• Czy warto jeszcze podejmować studia z zakresu Master of Business Administration (MBA)?

- Studia MBA z pewnością są użyteczne dla tych menedżerów, którzy studiowali ekonomię albo zarządzanie w dawnych latach i pewnych przedmiotów w toku swoich studiów nie mieli, jak chociażby zarządzanie wiedzą. Ci będą mogli na wykładach MBA uaktualnić wiedzę. Druga grupa to osoby na stanowiskach kierowniczych, które skończyły studia z zupełnie innych dziedzin nauki. W mojej grupie są kierownicy, którzy ukończyli filologie, mamy też asystentów czy doradców prezesów po historii albo politologii. Oni powinni pogłębić wiedzę z zakresu organizacji i zarządzania. Ale zaznaczam, że studia MBA wymagają od słuchacza wcześniejszej praktyki zawodowej.

• Czyli osoba, która dopiero co skończyła studia nie powinna ich podjąć?

- Nie polecam MBA świeżo upieczonym absolwentom uczelni. Na całym świecie praktykowane jest, aby najpierw student MBA zdobył doświadczenie w firmie, bo tylko wówczas zdaje sobie sprawę, jakie faktycznie ma braki, jakiej potrzebuje wiedzy, teorii i praktyki, a następnie uzupełnia je podczas studiów. Student, który ukończył studia wyższe, lepiej niech zrobi jakieś studia podyplomowe. MBA nie jest dla tych, którzy dopiero startują na rynku pracy. One są dla tych, którzy chcą awansować, chcą robić dalszą karierę. Młodzi robią błąd, myśląc: zrobię MBA i znajdę pracę. Takie wykształcenie nie daje jednak gwarancji zatrudnienia.

Nieco inna jest sytuacja tych młodych ludzi, którzy obejmują stery w firmach rodzinnych. Tu MBA pomoże im z pewnością rozwinąć biznes rodziców.

• Skoro MBA zalecane są praktykom, czy faktycznie dają im realne umiejętności, których nie zdobędą w pracy?

- MBA daje narzędzia, pokazuje, jakie są możliwości konkretnych rozwiązań. Ci, którzy myślą, że to tylko teoria, robią poważny błąd. W MBA rozwiązuje się poszczególne zadania, problemy.

Gdy ja byłem na studiach podyplomowych w Harvard Business School, to studiowanie polegało na analizie konkretnych przypadków. Teraz na studiach MBA, za które odpowiadam, stawiam na praktykę. Moja maksyma to minimum teorii, maksimum praktyki. Moi studenci uczą się więc pracować w różnych zespołach, bo to przynosi najlepsze efekty. Może to nie będzie pedagogiczne, ale powiem, że często bardziej uczą się sami od siebie niż od nietrafionych wykładowców, bo tacy też się na tych studiach niestety zdarzają.