Część zamawiających nie chce renegocjować wieloletnich kontraktów w związku z ozusowaniem umów cywilnoprawnych. Muszą więc rozpisywać nowe przetargi. A czasu jest coraz mniej.
Alba aneks, albo zerwanie umowy / Dziennik Gazeta Prawna
Wraz z nowym rokiem zmienią się zasady oskładkowania umów cywilnoprawnych. Pracodawca będzie musiał odprowadzać składkę ZUS co najmniej do poziomu minimalnego wynagrodzenia (dzisiaj 1750 zł, a w 2016 r. – 1850 zł). Zmiana przepisów ma zrównać sytuację osób pracujących na tzw. umowach śmieciowych z zatrudnionymi na etat. Może jednak oznaczać straty dla zatrudniających je firm, które realizują wieloletnie kontrakty. Gdy je bowiem zawierały, nie miały pojęcia, że nagle tak radykalnie wzrosną koszty pracy. Dla niektórych dalsza realizacja zamówień na dotychczasowych warunkach finansowych mogłaby nawet oznaczać upadłość.
Reklama
Zapobiec temu mają przepisy, na mocy których wykonawcy wieloletnich zamówień publicznych dostali prawo do negocjowania wysokości wynagrodzenia. Negocjacje te ruszyły w sierpniu.

Reklama
– W branży czystości szacuję, że ok. 60 proc. kontraktów udało się zmienić w sposób satysfakcjonujący obydwie strony i będą one kontynuowane po nowym roku. W pozostałych 40 proc. zamawiający nie byli skłonni do ustępstw, co w większości przypadków skończyło się rozwiązaniem umów przez przedsiębiorców – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Rady Zamówień Publicznych przy Konfederacji Lewiatan i prezes Polskiej Izby Gospodarczej Czystości.
Nie chce jednak podawać nazw konkretnych firm ze względu na nadzieję na wznowienie negocjacji.
Rachunek strat
Główny powód niechęci zamawiających do negocjacji jest oczywisty: pieniądze. Chodzi np. o szpitale, które i tak nie są w najlepszej sytuacji finansowej. Zawierając umowy rok czy dwa lata temu ustaliły konkretne budżety na sprzątanie, a teraz okazuje się, że firmy chcą, by płaciły np. 30 proc. więcej. Szpitale się na to nie godzą, a efektem jest zerwanie umowy.
– Trudno im się zresztą dziwić – przyznaje Urszula Michalska, przedstawicielka OPZZ.
– Niemniej jednak negocjacje są potrzebne, bo na końcu ostatecznie jest pracownik, na rzecz którego mają pójść te pieniądze – zaznacza.
Decydując się na zerwanie rozmów, zamawiający powinien przeanalizować skutki tego posunięcia dla siebie samego. Rozwiązanie umowy oznacza, że na tę usługę musi szybko organizować nowy przetarg. A w nim ceny wykonawców będą już uwzględniały ozusowanie płacy minimalnej, a więc i tak zapłaci więcej.
– Dlatego w mojej opinii bardziej korzystne jest podjęcie negocjacji i aneksowanie umowy o zamówienie publiczne, gdyż koszty organizacji nowego przetargu mogą w wielu przypadkach przekroczyć koszty podwyższenia wynagrodzenia wykonawcy. Dodatkowo zamawiającemu odpada ryzyko przerwania świadczenia danego zamówienia – uważa Witold Jarzyński, redaktor naczelny pisma „Zamawiający. Zamówienia Publiczne w Praktyce”.
Zgodnie z przepisami rozwiązanie umowy następuje z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia, przy czym ze skutkiem nie wcześniejszym niż 31 grudnia 2015 r. W praktyce więc zrywane dzisiaj umowy będą realizowane do końca roku. Zamawiającym zostają zatem trzy miesiące na sfinalizowanie nowego przetargu, w którym wybiorą nowego wykonawcę.
– Przy dużych zamówieniach trzy miesiące to niekiedy zbyt krótki czas na przeprowadzenie postępowania, szczególnie w przypadku używania lub nawet nadużywania środków ochrony prawnej przez wykonawców – zauważa Grzegorz Bednarczyk, autor popularnego bloga „W szponach zamówień” (http://www.wszponachzamowien.pl).
