Samo orzeczenie, o czym pisaliśmy wczoraj na łamach DGP, budzi wątpliwości co do tego, czy sąd nie poszedł zbyt daleko w swojej wykładni przepisów ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Przy okazji rodzi się jednak o wiele istotniejsze pytanie: o sens i zasadność żądania ustalenia alimentów w przypadku rodzica, który chce świadczenia 500+ wyłącznie na drugie dziecko.

W tym momencie trzeba się trochę cofnąć w czasie, do kwietnia 2016 r., kiedy startował program 500+. Wtedy kwestia alimentów nie miała w ogóle znaczenia. Tyle że bardzo szybko część osób zaczęła wykorzystywać tę sytuację i przy składaniu wniosku deklarowała, że samotnie zajmuje się dzieckiem, chociaż w rzeczywistości pozostawała w nieformalnym związku i mieszkała z jego ojcem lub matką. Przy czym takie nadużycia dotyczyły ubiegania się o świadczenie na pierwsze dziecko, które jest uzależnione od spełnienia kryterium dochodowego. Dzięki temu, że drugi rodzic nie był wliczany do składu rodziny, można było fikcyjnie obniżyć wysokość dochodu, aby zmieścić się w progu pozwalającym dostać pieniądze.

Nic dziwnego, że Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej chciało zapobiegać wyłudzaniu w taki sposób świadczeń i od sierpnia 2017 r. wprowadziło w stosunku do samotnych rodziców wymóg ustalenia alimentów na potomków. Jednak objęte nim zostały wszystkie dzieci, nie tylko te pierwsze. W efekcie wśród tej grupy, która wnioskuje o świadczenia wyłącznie na drugie dziecko, powodowało to i w zasadzie cały czas powoduje – sądząc po e-mailach, które otrzymuję – poczucie niesprawiedliwości i dyskryminacji. Wszak zgodnie z obietnicami rządzących 500+ ma przysługiwać na każde drugie dziecko bez konieczności spełniania żadnych dodatkowych warunków – na co zwrócił uwagę również warszawski WSA. Tymczasem okazało się, że jeśli rodzice wychowują razem dziecko, to rzeczywiście nie stawia się im dodatkowych wymogów, ale samotnym opiekunom już tak.

Co do słuszności przyjętego w przepisach rozwiązania nie do końca przekonuje mnie argumentacja przedstawiana przez ministerstwo. Zwłaszcza ta, w której resort powołuje się na analogię z systemem świadczeń rodzinnych, gdzie od wielu lat obowiązuje zasada, że samotny rodzic nie może otrzymać zasiłku na dziecko, jeśli nie ma alimentów. Pomija bowiem fakt, że w przeciwieństwie do 500+ zasiłek na każde dziecko jest uzależniony od kryterium dochodowego, więc wspomniany warunek ma swoje uzasadnienie. Również wskazywanie, że celem wprowadzenia wymogu alimentów było to, aby wsparcie z rządowego programu było przyznawane osobie samotnej dopiero po wyczerpaniu możliwości ich dochodzenia od drugiego rodzica dziecka, stoi w sprzeczności z tezą o powszechności świadczenia na drugie i następne dzieci w rodzinie.

Osobom, które czują się pokrzywdzone tymi przepisami, pozostaje póki co walka w sądach. Ten warszawski stanął po stronie samotnego rodzica i chociaż na razie jest to tylko jedna taka wygrana, to mogą za nią pójść kolejne.