Dodatkowo 24-miesięczny limit w ogóle nie będzie dotyczył umów na czas określony zawartych przed wejściem w życie ustawy antykryzysowej, które mają się rozwiązać po 31 grudnia 2011 r.

W tym przypadku ustawodawca wykazał się totalnym brakiem wyobraźni. Nie wiedział, że zmiana jednego przepisu o zawieraniu umów terminowych wpłynie na wszystkie pozostałe.

Na podstawie tych przepisów nie wiadomo też np., czy 24-miesięczny termin dotyczy umów zawieranych na zastępstwo. Artykuł 251 kodeksu pracy wyraźnie stanowi, że nie stosuje się go do takich umów. A w ustawie antykryzysowej nie ma o tym mowy. To jest przykład wadliwej legislacji. Powstało rozwiązanie chaotyczne, niejasne, które budzi wątpliwości i wcale nie jest bardziej liberalne dla pracodawców.

Ale czy nie jest korzystne dla firm, że mogę zsawierać nawet 10 kolejnych umów miesięcznych czy tygodniowych z tym samym pracownikiem, byleby nie na okres dłuższy niż dwa lata?

Wyłącznie dla tych, które na każdym kroku chciałyby omijać prawo pracy. Przecież jeśli firma zawrze umowę na co najmniej sześć miesięcy, może zastrzec w niej możliwość rozwiązania stosunku pracy za dwutygodniowym wypowiedzeniem. Może więc elastycznie kształtować stan zatrudnienia. Jeśli przedsiębiorca zawrze krótkie umowy, nie będzie mógł ich wypowiedzieć. Rozwiązanie antykryzysowe jest więc korzystne tylko dla tych firm, które mają zapotrzebowanie na pracowników na okresy krótsze niż dwa tygodnie. To po prostu głupota.

*Krzysztof Rączka

profesor, dziekan Wydziału Prawa i Administracji UW od roku akademickiego 2008/2009, wybitny ekspert z zakresu prawa pracy