Polscy pracodawcy masowo składają w pośredniakach oświadczenia o chęci zatrudnienia przybyszy znad Dniepru. W tym roku zostanie pobity kolejny rekord.
Od kilku lat utrzymuje się duże zapotrzebowanie na pracowników zza wschodniej granicy. Aby ich sprowadzić, przedsiębiorca musi zgłosić w powiatowym urzędzie pracy oświadczenie o chęci zatrudnienia wymienionego z imienia i nazwiska obywatela Ukrainy, Białorusi, Rosji, Mołdawii, Gruzji lub Armenii. Tyle teoria, bo faktycznie z ułatwień w 97,5 proc. korzystają Ukraińcy. Na podstawie takich oświadczeń cudzoziemcy otrzymują wizy, które pozwalają im bez zezwolenia podejmować pracę nad Wisłą przez pół roku raz na 12 miesięcy.
Reklama
Cechą charakterystyczną jest duża rotacja imigrantów. Przeciętnie obywatel Ukrainy spędza w Polsce około pięciu miesięcy, po czym wyjeżdża, by po jakimś czasie wrócić. Z badań banku centralnego wynika, że średnio pracownik z Ukrainy był już w Polsce jedenastokrotnie.

Reklama
Zapraszanie do pracy sąsiadów zza wschodniej granicy na masową skalę rozpoczęło się w ubiegłym roku. Wtedy pracodawcy zgłosili do pośredniaków chęć zatrudnienia aż 782 tys. cudzoziemców z tej części świata. Jak wynika z danych resortu rodziny, pracy i polityki socjalnej, to ponaddwukrotnie więcej niż w roku poprzednim.
W tym roku ubiegłoroczny rekord może być pobity. Z danych, które zebrał DGP w wojewódzkich urzędach pracy, wynika bowiem, że w I kw. pracodawcy złożyli oświadczenia o planowanym zatrudnieniu 318 tys. cudzoziemców. To o 51 proc. więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Jeśli ta dynamika utrzyma się w kolejnych miesiącach, to w całym roku pracodawcy mogą złożyć oferty pracy dla prawie 1,2 mln cudzoziemców. Jednak z różnych powodów liczba pracujących na tej podstawie cudzoziemców będzie niższa. Choćby dlatego, że część pracodawców zgłasza więcej osób, niż chce zatrudnić, obawiając się, że nie wszyscy przyjadą. Poza tym ta sama osoba może być rejestrowana nawet kilkakrotnie – za każdym razem, gdy zmieni pracodawcę. Ponadto nie wszyscy cudzoziemcy otrzymują wizę na podstawie oświadczenia pracodawcy.
Zdaniem ekspertów w wielu regionach kraju Ukraińcy są niezastąpieni. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie bez nich plantacji truskawek i malin w okolicach Płońska albo zbiory jabłek pod Grójcem. Wśród Polaków jest stosunkowo niewielu chętnych do tego rodzaju pracy. Jeśli się na nią decydują, to na Zachodzie, gdzie zarobki są zdecydowanie wyższe. Wielu Ukraińców pracuje także w budownictwie, handlu, transporcie, przemyśle oraz przy opiece nad dziećmi i osobami starszymi. Ale potrzebujemy także wyżej wykwalifikowanej siły roboczej: w zeszłym roku w urzędach pracy znalazło się 10,3 tys. ofert dla ukraińskich specjalistów.
Narodowy Bank Polski zauważył, że zmienia się struktura imigracji: w nowej fali większą grupę stanowią mężczyźni (prawie 58 proc. wśród nowo przybyłych, wśród tych bardziej doświadczonych około 33 proc.). Nowa imigracja jest młoda (średnia wieku to niepełne 33 lata w porównaniu z prawie 43 latami w poprzedniej fali imigracji), większy odsetek stanowią też Ukraińcy ze wschodu kraju (wzrost z 6,3 proc. do 28,4 proc.). Praktycznie nie ma wśród nich bezrobocia. Większość, 93,5 proc. pracuje, przy czym połowa ma stałe zatrudnienie.
Średnia płaca netto to 2 tys. zł. – Widać zróżnicowanie między sektorami, najwięcej (ok. 2,7 tys. zł) płaci się w budownictwie, najmniej w pracach domowych (ok. 1,8 tys. zł). Zróżnicowania poziomu wynagrodzeń wewnątrz sektorów właściwie nie ma, co wynika z dużej konkurencji między pracownikami – wyjaśnia Grzegorz Dobroczek z departamentu statystyki NBP. Ukraińcy są też beneficjentami świadczeń rzeczowych, np. zakwaterowania oferowanego przez pracodawcę lub darmowego transportu do pracy. To pozwala im zaoszczędzić część dochodu. Na utrzymanie przeznaczają ponad 34 proc. zarobionych pieniędzy.
Resztę przesyłają na Ukrainę lub oszczędzają. Według danych NBP ukraińskie depozyty w polskich bankach na koniec 2015 r. wynosiły ok. 900 mln zł. To niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej. Ile pieniędzy trafia z Polski na Ukrainę? Z danych o polskim bilansie płatniczym wynika, że cudzoziemcy w ubiegłym roku zarobili w Polsce prawie 9,2 mld zł. Aż 90 proc. tej kwoty to zarobki Ukraińców. Biorąc pod uwagę wielkość depozytów, z Polski na Ukrainę mogło wypłynąć blisko 4,6 mld zł. Większość imigranci wywieźli osobiście – taką formę preferuje 60 proc. pytanych przez NBP Ukraińców. Znaczna cześć z nich dokonuje transferów raz na dwa lub trzy miesiące (42,3 proc.). Co piąty wysyła pieniądze co miesiąc.
Choć zarobki w Polsce należą do najniższych w Unii Europejskiej, z punktu widzenia Ukraińców i tak wydają się atrakcyjne, zwłaszcza jeśli dodać do tego bliskość geograficzną, kulturową i językową naszego kraju. Średnia pensja na Ukrainie w lutym tego roku (ostatnie dostępne dane) wynosiła zaledwie 4,6 tys. hrywien (710 zł). Przy czym w tradycyjnie najuboższych obwodach graniczących z Polską była jeszcze niższa. W obwodzie wołyńskim przeciętny pracownik może liczyć na 3,4 tys. hrywien (525 zł). W 2014 r. 85 proc. Ukraińców uważało, że w ich miejscowości nie da się znaleźć pracy odpowiadającej ich poziomowi kwalifikacji i pozwalającej na satysfakcjonujące zarobki.
Na atrakcyjność polskiej średniej krajowej (w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających ponad dziewięć osób wynoszącej 4,2 tys. zł) wpłynęła też deprecjacja hrywny. W połowie 2013 r. Ukraińcy zarabiali średnio 3,4 tys. hrywien, ale wówczas były one warte 1310 zł. Po wybuchu wojny w Zagłębiu Donieckim część Ukraińców decydowała się na opuszczenie kraju także ze względu na lęk przed powołaniem do wojska. Ta motywacja powoli odchodzi do historii ze względu na spadek intensywności konfliktu i wzrost odsetka żołnierzy zawodowych na Ukrainie, wynikający ze znacznych podwyżek wynagrodzenia wojskowych kontraktowych. Według danych lwowskiego Międzynarodowego Instytutu Oświaty, Kultury i Związków z Diasporą 90 proc. studentów z tego miasta chciałoby wyemigrować. Co trzeci z nich najchętniej wyjechałby do Polski.
W 2015 r. ukraińskie depozyty w naszych bankach wyniosły 900 mln zł