Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia, twierdzi, że okręgowe izby lekarskie powinny mieć swoje siedziby tylko w stolicach województw Liczba okręgowych izb lekarskich (OIL) powinna pokrywać się z liczbą województw – mówi Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia. Taki przepis Ministerstwo Zdrowia wprowadziło do projektu nowelizacji ustawy o izbach lekarskich, która praktycznie w całości dotyczy zmian w postępowaniu przed sądem lekarskim oraz zaostrzenia kar dla lekarzy za naruszenie lub złamanie zasad odpowiedzialności zawodowej. Środowiska lekarskie są oburzone propozycją wprowadzenia tak ważnej zmiany dla ich samorządu. Ich zdaniem jest to odgórne ingerowanie w niezależność ich samorządu.
Odgórne sterowanie
Obecnie działają w kraju 22 okręgowe izby lekarskie, których obszar działania najczęściej obejmuje kilka regionów. Po proponowanych zmianach byłoby ich szesnaście oraz jedna izba wojskowa. Ich główne siedziby mieściłyby się w stolicach województw. – Ministerstwo Zdrowia usiłuje w bardzo podstępny sposób odgórnie ingerować w samodzielność i niezależność samorządu lekarskiego – uważa Zbigniew Brzezin, przewodniczący Okręgowej Izby Lekarskiej (OIL) w Częstochowie. Również Beskidzka Izba Lekarska sprzeciwia się tak wyraźnej próbie wpływania resortu zdrowia na liczbę izb lekarskich. Wprowadzenie proponowanych zmian spowoduje – w opinii beskidzkiej izby – likwidację kilku istniejących izb, których powstanie i obszary działalności wynikły z woli lokalnego środowiska lekarskiego. – Obecnie istniejąca struktura działa sprawnie, a planowane zmiany mogą tylko doprowadzić do utrudnienia bezpośrednich kontaktów lekarzy z izbą – twierdzi Zyta Kaźmierczak-Zagórska, przewodnicząca Okręgowej Rady Lekarskiej w Bielsku-Białej. Zdaniem samorządu lekarskiego, dla sprawnego działania izb nie jest konieczne, aby ich granice pokrywały się z granicami województw. – Podobna sytuacja jest również w innych samorządach zawodowych i także tam sprawdza się obecny system – argumentuje Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Marek Jodłowski, przewodniczący Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej w Kielcach również podkreśla, że o tym, gdzie powstają organy samorządu medycznego, muszą decydować lokalne środowiska lekarskie. – Odgórne określanie ich liczby niszczy ideę samorządności – dodaje przewodniczący Marek Jodłowski.
Płaci, więc wymaga
Natomiast Ministerstwo Zdrowia uważa, że ma prawo ingerować w sprawy samorządu lekarskiego, bo budżet państwa każdego roku przeznacza pewne środki na jego funkcjonowanie. W 2006 rok państwo przekazało ponad 1,5 mln zł na pokrycie kosztów zadań związanych z odpowiedzialnością zawodowa lekarzy, natomiast na ten rok jest zarezerwowana kwota ponad 2,4 mln zł. – Poza tym budżet opłaca również prowadzenie przez poszczególne izby rejestru lekarzy – mówi Paweł Trzciński, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia. Jego zdaniem nie wszędzie rejestry są prowadzone prawidłowo przez okręgowe izby. – Są często nieaktualne i nie odpowiadają rzeczywistej liczbie medyków aktywnych zawodowo w danym województwie – dodaje Paweł Trzciński. Z takimi argumentami nie zgadzają się lekarze. – Powstanie rejestru lekarzy zostało opłacone ze składek członków poszczególnych izb, natomiast jego funkcjonowanie jest dofinansowywane z budżetu państwa, co pokrywa 20–30 proc. kosztów – mówi przewodniczący Zbigniew Brzezin.
Mniej rzeczników
Nowelizacja ustawy o izbach lekarskich, poza zmniejszeniem liczby OIL, nie przewiduje żadnych innych zmian dotyczących warunków ich funkcjonowania. Nadal będą one odpowiedzialne m.in. za właściwe wykonywanie zawodu lekarza, integrowanie środowiska medycznego, zajmowanie się sprawami związanymi z odpowiedzialnością zawodową. Jednak, zdaniem lekarzy, w przypadku większych izb lekarskich, które nie będą skupiać 2-3 tys. lekarzy, ale kilkanaście, czy jak warszawska – ponad 20 tys., trudniej będzie rozwiązywać lokalne problemy tej grupy zawodowej. Zmniejszenie liczby OIL doprowadzi również do likwidacji części stanowisk okręgowych rzeczników odpowiedzialności zawodowej. Może to spowodować ograniczenia w dostępie do nich tym pacjentom, którzy chcą dochodzić swoich praw przed sądem lekarskim. – Z jednej strony resort zdrowia chce usprawnić postępowanie przed takim sądem, ale z drugiej zamyka wielu pacjentom kontakt z rzecznikiem – mówi Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere. Już teraz postępowanie przed sądem lekarskim trwa kilka miesięcy, a pacjenci czekają nawet rok na wydanie wyroku.
Izby branżowe
Nieoficjalnie pojawia się również inna koncepcja funkcjonowania samorządu lekarskiego, czyli całkowita likwidacja OIL na rzecz izb branżowych. – Propozycja zastąpienia ich izbami skupiającymi lekarzy poszczególnych specjalizacji jest kontrowersyjna – mówi Robert Sapa z Porozumienia Zielonogórskiego skupiającego ponad 14 tys. lekarzy rodzinnych. Jego zdaniem powstanie lekarskich izb zawodowych doprowadziłoby do zbyt dużego rozdrobnienia w środowisku medycznym. W przypadku części bardzo rzadkich specjalizacji byłoby wręcz niemożliwe zorganizowanie działania takich izb. – Bardziej rozsądne byłoby rozważenie propozycji utworzenia izb do spraw np. szpitalnictwa, uzdrowisk czy podstawowej opieki zdrowotnej – uważa Robert Sapa. Również anestezjolodzy nie widzą sensu tworzenia branżowych izb lekarskich bez jednoczesnego rozszerzenia ich uprawnień. Zdaniem Dariusza Kuśnierskiego, przewodniczącego Związku Zawodowego Anestezjologów, aby dobrze reprezentować interesy swoich członków, musiałyby one mieć możliwość np. prowadzenia rozmów z Narodowym Funduszem Zdrowia w sprawie kontraktowania świadczeń zdrowotnych z zakresu intensywnej terapii czy negocjowania z dyrektorami szpitali wysokości płac anestezjologów.