Niewykluczone, że część zamawiających ma tego świadomość i będzie próbowała wznawiać negocjacje. Przy tym jeśli strony dojdą ostatecznie do porozumienia, to nie będzie miało znaczenia, że wcześniej firma wręczyła już zamawiającemu pismo z rozwiązaniem kontraktu.
Ale trzeba mieć świadomość, że za niechęcią do aneksowania umów stoi też lęk przed odpowiedzialnością za ewentualne naruszenie dyscypliny finansów publicznych.
– Strach ten jest irracjonalny, bo możliwość negocjowania umów wynika przecież wprost z ustawy – zauważa Marek Kowalski.
Co nie zmienia faktu, że zgoda na waloryzację zależy wyłącznie od dobrej woli zamawiających.
– Mamy więc w kraju bardzo różne przypadki. Są tacy, którzy nie mogą pozwolić sobie na zerwanie umów (np. ze względu na konieczność zachowania ciągłości w zakresie ochrony czy żywienia) i ci są bardziej skłonni do negocjacji – analizuje Witold Jarzyński.
– Są jednak i tacy, którzy już wcześniej przewidzieli całe zamieszanie, podjęli negocjacje z wykonawcami, ale zarezerwowali niezbędne środki i odpowiedni czas na nowe postępowania przetargowe. Ci nie są skłonni do negocjacji – dodaje.
Klauzule waloryzacyjne
To ostatni raz, kiedy zmiany związane z podwyższeniem składek podlegają negocjacjom. Wszystkie przetargi ogłaszane od 19 października 2014 r. muszą bowiem w specyfikacjach zawierać klauzule waloryzacyjne na wypadek zmiany stawki podatku VAT, minimalnego wynagrodzenia czy składek na ZUS. Jeśli więc w 2017 r. wzrośnie płaca minimalna, zamawiający automatycznie będą wykonawcom płacić więcej.
To duża nowość
– Przez długie lata normą na rynku było całkowite przerzucanie ryzyka wynikającego ze zmian wszelkich kosztów realizacji zamówienia na wykonawców – zauważa Grzegorz Bednarczyk.
– Zamawiający nie zwracali przy tym uwagi, iż takie przerzucenie ryzyka często nie jest dla nich korzystne, bo wykonawcy i tak kalkulowali to ryzyko w cenie. Płacono więc za nie i to niezależnie od tego, czy się aktualizowało, czy też nie – dodaje.
Teraz firmy nie muszą już uwzględniać nieprzewidywanych wzrostów czy to stawki VAT, czy też kosztów pracy. Dzięki temu mogą oferować ceny bardziej realistycznie skalkulowane.
Początkowo zamawiający próbowali w specyfikacjach wprowadzać postanowienia ograniczające ich odpowiedzialność. Orzecznictwo Krajowej Izby Odwoławczej jednoznacznie jednak zakazało takich praktyk. I tak w wyroku z 16 marca 2015 r. (sygn. akt KIO 413/15) jednoznacznie przesądzono, że wszystkie koszty związane ze wzrostem składek ZUS, płacy minimalnej czy też VAT muszą wziąć na siebie zamawiający. Nie mogą więc wprowadzać zastrzeżenia, że są one dzielone po równo na obydwie strony.
Z kolei w wyroku z 23 marca 2015 r. (sygn. akt KIO 443/15) KIO przesądziła, że waloryzacja dotyczy zarówno pracowników zatrudnionych na etat, jak i tych na podstawie umów cywilnoprawnych. „Podkreślenia bowiem wymaga, iż wykonawca realizujący zamówienia z pomocą osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych, w tym umów-zleceń, ponosi co do zasady koszty ubezpieczeń społecznych i ubezpieczenia zdrowotnego. W konsekwencji ewentualna zmiana zasad rozliczenia należnych obciążeń publicznoprawnych z tytułu ubezpieczeń społecznych i ubezpieczenia zdrowotnego może mieć wpływ na koszt realizacji zamówienia przez wykonawcę” – napisano w uzasadnieniu.