To nie pierwszy brak zaproszenia. Ile już było konferencji na tle zielonej mapki? Ze trzy, cztery?

Ja mogę powiedzieć tylko tyle, że się cieszę, że pan premier tak popularyzuje zielony kolor.

Ale choć to barwa ludowców i symbol wzrostu gospodarczego, wicepremiera, ludowca i ministra gospodarki Pawlaka ze sobą jakoś nie zabiera.

Odpowiem anegdotą. Chwilę temu premier ogłosił, że wspólnie z paniami minister Kopacz i Fedak zadba o to, by został zniesiony przepis uniemożliwiający kobietom ubieganie się o becikowe, jeśli do dziesiątego tygodnia ciąży nie zgłosiły się do lekarza. Nic mnie – i PSL – tak ostatnio nie ucieszyło – bo analogiczny projekt złożył w tej sprawie nasz poseł Mirosław Kasprzak pół roku temu, a marszałek Komorowski natychmiast go zamroził. Będziemy więc teraz wnioskować o jego odmrożenie – by nie marnować potencjału ministerstw na pracę, która została już przez posłów wykonana. Czasem jest tak, że nasi koledzy łapią piłkę, chowają do szuflady i po kilku miesiącach wyciągają, wołając radośnie: „O, jaką mamy piękną piłkę”. Wiele rzeczy można by było ogłosić wcześniej, gdyby nie takie schowane piłeczki.

Które można potem znaleźć przy zielonych mapkach?

To chyba wynik myślenia, że ludzie zapominają, kto jest autorem jakiejś koncepcji, więc potem można sobie te prawa autorskie przypisać.

Plagiatować cudze pomysły nie jest jednak ładnie.

W polityce trzeba się z tym liczyć.

A w koalicji często się to panu zdarza – czy ten przykład z becikowym jest jednak odosobniony?

Ten przykład jest o tyle gorący, że niedawny. Staramy się podejść do tego z uśmiechem. To zresztą dowód na to, że takie proste sprawy społeczne mogą być dla ludzi ważniejsze niż na przykład hazard.

A skoro już przy hazardzie jesteśmy, podobało się panu wystąpienie premiera przed komisją?

Oglądałem tylko pierwszą godzinę. Wtedy toczyły się proceduralne wystąpienia, więc nie działo się nic ciekawego. Potem miałem spotkanie z ambasadorami krajów UE, a potem bardzo emocjonującą konferencję dotyczącą zagłębia legnickiego – gdzie z jednej strony protestują samorządy, a z drugiej mamy bardzo obiecujące oceny dotyczące potencjału regionu. Ciekawe było wystąpienie pani wójt gminy Kleszczów, która na przykładzie Bełchatowa wykazywała, że istnienie wielkiej elektrowni może doskonale rozwijać społeczność lokalną.

Myślę, że pani wójt gminy Kleszczów będzie zadowolona, gdy się dowie, że wygrała w konkurencji z przesłuchaniem premiera.

Już wie. Rozmowy z samorządowcami były gorące, więc nawet trochę żartowałem, że wolę być przesłuchiwany przez nich niż przez komisję.