statystyki

Co zmieni 500 zł na dziecko? Kluza: To inwestycja o najwyższej stopie zwrotu

autor: Grzegorz Osiecki05.11.2015, 07:44; Aktualizacja: 05.11.2015, 08:48
Stanisław Kluza

Stanisław Kluza, ekonomista w SGH, przewodniczący zespołu ekspertów przy Związku Dużych Rodzin 3+, członek Gabinetu Cieni BCC, PAP/Wprost/Arek Markowiczźródło: PAP
autor zdjęcia: Arek Markowicz

- Dzisiejsze rozwiązania dyskryminują rodziny, które wychowują dzieci bez nadmiernej pomocy państwa - uważa Stanisław Kluza, ekonomista w SGH, przewodniczący zespołu ekspertów przy Związku Dużych Rodzin 3+, członek Gabinetu Cieni BCC.

Po co dawać 500 zł na dziecko?

Nie „dawać”. To inwestycja państwa w przyszły kapitał ludzki. Co więcej, w długim okresie to inwestycja o najwyższej stopie zwrotu, bo kluczowa jest kwestia dzietności. Jeśli od prawie 20 lat mamy wskaźnik 1,3, a ten dający zastępowalność pokoleń przekracza 2, to znaczy, że już całe pokolenie dzieci jest o jedną trzecią mniej liczne od pokolenia swoich rodziców. To oznacza, że w okresie 50 lat ludność Polski spadnie poniżej 30 mln. Po roku 2030 będzie ubywało netto 150 tys. osób rocznie, czyli średnie miasto wojewódzkie sprzed reformy administracyjnej.

Przy niskiej dzietności i mniej licznej grupie kobiet mogących rodzić dzieci liczba urodzeń może spaść poniżej 300 tys. rocznie, a jeszcze niedawno było to 400 tys. By zachowane zostały proporcje wymiany międzygeneracyjnej, powinno się rodzić około pół miliona dzieci, a na to się w najbliższym czasie nie zanosi.

To trend cywilizacyjny, zmiana modelu życia?

Zmiany kulturowe odpowiadają tylko w jakimś stopniu za spadek dzietności, przeważają bodźce o charakterze ekonomicznym. Badania pokazują, że młodzi Polacy są w grupie trzech europejskich nacji o największej skłonności do założenia rodziny i posiadania dzieci, a jednocześnie jesteśmy w grupie trzech państw o najniższej liczbie rodzących się dzieci na 100 kobiet. Jeśli jest taka sprzeczność między deklaracjami a stanem faktycznym, to znaczy, że mamy problem. I nie wynika on z wprowadzania ankieterów w błąd, bo ci sami Polacy, gdy wyjeżdżają do bogatszych krajów Europy Zachodniej, natychmiast stają się grupą o najwyższej dzietności.

Pan jest zwolennikiem bonu opiekuńczego, dawania rodzicom 500 zł na dziecko. Co zmieni ta kwota?

Dzisiejsze rozwiązania ekonomicznie dyskryminują rodziny, które choć z trudem, ale wychowują dzieci bez nadmiernej pomocy państwa. Ale w szczególności chciałbym zwrócić uwagę na okres między 12. a 36. miesiącem życia dziecka, który dla rodziców jest najtrudniejszy materialnie i psychicznie. Brak pomocy państwa dla dzieci z tego przedziału wiekowego często sprawia, że rodzice rezygnują z posiadania kolejnego dziecka. W rodzinach niezamożnych przeciętny koszt utrzymania dziecka nie przekracza 500 zł w skali miesiąca. Tak możemy określić rodzinę, która nie korzysta z pomocy społecznej, ale dochody rodziców, nawet łączne, są najwyżej w granicach średniej krajowej. Taka suma transferu od państwa może się wydawać niewielka w Warszawie, ale na prowincji 500 zł na dziecko to poziom marzeń. A przecież zdarzają się sytuacje, gdy dzieci są odbierane rodzinie i trafiają do domów dziecka, gdzie przeciętny koszt utrzymania przekracza 4 tys. zł. Czy nie lepiej przekazać pieniądze bezpośrednio rodzicom? Państwo opłaca też pewne formy opieki, ale nie sprzyjają one dzietności, czyli widać defekt.

Jaki defekt?

