• Zaostrzona forma protestu lekarzy coraz bardziej zagraża bezpieczeństwu pacjentów
  • Prawa lekarzy do strajku są ograniczone, bo jest to szczególna grupa zawodowa - uważają prawnicy
  • Minister spraw wewnętrznych twierdzi, że do strajkujących szpitali mogą być oddelegowani lekarze wojskowi lub z Ukrainy

Strajkujący lekarze zaostrzają formę protestu. Część z nich, m.in. na Śląsku i Podkarpaciu, podjęła głodówkę.

Zdaniem ekspertów lekarze stanowią jednak szczególną grupą zawodową, której prawo do strajku jest ograniczone. Pod ich opieką jest bowiem życie i zdrowie pacjentów. Za narażenie bezpieczeństwa chorego lekarz może ponieść odpowiedzialność karną, cywilną i zawodową.

Inne formy protestu

Zgodnie z ustawą z 23 maja 1991 r. o rozwiązywaniu sporów zbiorowych (Dz.U. nr 55, poz. 236 z późn. zm.), strajkujący mają prawo, w sytuacji niemożności porozumienia się w ramach rokowań z pracodawcą, do innych form protestu. Lekarze mogą stosować takie metody, które nie zagrażają zdrowiu i życiu ludzkiemu.

- Podjęcie głodówki nie spełnia tego wymogu - stanowi ona zagrożenie nie tylko dla zdrowia lekarza, ale również dla jego pacjentów, którym nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej opieki - podkreśla profesor Zbigniew Hołda.

Również profesor Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uważa, że lekarze popełniają błąd organizując strajki głodowe.

- Jednak obecnie nie można jeszcze mówić o sytuacji, w której zdrowie pacjentów byłoby zagrożone - dodaje profesor Andrzej Rzepiński.

Przepisy prawa co prawa nie precyzują, jakie inne niż strajk formy akcji protestacyjnej mogą być stosowane w obronie praw pracowniczych. Jednak, jak wynika z orzeczenia Sądu Najwyższego z 1997 r. (I PKN 393/97), nie można do nich zaliczyć głodówki. Trudno uznać ją też za dopuszczalną formę strajku, bo stanowi ona potencjalne zagrożenie dla życia lub zdrowia pracownika i jest niewspółmierna do jego ewentualnych korzyści majątkowych wynikających z tego strajku. Tym samym jest sprzeczna z art. 17 par. 3 ustawy o sporach zbiorowych.

Ograniczone prawo do strajku

Nikt nie kwestionuje prawa lekarzy do strajków. Zdaniem profesora Mirosława Nesterowicza z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, są oni jednak szczególną grupę zawodową, w której prawo to jest ograniczone. Artykuł 30 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty stanowi bowiem, że lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki.

- Trudno jednak określić, gdzie nieudzielanie pomocy jest bezpieczne dla pacjenta, a gdzie powstaje zagrożenie zdrowia. To bardzo cienka granica - dodaje profesor Mirosław Nesterowicz.

Sankcje karne i cywilne

Skutkiem nieprzestrzegania art. 30 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty są sankcje karne oraz odpowiedzialność cywilna. W przypadku tej ostatniej pokrzywdzony pacjent może domagać się odszkodowania pieniężnego za poniesiony uszczerbek na zdrowiu. To na nim jednak spoczywa obowiązek udowodnienia, że w wyniku nieudzielania mu pomocy medycznej doznał uszczerbku na zdrowiu. Od jego stopnia zależy wysokość ewentualnego odszkodowania przyznawanego przez sąd.

Pacjent może też złożyć zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez lekarza.

- Jeżeli lekarze nie rozpoznają sytuacji i odmówią świadczenia pomocy medycznej, to w indywidualnym przypadku w odniesieniu do konkretnej osoby będzie istniała możliwość podciągnięcia ich do odpowiedzialności za narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia - wyjaśnia prof. Eleonora Zielińska, karnistka z Uniwersytetu Warszawskiego.

Takie zachowanie lekarza jest zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności. Takiej samej odpowiedzialności podlegają osoby, które nie udzielają pomocy człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Odpowiedzialność zawodowa

Strajkujący lekarze mogą również ponieść konsekwencje prawne za złamanie kodeksu etyki lekarskiej. Artykuł 7 tego kodeksu stanowi bowiem, że w szczególnie uzasadnionych przypadkach lekarz może nie podjąć się lub odstąpić od leczenia chorego, z wyjątkiem przypadków niecierpiących zwłoki.

- Lekarz powinien jednak wskazać choremu inną możliwość uzyskania pomocy lekarskiej, co oznacza, że pacjent ma prawo domagać się od strajkującego lekarza wskazania możliwości uzyskania pomocy w innym miejscu - mówi profesor Mirosław Nesterowicz.

Dodatkowo pacjenci mogą dochodzić swoich praw przed sądem lekarskim. W takiej sytuacji interes pacjenta reprezentowany jest przez rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Sąd może wymierzyć lekarzowi m.in. karę nagany, upomnienia, czasowego lub całkowitego pozbawienia prawa wykonywania zawodu.

Jak nas poinformowała Krystyna Kozłowska, dyrektor Biura Praw Pacjenta przy Ministerstwie Zdrowia, w związku z prowadzoną przez lekarzy akcją strajkową codziennie do biura dzwonią pacjenci, którzy uważają, że nie została im udzielona pomoc w sytuacji, gdy stan ich zdrowia tego wymagał.

- Trudno jednak w tej chwili powiedzieć, ile z takich spraw ostatecznie znajdzie swój finał przed sądem - dodaje Krystyna Kozłowska.

Wojskowi zapełnią luki

Z zapowiedzi lekarzy wynika, że nie zrezygnują z akcji strajkowej, jeżeli rząd nie przedstawi im konkretnych propozycji rozwiązania sporu. Jak do tej pory Ministerstwo Zdrowia przekazało im tylko projekt nowelizacji tzw. ustawy podwyżkowej przedłużający obowiązywanie 30 proc. podwyżek przyznanych pracownikom służby zdrowia w zeszłym roku, na kolejne lata. Zbigniew Religa, minister zdrowia zapewnia, że jest zgoda polityczna na przyznanie kolejnych podwyżek, tym razem 20 proc., ale dopiero w przyszłym roku. To natomiast nie satysfakcjonuje strajkujących.

Szpitalom, które w związku ze strajkiem zostałyby bez lekarzy, pomóc chce rząd. Do tych placówek mogą zostać skierowani lekarze ze szpitali podległych MSWiA i MON. Jest ich ok. 1700. Inne proponowane rozwiązanie to zatrudnienie lekarzy z Ukrainy. Zdaniem Andrzeja Włodarczyka, wiceprezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, ta ostatnia propozycja jest trudna do przeprowadzenia, bowiem procedura uznawania kwalifikacji zawodowych lekarzy spoza UE jest dość długa.

Dominika Sikora

Justyna Wojteczek

gp@infor.pl

Współpraca

Łukasz Sobiech