Sytuację może utrudniać to, że emerytury to w tej chwili niejedyna kwestia sporna w koalicji. Niedawno mówił pan o „zamulaniu” prac rządu, wskazując dość jednoznacznie jako winnego ministra Michała Boniego.

Mówiłem raczej o pracy Komitetu Stałego Rady Ministrów...

...którego Boni jest przewodniczącym.

I o związanych z tym kłopotach z działaniami resortu finansów. Od półtora roku bujamy się z prostym projektem ustawy o odbiorcach wrażliwych energii – chodzi w nim o zniżki na ceny energii dla osób korzystających z pomocy społecznej. Ministerstwo Finansów przez rok odpowiadało nam na to z grubsza „nie, bo nie”. Po tym, jak doszło do spotkania z premierem i premier postanowił to rozwiązanie wprowadzić, resort finansów przedstawił nową koncepcję – by nie opierać systemu na pomocy społecznej, a na zasiłkach mieszkaniowych. I znów przedłuża prace nad projektem.

Jaki jest w tym udział Boniego i Komitetu Stałego?

Nie mam powodów, by specjalnie personalizować ten problem. Jest jednak tak, że wydajność legislacyjna rządu bywa różna – w zależności od politycznych potrzeb. My od półtora roku nie możemy przepchnąć projektu ustawy, a tymczasem ustawa hazardowa w ciągu właściwie dwóch tygodni została napisana na nowo i uchwalona przez Sejm. Jak się okazuje, gdy jest polityczna wola, można zrobić coś szybko.

Cały czas się zastanawiam, dlaczego kieruje pan pretensje akurat do Komitetu Stałego, a nie do resortu finansów.

To pana pytania zmierzają do takiej tezy. Dlatego że kiedy po ustaleniu z premierem, że ustawa ma zostać skierowana do parlamentu, minister finansów zgłasza kolejne poprawki, to właśnie minister Boni ma taką władzę, by powiedzieć: „No dobrze, przyjacielu, kiedy już wygrasz wybory, to będziesz sobie tę koncepcję realizować, a na razie sprawa jest zamknięta. Kierujemy więc twoje uwagi do archiwum jako interesujące osiągnięcie myśli politycznej, a ustawę przygotowujemy według koncepcji wcześniej ustalonej politycznie”.

To wciąż nie koniec rozdźwięków w koalicji. Wrócę do początku rozmowy. Jak pan tłumaczy fakt, że jako minister gospodarki nie został pan zaproszony na prezentację planu konsolidacji finansów publicznych?

Są różne style polityczne. A życie trzeba brać takim, jakie jest. Nie mam z tego powodu jakiegoś osobistego problemu. Jest to też jednak sygnał. W ramach koalicji są bowiem różne sprawy, które uzgadniamy wspólnie, a są też takie, którymi zajmujemy się w ramach ministerstw. Po swojemu.