– W ubiegłym tygodniu zablokowano nam dostęp do Facebooka, Twittera, a przy okazji do prywatnej poczty – ujawnia pracownik jednego z ministerstw (dane do wiadomości redakcji).
Takie działania to efekt pisma szefowej służby cywilnej z 23 lipca do dyrektorów generalnych, w którym poprosiła dyrektorów generalnych, aby przypomnieli podwładnym, że nie mogą oni publicznie afiszować się ze swoimi poglądami politycznymi, a co – jak argumentowała – zdarza się im czynić w internecie.
Szefowie urzędów zaczęli więc blokować portale, a także przesłali pracownikom pisma, w których apelują o zachowanie neutralności politycznej przy wykonywaniu obowiązków służbowych oraz nieangażowanie się w działania, które mogą wskazywać na czynny udział w kampanii wyborczej. Powoływali się na art. 78 pkt 2 ustawy z 21 listopada 2008 r. (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 1111 ze zm.), który stanowi, że członkowi korpusu służby cywilnej nie wolno publicznie manifestować poglądów politycznych. Wskazali też par. 17 zarządzenia prezesa Rady Ministrów nr 70 z 6 października 2011 r. w sprawie wytycznych w zakresie przestrzegania zasad służby cywilnej oraz w sprawie zasad etyki korpusu służby cywilnej (M.P. nr 93, poz. 953).
Spytaliśmy o komentarz w tej sprawie szefową służby cywilnej.
– Blokowanie stron społecznościowych, jeśli rzeczywiście ma miejsce, nie ma związku z polityką, a zapewne z efektywnością. Myślę, że jeżeli lajka pod wakacyjnym selfikiem przyjaciół postawimy po godzinach pracy, tragedii nie będzie, a dla wizerunku urzędu to nawet lepiej – stwierdza Claudia Torres-Bartyzel, szefowa służby cywilnej.
– Do pracy przychodzimy pracować i powinniśmy korzystać przede wszystkim z tych stron, które są w tej pracy niezbędne. Tweety z ciętymi ripostami ulubionych publicystów i polityków mogą być fascynujące, ale ich bieżące śledzenie podczas wydawania decyzji administracyjnej to marnowanie czasu na koszt podatnika. Niestety, problem prywatnego surfowania po sieci w czasie pracy to problem nie tylko administracji publicznej. To gruba przesada twierdzić, że dyrektorzy generalni, blokując dostęp do wybranych stron, ograniczają komuś swobody obywatelskie – podkreśla Bartyzel.