Powiatowe urzędy pracy (PUP) traktują niestandardowe działania kierowane do długotrwale bezrobotnych jako źródło dodatkowych pieniędzy na aktywizację zawodową, choć nie taki jest ich cel. Tak wynika z raportu NIK, do którego dotarł DGP.
Kontrolerzy sprawdzili, jak pośredniaki realizują programy specjalne. Co do zasady są one przeznaczone dla osób będących w szczególnej sytuacji na rynku pracy, w przypadku których dotychczas podjęte działania i usługi aktywizacyjne nie przyniosły efektów. W ramach programu specjalnego PUP może takich bezrobotnych objąć niestandardowymi instrumentami lub usługami, takimi jak zakup roweru, laptopa, odzieży ochronnej, dofinansowanie pobytu dziecka w żłobku (to SEWZ, czyli specyficzne elementy wspierające zatrudnienie). NIK skontrolował 16 urzędów i 60 programów, które w większości były sfinansowane ze środków rezerwy Funduszu Pracy (FP). Najczęściej brały w nich udział osoby bezrobotne niemające 25 lat, bez wykształcenia i kwalifikacji, wychowujące dziecko poniżej 6. roku życia.
Reklama

Reklama
W ocenie izby urzędy pracy popełniały błędy już na etapie przygotowywania programów specjalnych, ponieważ nie były one poprzedzane rzetelną analizą lokalnego rynku pracy, często opartą na samych danych statystycznych. To zaś skutkowało niewłaściwą kwalifikacją bezrobotnych do udziału w nich oraz zaproponowaniem nietrafionych SEWZ. Co więcej, PUP pod nazwą programu specjalnego prowadziły działania, które nie różniły się niczym od tradycyjnych form aktywizacji. Taka sytuacja miała miejsce w 47 proc. spośród skontrolowanych programów. Praktycznie we wszystkich placówkach programy obejmowały takie instrumenty jak staże czy prace interwencyjne, które powszechnie są odbierane jako te, które nie dają szans na znalezienie trwałego zatrudnienia. Ponadto, jak podkreśla NIK, w siedmiu pośredniakach ich uczestnikami mogła być praktycznie każda osoba, która się zgłosiła, wyraziła na to zgodę lub została wskazana przez pracodawcę albo organizatora stażu. Nie spełniano też innego założenia programów – każdy powinien mieć wspólny element łączący aktywizowanych bezrobotnych, więc i usługi im oferowane powinny być podobne. Tymczasem nie wszyscy zakwalifikowani dostawali ten sam pakiet.
– Niektóre urzędy mogą faktycznie traktować programy jako kolejne źródło, gdzie można znaleźć środki na zatrudnienie wspomagane, ale nie byłoby tego problemu, gdyby kwoty przekazywane na inne cele były wystarczające w stosunku do potrzeb – zastrzega Jerzy Bartnicki, dyrektor PUP w Kwidzynie.
215 mln zł wynosiły w latach 2011–2014 dodatkowe środki z Funduszu Pracy, które zostały przekazane pośredniakom na programy specjalne
Jednak zdaniem dr. Grzegorza Baczewskiego z Konfederacji Lewiatan problemem urzędów pracy, który dotyczy nie tylko programów specjalnych, jest to, że swoją skuteczność oceniają pod kątem pozyskania i wydania jak największej kwoty na aktywizację.
– Natomiast o wiele istotniejsze powinno być to, aby zastosowany instrument doprowadził do zatrudnienia bezrobotnego na miejscu pracy, które utrzyma się potem bez wsparcia finansowego – dodaje.
Na ten element zwraca też uwagę NIK, który zaznacza, że efekty programów specjalnych miały charakter krótkotrwały i nie przyczyniały się do rzeczywistej poprawy sytuacji ich uczestników na rynku pracy. Po ich zakończeniu osoby były najczęściej zatrudniane w niepełnym wymiarze czasu pracy i na krótki okres, np. miesiąc.