Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy wystąpił z wnioskiem do Państwowej Inspekcji Pracy o skontrolowanie, czy w zakładach opieki zdrowotnej jest przestrzegany czas pracy wynikający z unijnej dyrektywy. Zgodnie z nią lekarz nie może pracować w tygodniu dłużej niż 48 godzin tygodniowo. Natomiast w polskich szpitalach normą jest praca ponad ten limit. Problem w tym, że gdyby placówki ochrony zdrowia już teraz chciały dostosować się do unijnych przepisów, kosztowałoby je to nawet 750 mln zł. Mimo to nie miałyby gwarancji, że znajdą lekarzy chętnych do dyżurowania, bo ich po prostu brakuje.
Dyżur poza normą
Obowiązująca ustawa o zakładach opieki zdrowotnej stanowi, że tygodniowy czas pracy lekarzy nie może przekraczać 40 godzin tygodniowo. Jednak nie wlicza się do niego dyżurów medycznych. W opinii OZZL, Polska łamie w ten sposób przepisy unijne, bo liczba godzin dyżurowych lekarzy znacznie przekracza dobowe i tygodniowe limity czasu pracy. – Dyrekcje szpitali uważają, że skoro dyżur nie jest normalnym czasem pracy, to limity nie są łamane – uważa Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL. – Lekarze wpisują się dobrowolnie na dyżury, przecież dzięki temu więcej zarabiają – mówi Zbigniew Jankowski, dyrektor Szpitala Powiatowego w Aleksandrowie Kujawskim. Związek uważa, że takie stanowisko jest błędne, pozostaje bowiem w sprzeczności z postanowieniami Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady dotyczącej niektórych aspektów organizacji czasu pracy. Wyrok Sądu Najwyższego w sprawie doktora Czesława Misia jasno wykazał, że ma ona charakter nadrzędny w stosunku do prawa polskiego i lekarze nie powinni pracować łącznie z dyżurami dłużej niż 48 godzin tygodniowo. – Od momentu przystąpienia do Unii Europejskiej, w Polsce lekarze powinni pracować nie dłużej niż 48 godzin tygodniowo – potwierdza Maciej Niwiński, przewodniczący OZZL regionu śląskiego.
Brak odpoczynku
Również Dariusz Kuśmierski, przewodniczący Związku Zawodowego Anestezjologów, uważa, że lekarze pracują dłużej niż wynika to z europejskich unormowań. – Średni czas pracy anestezjologa wynosi 240–290 godzin miesięcznie, czyli zdecydowanie więcej niż przewiduje to dyrektywa europejska – dodaje Dariusz Kuśmierski. Maciej Niwiński podkreśla, że w polskich szpitalach, oprócz naruszania limitów czasu pracy, dodatkowo nie jest przestrzegane prawo do odpoczynku między dyżurami. – Teoretycznie lekarz ma prawo do 11 godzinnego dobowego odpoczynku, w praktyce jest tak, że często po nocnym dyżurze lekarz zaczyna normalnie rano pracować – dodaje Maciej Niwiński.
Zła ewidencja czasu pracy
Również z kontroli przeprowadzanych przez Państwową Inspekcję Pracy wynika, że szpitale nie przestrzegają norm czasu pracy. Tylko w 2006 roku inspektorzy pracy przeprowadzili 795 kontroli w zakładach opieki zdrowotnej. Wykryte nieprawidłowości dotyczą głównie czasu pracy. Przede wszystkim szpitale nierzetelnie prowadzą jego ewidencję, lekarze pracują ponad ustalony wymiar i nie zapewnia się im odpoczynku po dyżurach. Naruszenia praw pracowniczych w związku z czasem pracy dotyczyło aż 30 tys. pracowników. W wyniku tych kontroli inspektorzy skierowali 410 wniosków o naprawę sytuacji.
Za mało specjalistów
To, że w szpitalach lekarze specjaliści pracują ponad ustalone normy, wynika przede wszystkim z tego, że ich po prostu brakuje. Od przystąpienia Polski do UE z kraju wyjechało kilka tysięcy lekarzy. Brak młodych specjalistów powoduje, że kadra medyków starzeje się. Tylko z danych warszawskiej okręgowej izby lekarskiej wynika, że zaledwie 10 proc. lekarzy z Mazowsza ma poniżej 31 lat. Niemal tyle samo jest specjalistów, którzy przekroczyli 70 rok życia, natomiast około 33 proc. ma już powyżej 51 lat i zbliża się do wieku emerytalnego. Najgorsza sytuacja jest wśród internistów – prawie płowa z nich ma powyżej 61 lat. – Jest mniejszy nabór na akademie medyczne, to powoduje, że zmniejsza się liczba młodych lekarzy, natomiast ci, którzy kończą studia, z powodu niskich zarobków podejmują pracę za granicą lub w ogóle rezygnują z niej i zatrudniają się w firmach farmaceutycznych – mówi Andrzej Włodarczyk, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie. Natomiast Mieczysław Wojtaszek, zastępca dyrektora Opolskiego Centrum Zdrowia Publicznego w Opolu, podkreśla, że chociaż w tym województwie szpitale są w niezłej sytuacji finansowej, to już brakuje w nich anestezjologów, pediatrów, endokrynologów.
Zalecenie związku lekarzy
Również w szpitalu w Jaśle (woj. podkarpackie) brakuje kardiologów, specjalistów chorób zakaźnych i ratowników medycznych. – Przy tak dużych brakach kadrowych dostosowanie się do unijnej normy czasu pracy oznacza dla szpitala wzrost kosztów osobowych – mówi Zbigniew Betlej, dyrektor placówki. Resort zdrowia, który przygotował nowelizację ustawy o zoz, która dostosowuje czas pracy do unijnych wymogów, szacuje, że jego ograniczenie do 48 godzin tygodniowo może spowodować wzrost kosztów szpitali nawet o 750 mln zł. Mogą one być jeszcze wyższe, jeżeli lekarze nie będą wyrażali zgody na wydłużenie tego czasu do 78 godzin tygodniowo. Chodzi o tzw. klauzule opt-out. – OZZL będzie zalecał swoim członkom niepodpisywanie klauzuli, jeżeli strona rządowa nadal będzie ignorować nasze postulaty związane chociażby z wynagradzaniem pracowników medycznych – mówi Maciej Niwiński. Dyrektorzy szpitali obawiają się masowych pozwów sądowych lekarzy, którzy pracują ponad unijną normę. Domagają się oni zapłaty za pracę w nadgodzinach za dwa – trzy lata wstecz. Do sporów zbiorowych z dyrekcjami szpitali przystąpiły organizacje związkowe w 280 szpitalach. Na koniec kwietnia może ich być jeszcze więcej.