Dziś wchodzą w życie nowe zasady zatrudniania terminowego. Pracodawca będzie mógł zawierać z jedną osobą maksymalnie trzy umowy na czas określony, które nie będą mogły trwać łącznie dłużej niż 33 miesiące. Zmiany te przygotował i wprowadził do k.p. jeszcze poprzedni rząd. Jak pan je ocenia?

Jestem zwolennikiem zdecydowanego ograniczenia możliwości zatrudnienia na czas określony i takie stanowisko przedstawiałem także w trakcie prac nad omawianymi przepisami. To rozwiązanie jest wyrazem kompromisu między pracodawcami a przedstawicielami pracowników. Oceniam je dobrze i mam nadzieję, że ucywilizuje ono zatrudnienie terminowe w Polsce.

Jeden z przepisów nowelizacji, która zakłada takie zmiany, umożliwia jednak pracodawcom niestosowanie takich ograniczeń, jeśli obiektywnie to uzasadnią. Czy będzie to furtka do obchodzenia ograniczeń?

Krytykowałem to rozwiązanie jeszcze jako poseł opozycji i obecnie też oceniam je negatywnie. To może być sposób na obchodzenie prawa. W ciągu najbliższego roku będziemy obserwować, jak w praktyce stosowane są te przepisy. Jeśli obawy co do nadużywania tej regulacji się potwierdzą, trzeba będzie ją zmienić.

Jakie kolejne zmiany zostaną wprowadzone do k.p.?

Nie jestem zwolennikiem szczątkowych zmian, z wyjątkiem tych, które aprobują partnerzy społeczni. Zależy mi na podjęciu prac nad przygotowaniem nowego kodeksu pracy.

Chciał pan zainicjować powołanie komisji kodyfikacyjnej prawa pracy, która opracowałaby projekt nowego k.p. Na jakim etapie jest ta inicjatywa?

Przygotowujemy projekt uchwały w tej sprawie, który przekażemy do konsultacji organizacjom pracodawców i centralom związkowym reprezentowanym w Radzie Dialogu Społecznego. Zwrócimy się do nich także z prośbą o wytypowanie po jednym przedstawicielu, który będzie brał udział w pracach komisji. Łącznie będzie to siedem osób, a kolejne siedem wskaże rząd. Celem byłoby opracowanie odrębnych kodeksów indywidualnych i zbiorowych stosunków pracy, oczywiście opartych na dorobku i projektach przygotowanych przez poprzednią komisję.

Kiedy komisja zaczęłaby prace?

Na pewno nie przed wakacjami, bo musimy zagwarantować na ten cel środki w przyszłorocznym budżecie. Sądzę, że prace mogłyby się zacząć od września tego roku i potrwać do końca 2017 r. Wtedy trzeba będzie dokonać oceny tego, czy udało się opracować wystarczający materiał i czy aprobują go – choćby w przeważającym zakresie – rząd i partnerzy społeczni. Jeśli odpowiedź byłaby pozytywna, można byłoby rozpocząć prace nad uchwaleniem nowego k.p., tak aby nie pozostawiać tego procesu na ostatni rok kadencji.

Które zagadnienia z zakresu prawa pracy miałyby pana zdaniem najważniejsze znaczenie w trakcie prac komisji?

Sądzę, że zawieranie i rodzaje umów o pracę, zasady wykorzystywania kontraktów cywilnoprawnych w stosunkach zatrudnienia, czas pracy. To skomplikowane zagadnienia. A zależy mi na tym, aby nowy kodeks był prosty, czytelny i łatwy w stosowaniu dla pracownika i przedsiębiorcy. Na pewno ważną kwestią, którą powinna zająć się komisja, jest też wysokość odszkodowań w prawie pracy. Obecnie – moim zdaniem – są one za niskie. Pracownicy czekają nawet kilka lat na ich zasądzenie i maksymalnie otrzymują trzy pensje, nawet jeśli pracodawca ewidentnie ponosi winę lub wręcz z premedytacją łamał przepisy o zwolnieniach.

Resort przedstawi propozycję ich podwyższenia?

Nie mamy gotowych propozycji w tym zakresie. Chciałbym, aby zagadnieniem tym zajęła się komisja.

Nad jakimi innymi propozycjami pracuje zatem MRPiPS, czyli jakich zmian możemy się spodziewać w najbliższych miesiącach?

Rada Dialogu Społecznego zaakceptowała projekt zmian w kodeksie pracy w sprawie syndromu pierwszej dniówki, przewidujący obowiązek potwierdzania na piśmie warunków zatrudnienia jeszcze przed podjęciem pracy. Zaakceptowaliśmy wspólną propozycję partnerów społecznych, aby wydłużyć vacatio legis tych przepisów do 6 tygodni.

W ubiegły czwartek skończyły się konsultacje społeczne projektu w sprawie 12-złotowej godzinowej stawki minimalnej dla zleceniobiorców i samozatrudnionych. Kiedy ustawą zajmie się rząd, a następnie Sejm?

