Tusk, choć trafił tego dnia gorzej niż pan, jednak sobie poradził. W tym akurat komentatorzy są zgodni.

Skoro odpuścił sobie wybory prezydenckie, to i jemu trochę komisja odpuściła. Trzeba też pamiętać, że sprawa nie dotyczy kluczowych kwestii ekonomicznych czy bezpieczeństwa państwa. Dla przykładu – w tym samym czasie komisja śledcza w amerykańskim Kongresie przesłuchuje bankierów i szefów instytucji finansowych, próbując zbadać, jak doszło do kryzysu finansowego. Ta komisja ma przed sobą prawdziwe zadanie, które dotyczy najważniejszych mechanizmów gospodarczych i społecznych na świecie. A z naszą jest trochę tak jak z tym lotniarzem z dowcipu rozbitym na Pałacu Kultury – jaki kraj, tacy terroryści.

Mówi pan o wpływie rezygnacji Tuska z kandydowania na komisję. A jak wpłynie ona na polską scenę polityczną?

To wielka zmiana geografii politycznej. W tej chwili wszyscy są tak naprawdę na etapie badania nowych możliwości.

Jak pan ocenia tę decyzję?

Ja radziłem premierowi, by skupił się na rządzie. Żelichowski radził, by kandydował. Rady eksperckie miały więc szeroki rozrzut. Jest natomiast pewne, że w którymś momencie człowiek zostaje z taką decyzją sam na sam.

*Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki

dziennik.pl