Patologia, że jeśli ktoś ma „iluzoryczne szczęście” i odda do żłobka dziecko, to państwo dopłaca do niego 500–700 zł. Rodzice, mając dziecko w żłobku, mogą pracować, czyli podwyższyć dochód. Natomiast ci, którzy nie oddadzą dziecka do żłobka, zdejmując z państwa wydatek i odpowiedzialność, nie dość, że nie dostaną kilkuset złotych, to nie mogą pracować. Trzeba to zmienić, te dwa lata życia dziecka to moment, w którym w pierwszej kolejności należy pomóc rodzicom. Usuwając ekonomiczną dyskryminację, należy się skupić na tych etapach rozwoju dziecka, w których system najbardziej szwankuje. Zwłaszcza że wychowanie w domu w tym wieku jest znacznie lepsze od żłobka dla rozwoju psychicznego i emocjonalnego dziecka. Dużo korzystniej byłoby, gdyby któreś z rodziców (zwykle matka) mogło zostać w domu i zająć się dzieckiem. Wiadomo, że 500 zł nie zrekompensuje wszystkich kosztów ani ewentualnych dochodów z pracy, ale jest minimalną opłatą sprawiedliwościową państwa, by nie dokonywać dyskryminacji. Bo dziś państwo ekonomicznie karze tych, którzy nie posyłają dzieci do żłobka.


Pozostało 67% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze (7)

  • korzen(2015-11-05 09:49) Zgłoś naruszenie 10

    Sam chyba przepijesz baranie.

    Odpowiedz
  • iwonka(2015-11-05 15:26) Zgłoś naruszenie 10

    Co Wy z tym piciem? Jakby 90% procent rodziców mających dzieci było alkoholikami.

    Odpowiedz
  • Realista(2015-11-05 08:24) Zgłoś naruszenie 00

    Państwo powinno inwestować systemowo tj. w wyprawkę nowo narodzonych, darmowe żłobki , przedszkola , w szkołach darmowe podręczniki , posiłki , opiekę zdrowotną . Ponadto powinno stworzyć system zatrudnienia dla bezrobotnych rodziców przy pracach publicznych .TO BYŁABY REALNA RZECZYWISTA POMOC...

    Już widzę oczami wyobraźni ludzi nigdzie nie pracujących , nadużywających , produkujących taśmowo dzieci .Przy 5 dzieciach dostanie 2000 zł z czego 3/4 przepije. CZY O TO CHODZI USTAWODAWCY ??

    Odpowiedz
  • wruum59(2015-11-05 12:08) Zgłoś naruszenie 00

    "wyjeżdżają do bogatszych krajów Europy Zachodniej, natychmiast stają się grupą o najwyższej dzietności." nie dlatego, że dostają zasiłek na dziecko, tylko dlatego że zarabiają godziwie i to z poczuciem stabilności.
    To samo wystarczyłoby w Polsce. Pan Kluza myśli kategoriami o taniej siły roboczej.

    Odpowiedz
  • mmm(2015-11-05 14:49) Zgłoś naruszenie 00

    He, he. Pan Kluza z teoretyka akademickiego powinien na pewien czas zamienić się w praktyka polskiej rzeczywistości. Wynik jego teoretycznych przemyśleń jest trafny ale nie wobec Polaka, a wobec Szweda, Duńczyka, Norwega. Kasa zostanie przejedzona i przepita. Co więcej, Polak zacznie krzyczeć "więcej, bo nie starcza", licząc, że jak jeden raz dali to i dadzą drugi raz, a może i więcej dadzą :)
    Poza tym, Polak główkować będzie tak: zmieni się ekipa i zabiorą to co przyznali wcześniej. Co za problem. Zrobili tak ze środkami z OFE, to i mogą zrobić z tymi 500 zł na dzieciaka. A ja jak zrobię dzieciaka, to już "tego" za cholerę nie cofnę :)

    Odpowiedz
  • krak(2015-11-05 15:52) Zgłoś naruszenie 00

    Kluzo hahahaha, dzieci to najgorsza inwestycja, oprócz kosztów niczego nie gwarantują.
    1.Jak się wykształcą, dorosną, to wyjadą dokąd tylko zechcą i tam bedą płacić składki. Dzieci tylko decydują o wielkości populacji i o niczym wiecej.
    2.Składki wnoszą miejsca pracy nie dzieci.
    3. Czym będzie więcej umów o pracę bez płacenia składek tym generujemy więcej niewolników użytkowników śmietnisk.

    Odpowiedz
  • matka(2016-01-02 16:37) Zgłoś naruszenie 00

    Jestem wdową od 3 lat pracuję dojeżdzając codziennie 30 km do pracy. Po śmierci męża dzieci maja niewielką rentę. I wkurza mnie to że własnie pracując i przekraczając minimalnie dochód na osobę, spowodowałam że nic od państwa mi sie nie należy, a naprawde wiąże koniec z końcem. Nie ma dla niech obiadów w szkole, darmowych podręczników ani żadnej innej pomocy. Powinnam zostać alkoholiczką i miałabym świadczenia socjalne i inne pierdoły dlaczego ludzie uczciwi zawsze dostają po dupie ...oczywiście pytanie retoryczne

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane