Mówiąc poważnie – uważa pan, że dyskusja o systemie emerytalnym zamknie się jeszcze w tej kadencji?

Kiedy kapitalizacja OFE rośnie w tempie 26 miliardów dopłat rocznie, a jednocześnie dług publiczny zaczyna się zbliżać do progów ostrożnościowych, to widzimy, że mamy do czynienia z sytuacją, w której państwo krańcowo się zadłuża, a instytucje finansowe nadal uważają, że nawet w kryzysie należy im się kolejna walizeczka pieniędzy.

I tymi argumentami przekona pan koalicjanta do zmiany myślenia o systemie emerytalnym?

W Ameryce dyskusje o podatkach dotyczą w tej chwili na przykład ekstrabonusów i premii – czyli dochodów najbogatszych grup społecznych. A u nas politycy PO powrócili właśnie z kilkumiesięcznego tournee po polskich wsiach z pomysłem nałożenia kolejnych podatków na prawie 3 miliardy złotych. Powstaje pytanie, z kim oni tam się spotykali. W takich okolicznościach trzeba się zabrać za rozmowę. Nie może być tak, że próbuje się odwracać uwagę opinii publicznej tematami, które nie są kluczowe dla równowagi finansów państwa. I właśnie nad kluczowymi wydatkami musimy się pochylić, a nie jeszcze podkręcać śrubę tym, którzy mają najgorszą sytuację.

A jeśli do żadnego porozumienia dotyczącego KRUS i OFE w koalicji nie dojdzie?

Wie pan, w ciągu 20 lat transformacji mieliśmy już kilkakrotnie doświadczenia z wcześniejszymi wyborami.

I kilka rządów mniejszościowych.

Też. Różne warianty są już przetestowane. I z tych wariantów wynika jeden wniosek: lepiej wykonać wysiłek i dojść do porozumienia, niż poprzestać na ideologii i przegrać.