Bartosz Marczuk: Składki do PPK wpłaca już 2,55 mln osób. Co istotne, w ciągu ostatniego półtora roku – czyli od zakończenia czterech etapów wdrażania programu – przybyło prawie 400 tys. oszczędzających, którzy zdecydowali się na ten krok mimo pandemii, wojny i inflacji.

ikona lupy />
Bartosz Marczuk, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju, przewodniczący rady Instytutu Pokolenia, wcześniej m.in. wiceminister rodziny / Dziennik Gazeta Prawna / fot. Wojtek Górski
W Sejmie pojawiła się informacja Rady Ministrów na temat funkcjonowania pracowniczych planów kapitałowych, z której wynika, że rząd rozważa zachęty do odkładania pieniędzy na PPK, m.in. podniesienie dotacji publicznych do tych oszczędności. Jak mogłyby wyglądać te zmiany?
PFR uczestniczył w tworzeniu tego przeglądu jako spółka odpowiadająca za wdrożenie PPK. Tu główno dowodzącym jest jednak minister rozwoju. Wnioski i rekomendacje dotyczące zmian w PPK są formułowane ostrożnie. Po doświadczeniach związanych z OFE w społeczeństwie jest spory deficyt zaufania do dodatkowych form oszczędzania, nikt nie chce więc proponować tu rewolucyjnych zmian. Wartością jest stabilność. Nawet niewielkie modyfikacje mogłyby powodować nieufność i niezadowolenie dotychczasowych uczestników PPK czy osób planujących rozpoczęcie oszczędzania. Dlatego te rekomendacje są ogólne.
Czego dotyczą?
Opierają się, po pierwsze, na założeniu współpracy z pracodawcami i rynkiem, aby upraszczać system, by był on jak najmniej obciążający dla przedsiębiorców i instytucji finansowych prowadzących PPK. Po drugie, dotyczą form dodatkowych zachęt dla firm wnoszących wpłaty do PPK, w tym zachęt dla firm dokładających ekstra wpłaty powyżej 1,5 proc. obowiązkowego limitu. Analizie, to po trzecie, ma też zostać poddane zwiększenie wpłaty powitalnej i dopłaty rocznej, by uwzględniały one inflację, ale przede wszystkim - zwiększenie tych wpłat od państwa dla osób zarabiających mniej, by zwiększyć dla nich zachęty. Bo takie osoby w pierwszej kolejności rezygnują z oszczędzania w PPK.
Już niedługo rusza pierwszy automatyczny zapis do PPK. Ile osób potencjalnie może zacząć oszczędzać w PPK do marca?
Około 8 mln. Uprawnionych do oszczędzania w PPK jest łącznie, najszerzej licząc, czyli włączając nawet pracujących w mikrofirmach, które w ogóle nie stworzyły u siebie PPK, ponad 13 mln osób. Wpłaty odprowadza obecnie ponad 2,5 mln, a kolejne 600-700 tys. ma pracownicze programy emerytalne i jest przez to zwolnione z autozapisu do PPK. Do tego trzeba doliczyć ok. 1,5 mln zatrudnionych w wieku 55 plus, którzy mu nie podlegają z racji wieku.
Rozumiem, że dotychczasowe oświadczenia o odmowie oszczędzania w PPK stracą ważność z końcem lutego. Pracodawcy mają poinformować zatrudnionych o tym fakcie i po 1 marca odebrać od nich, w razie takiej potrzeby, oświadczenia o ponownej odmowie oszczędzania w PPK. Jeśli zatrudnieni tego nie zrobią, to w kwietniu pracodawca potrąci składkę z ich marcowego wynagrodzenia?