Projekt został przedstawiony na forum zespołu problemowego w RDS, ale nie przyjął on wspólnego stanowiska w tej sprawie. Wpłynęło bardzo dużo uwag do tej propozycji, chcemy więc je jeszcze przeanalizować. Wątpliwości dotyczą m.in. tego, czy umowy cywilnoprawne – czyli charakteryzujące się swobodą w kształtowaniu ich treści – można objąć takim prawnopracowniczym rozwiązaniem. Jednak skoro z badań GUS wynika, że 80 proc. osób jest w jakiś sposób przymuszone do pracy na umowach cywilnoprawnych, to trudno w tym kontekście mówić o swobodzie zawierania umów. Drugi zarzut dotyczy obowiązku ewidencjonowania godzin pracy zleceniobiorcy lub samozatrudnionego. Zdaję sobie sprawę z tego, że taki obowiązek będzie sugerował, że w praktyce mamy w tym przypadku do czynienia z umowami o pracę, a nie cywilnoprawnymi. Ale z drugiej strony bez wymogu rozliczania godzin pracy nie uda się wyegzekwować wypłacania 12-złotowej stawki. Niełatwo jest w tej sprawie przygotować dobre rozwiązania, ale pracujemy jeszcze nad tym. Moim zdaniem cel tej zmiany – czyli poprawa warunków wynagradzania dla osób zarabiających obecnie najmniej na rynku – jest wart wysiłku.

Swoje propozycje w zakresie zmian w prawie przedstawiła Państwowa Inspekcja Pracy. Chciałaby m.in., żeby przepisy wyraźnie przewidywały, że nie podlega ona ustawie o swobodzie działalności gospodarczej, a więc w żadnych przypadkach nie musi zapowiadać kontroli. Podziela pan ten postulat?

Na pewno zapowiadanie kontroli w wielu przypadkach uniemożliwia skuteczne ich przeprowadzenie. Będziemy starali się doprecyzować przepisy w tym zakresie, ale wyłącznie we współpracy z resortem rozwoju, bo to w jego gestii pozostają zmiany w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej.

PIP chce także aby inspektor mógł przeprowadzać kontrolę na podstawie legitymacji, bez konieczności przedstawiania odrębnego, pisemnego upoważnienia.

Jestem zdecydowanym zwolennikiem takiego rozwiązania. Obecne wymogi powodują koszty i niepotrzebnie biurokratyzują i przedłużają proces kontroli.

Co sądzi pan o tym, żeby w PIP obowiązywał taryfikator kar, a ich wysokość zależała od wielkości firmy, czyli liczby zatrudnionych pracowników?

Taką propozycję trzeba rozważać w kontekście innej inicjatywy PIP. W małych i średnich firmach pierwsza kontrola ma mieć charakter instruktażowy. Inspektor ma pouczyć pracodawcę, pomóc mu we właściwym stosowaniu prawa pracy i nie nakładać podczas pierwszej wizyty żadnych sankcji – oczywiście z wyjątkiem szczególnych sytuacji, np. wypadku przy pracy. Zrozumiały jest też postulat, aby wysokość mandatów zależała od wielkości firmy.

Możliwe jest podwyższenie maksymalnych kwot takich sankcji? Dziś wynoszą one – w przypadku mandatów nakładanych przez inspektora 2 tys. zł lub 5 tys. zł w razie ponownego naruszenia prawa. PIP twierdzi, że wielu firmom, zwłaszcza tym dużym, opłaca się łamać prawo, bo niski mandat to dla nich żaden koszt.

Nie rozmawialiśmy na temat podwyższenia obecnych maksymalnych stawek. Ale trzeba przyznać, że są one niskie, zwłaszcza w porównaniu do innych krajów europejskich, gdzie sięgają one kilkuset tysięcy euro. Tymczasem maksymalna grzywna, jaką na pracodawcę może nałożyć sąd, to 30 tys. zł, przy czym nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem aby taką najwyższą kwotę zasądzono. Średnia wysokość mandatu nałożonego przez inspektora to 1,2 tys. zł, a grzywny przez sąd – 2,1 tys. zł. Tymczasem np. za niewyraźną kserokopię dokumentu inspektorzy we Francji nakładają na polskich przewoźników mandat w wysokości 2 tys. euro.

Od wielu lat pojawia się też propozycja, aby k.p. przewidywał domniemanie stosunku pracy. Inspektor miałby mieć prawo nakazać zawarcie umowy o pracę zamiast cywilnoprawnej, a firma – jeśli byłaby przeciwna – mogłaby się odwołać do sądu pracy. Ale to ona musiałaby udowodnić, że prawidłowo stosowała kontrakt cywilnoprawny. Jakie szanse na wprowadzenie ma ten postulat?

Na razie nie zajmowaliśmy się tą propozycją. Sądzę, że analizą takiego rozwiązania powinna zająć się komisja kodyfikacyjna. Chcemy uniknąć szczątkowego nowelizowania k.p. Jednocześnie nie chciałbym, aby pracodawcy odnieśli wrażenie, że każda zmiana w prawie pracy jest wymierzona przeciwko nim.

Co jakiś czas wraca też propozycja wprowadzenia zakazu pracy w handlu w niedziele. Ostatnio taki postulat ponowiła NSZZ „Solidarność”. Czy możliwa jest taka zmiana?

Odpowiem tak – gdyby to wyłącznie ode mnie zależało, to niedziele w handlu byłyby wolne. Myślę, że to temat, którym powinna się zająć Rada Dialogu Społecznego. Obecnie w ministerstwie nie pracujemy nad zmianami w tym kierunku.