Wybawca czy zło wcielone? Po prawie 12 latach funkcjonowania agencji pracy tymczasowej nikt nie domaga się już ich likwidacji. Ale o ucywilizowanie zasad ich działalności apelują wszyscy
Po II wojnie światowej typowa pani domu z amerykańskich przedmieść miała w ciągu dnia sporo wolnego czasu. Przyzwyczajona do zastępowania w firmach mężczyzn walczących na froncie postanowiła, że wykorzysta te wolne godziny do pracy na pół etatu w biurze lub usługach, najczęściej zastępując osoby na urlopach lub nieobecne z powodu choroby. Nie była świadoma, że przykłada rękę do powstania wartego miliardy dolarów rynku agencji pracy tymczasowej i zupełnie nowej grupy społecznej – prekariatu. Idea „wypożyczania” pracownika bez formalności związanych z zatrudnieniem na stałe i z możliwością szybkiego zwolnienia zaczęła się szybko upowszechniać. Ten model zatrudnienia na grunt europejski jako pierwszy przeniósł naród tyleż antyamerykański, co praktyczny – Francuzi. A z matecznika strajków i 35-godzinnego tygodnia pracy rozprzestrzenił się po innych krajach Starego Kontynentu. Dziś na całym świecie w tej formie pracuje już ponad 40 mln osób.
Polska nie jest wyjątkiem. Agencje zatrudnienia zaczęły formalnie stosować pracę tymczasową od 2004 r. Według danych Ministerstwa Pracy w ubiegłym roku usługę taką oferowało 1762 z 5157 takich podmiotów zarejestrowanych w Polsce. Polega ona na kierowaniu podwładnych do czasowego wykonywania zadań w innych firmach. Osoby „wypożyczane” są pracownikami agencji, lecz zatrudnionymi do wykonywania zadań na rzecz i pod kierownictwem pracodawcy-użytkownika, czyli firm „wypożyczających” do pracy tymczasowej. Tych ostatnich w ubiegłym roku było 14,6 tys., czyli o ponad 600 więcej niż w 2013 r. Z kolei liczba samych pracowników tymczasowych wzrosła aż o 140 tys. (do 699,3 tys.). Aby to dokładniej zobrazować, można przyjąć, że w zeszłym roku na zatrudnienie tymczasowe przeszli wszyscy mieszkańcy Opola i w całym kraju jest ich już tylu, ilu obywateli ma Łódź. A ma być jeszcze więcej – Polska należy do tych krajów, w których zatrudnienie tymczasowe utrzymuje się na poziomie poniżej średniej europejskiej. Daleko nam do Wielkiej Brytanii czy Holandii.