Tak jest. Może być też sytuacja, że osoby, które pensję mają wypłacaną z początkiem marca, np. nauczyciele, obejmie automatyczny zapis, jeśli nie złożą oświadczenia o rezygnacji przed datą wypłaty. Jeśli jednak zorientują się, że kwota netto, jaka wpłynęła na ich konto, jest niższa niż zwykle, mogą złożyć oświadczenie o rezygnacji z PPK już po wypłacie. Jeśli zrobią to do końca marca, ta potrącona już wpłata zostanie im zwrócona. Pamiętajmy, że oświadczenie o rezygnacji, generalnie mówiąc, można złożyć w każdej chwili. System PPK jest oparty na pełnej swobodzie decyzji o zapisie i rezygnacji z oszczędzania. Nie namawiam jednak do rezygnowania. To bardzo atrakcyjna forma odkładania pieniędzy na przyszłość, a każdy, kto składa rezygnację, na tym traci, rezygnując z ekstrapieniędzy od firmy i państwa.
Wróćmy do autozapisu. Zakładam, że kilka milionów osób złoży jednak rezygnację. Jeśli ktoś złoży oświadczenie o rezygnacji za wcześnie, to znaczy przed 1 marca, nie zostanie ono rozpatrzone, a jeśli zrobi to po 31 marca, wówczas wpłata zostanie potrącona i przekazana do PPK. Pracodawcy będą mieli więc bardzo mało czasu na przeprowadzenie tej procedury na tak dużej grupie pracowników.
To nie jest nadzwyczajnie skomplikowana operacja, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że firmy mają już za sobą cały proces wdrożenia PPK w latach 2019-2021. Notabene uważam, że pracodawcy są cichym bohaterem PPK - wdrożyli system, opłacają wpłaty, bez nich nic by się tutaj nie działo. Ustawa nie przesądza precyzyjnie, jaką formę będzie miała akcja informacyjna firm w tym zakresie. Można sobie wyobrazić, że wyślą one do zatrudnionych informację w tej sprawie mailem. Także PFR planuje własną kampanię informacyjną. Dla pracodawców, którzy przeszli już przez procedurę wejścia do systemu oszczędzania w PPK, odbiór tych oświadczeń nie będzie karkołomnym zadaniem. Przeszkoliliśmy już kilkadziesiąt tysięcy firm w zakresie PPK. Nie powinno to być także skomplikowane dla pracowników. Mogą się przy tym posłużyć wzorem określonym w przepisach, ale nie jest on wymagany.
Żyjemy w XXI w. i administracja cyfryzuje się w ogromnym tempie, oświadczenie o rezygnacji z PPK trzeba będzie jednak złożyć na papierze, z własnoręcznym podpisem. Dlaczego? Czy to nie jest utrudnienie?
Ustawodawca przesądził, że oświadczenia mają być składane w formie papierowej. To element zabezpieczenia interesów pracowników, dla których oszczędzanie w PPK jest bardzo korzystne. Chodzi tu także o bardzo poważne decyzje dotyczące własnej pensji.
Dla pracodawców błąd w tych procedurach może być bardzo kosztowny, bo grozi im za to grzywna do 1 mln zł. Postawienie im zarzutu zniechęcania do oszczędzania w PPK może kosztować ich nawet 1,5 proc. funduszu płac z poprzedniego roku. W wielu firmach może to być ogromna kwota.
Z mojej wiedzy wynika, że żadna taka kara do tej pory nie została nałożona. A system działa już czwarty rok. Docierają do nas głosy, że jest grupa pracodawców wywierających nacisk na pracowników, aby składali rezygnacje z oszczędzania w PPK, stąd rozszerzenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy w kontrolowaniu takich przypadków. Powtórzę raz jeszcze: PPK to bardzo atrakcyjna forma oszczędzania na przyszłość. Nakłanianie do rezygnacji z niej to odbieranie przywilejów pracowniczych. Dlatego muszą istnieć sankcje. Nikt jednak nie chce powszechnie karać pracodawców i sprawdzać detalicznie, czy zachęcają, czy zniechęcają do oszczędzania w PPK. Przede wszystkim takie działanie będzie musiało zostać udowodnione przed sądem, bo tylko sąd może nałożyć tak wysoką karę. Wszyscy, którzy mają dobrą wolę czy neutralne podejście, nie mają się czego obawiać. A zakładam, że jest ich 99 proc.
