Co ciekawe, takie deklaracje składają przedstawiciele zarówno sektorów dotkniętych recesją, jak i dobrze prosperujących.

Podobne wskaźniki wyszły również w XVII Ogólnobranżowym Raporcie Płacowym przeprowadzonym przez firmę Sedlak & Sedlak. Okazuje się, że większość firm (84 proc.) nie planuje zawieszenia wypłaty jakiegokolwiek składnika wynagrodzenia. Co dziesiąta planuje zawiesić co najmniej jeden za składników wynagrodzenia, ale w pierwszej kolejności szuka oszczędności w innych obszarach działalności.

Zapytano też firmy o to, czy planując podwyżki wynagrodzeń na 2009 rok, uwzględniły zmianę sytuacji na rynku. Tylko co trzecia odpowiedziała twierdząco. Spośród nich najwięcej przedsiębiorstw zdecydowało się na obniżenie planowanych podwyżek o około 2-3 pkt proc. na poszczególnych szczeblach zarządzania w stosunku do pierwotnych założeń.

- Respondenci wskazują jednak na możliwość dalszej korekty w zależności od rozwoju sytuacji - zaznacza Radosław Sieczka, menedżer z działu analiz wynagrodzeń Sedlak & Sedlak.

Komu po premii

W badaniu Sedlak & Sedlak poruszona została też kwestia ewentualnego zmniejszenia środków przeznaczanych na premie dla pracowników. Większość firm, bo aż 81,9 proc., nie planuje tu żadnych redukcji. Wielu respondentów wskazało równocześnie, że premie są powiązane z wynikami, a więc nie zostaną wypłacone, jeżeli firma nie wypracuje zysków. Tak skonstruowany mechanizm nie wymaga dodatkowego obniżania środków przeznaczonych na wypłatę premii.

Artur Kaźmierczak z Deloitte uważa natomiast, że mechanizm premiowy może być doskonałą receptą na łagodzenie skutków spowolnienia gospodarczego.

- Kryzys jest doskonałą okazją do wprowadzenia w Polsce na większą skalę systemu premiowego i zamienienia części wynagrodzenia stałego pracowników na bardziej elastyczne - mówi Artur Kaźmierczak.

Uważa, że takim zabiegiem mogą zostać objęci nie tylko szeregowi pracownicy, ale głównie członkowie zarządów.

84 proc. firm nie zamierza redukować premii