Silny stres wywołany lękiem przed chorobą nie usprawiedliwia pracy po spożyciu alkoholu – uznał Sąd Najwyższy.
Chodziło o kobietę, która się stawiła rano w pracy, ale w trakcie dnia musiała iść na mammografię. Ponieważ zapomniała dowodu osobistego, po drodze na badania wstąpiła do domu. Tam, jak przyznała, wypiła szklankę wina wzmocnionego spirytusem. Tak chciała załagodzić silny stres wywołany obawami o nawrót choroby nowotworowej. Po badaniach wróciła do pracy. Zatrudniony przez jej pracodawcę inspektor bhp został jednak zawiadomiony, że kobieta jest pod wpływem alkoholu. Nakłonił ją więc do wizyty w siedzibie straży miejskiej, gdzie zbadano ją alkomatem. Ponieważ okazało się, że pracownica jest nietrzeźwa, jeszcze tego samego dnia rozwiązano z nią umowę o pracę bez wypowiedzenia – z powodu rażącego naruszenia przez nią obowiązków pracowniczych.
Kobieta odwołała się do sądu I instancji, a ten orzekł, że nie sposób oceniać zachowania kobiety w oderwaniu od okoliczności zaistniałych przed datą zwolnienia. Sąd podkreślił, że stres przed badaniem mammograficznym nie był zwykłym zdenerwowaniem. Zwrócił uwagę, że skarżąca kilka lat wcześniej chorowała na raka i wiedziała, z czym może się łączyć nawrót choroby. To zdaniem sądu wpływa na ocenę stopnia winy kobiety: jej zachowanie było bliższe niedbalstwu niż rażącemu niedbalstwu. Podkreślił jednocześnie, że zatrudniona nie uchybiła żadnym innym obowiązkom pracowniczym. Pracodawca potraktował zaś skarżącą w sposób schematyczny i nie rozważył starannie okoliczności, które miały decydujące znaczenie, jeśli chodzi o zwolnienie dyscyplinarne. W rezultacie sąd nakazał przywrócenie kobiety do pracy.