Porozmawiajmy zatem o korzyściach płynących z oszczędzania w PPK. Ile osób oszczędza obecnie w ten sposób?
Obecnie co miesiąc składki do PPK wpłaca już 2,55 mln osób. To, co jest niezwykle istotne, w ciągu ostatniego półtora roku - czyli od zakończenia czterech fal wdrożenia PPK - przybyło prawie 400 tys. oszczędzających, którzy zdecydowali się na ten krok mimo pandemii, agresji rosyjskiej w Ukrainie czy wysokiej inflacji. Świadczy to o tym, że Polacy przekonują się do oszczędzania na przyszłość. A system działa tak, że im dłużej oszczędzamy, tym więcej pieniędzy gromadzimy. W największych firmach partycypacja przekracza już 52 proc. Pokazuje to, że działa też tutaj poczta pantoflowa, którą są przekazywane informacje o korzyściach z odkładania w PPK.
W zeszłym roku, po silnej obniżce na giełdzie, sporo pieniędzy zebranych w PPK wyparowało.
W te oszczędności uderzyła podwójna przecena, na rynku akcji i obligacji, co zdarza się bardzo rzadko. Od października 2022 r. obserwujemy jednak wyraźne odbicie na giełdzie i kwota netto środków zebranych na PPK przekroczy za chwilę 13 mld zł. Ci, którzy martwili się o przeceny, mogą się teraz cieszyć, że wytrzymali presję. Tak to po prostu działa. Długoterminowe oszczędzanie uczy, by nie popadać w euforię przy wzrostach wycen ani w depresję przy przecenach. Ważne jest konsekwentne budowanie - miesiąc za miesiącem - oszczędności. Pamiętajmy też, że regularne wpłaty do PPK dają okazję do zakupu przecenionych aktywów, co potem skutkuje dużymi zyskami.
Z prostego wyliczenia wynika, ze średni stan konta w PPK wynosi obecnie 5 tys. zł. Jaka część tej kwoty pochodzi z kieszeni pracownika?
Nieco ponad 2,5 tys. zł, dokładnie 51 proc., wpłacił pracownik, a drugie dołożyli pracodawca i państwo. Innymi słowy: przeciętny uczestnik PPK ma o 100 proc. więcej na swoim koncie, niż sam wpłacił. Z tej perspektywy każdy, kto rezygnuje z oszczędzania w PPK, robi sam sobie finansową krzywdę. Nie ma w Polsce żadnej innej formy odkładania pieniędzy o takim przyroście oszczędności.
Czy są już tacy, którzy skorzystali z możliwości wypłaty części zebranych w PPK środków na cele mieszkaniowe czy związane z leczeniem?
Są takie osoby, ale nie jest ich dużo. Pieniądze na cele zdrowotne do tej pory wypłaciło niespełna 100 osób. Na cele mieszkaniowe ponad 700. Mamy też grupę prawie 7 tys. osób, które wypłaciły już pieniądze z PPK po ukończeniu 60 lat. Jest ponadto spora grupa, ok. 8-9 proc. uczestników PPK, która dokonuje zwrotu wpłaconych środków jeszcze przed osiągnięciem tego wieku.
Ile traci uczestnik PPK, wypłacając zebrane tam pieniądze przedwcześnie?
Przykładowo, jeśli oszczędności w PPK wyniosły tę średnią kwotę 5 tys. zł, do pracownika wraca od razu - na jego konto bankowe - połowa tych pieniędzy, które pochodzą z jego wynagrodzenia, wraz z zyskami od zysków kapitałowych, od których został odprowadzony podatek. Czyli w uproszczeniu - całe 2,5 tys. zł, które on sam wpłacił. Do tego dochodzi przelew w wysokości 70 proc. pieniędzy, jakie wpłaciła jego firma, czyli ok. 1400 zł. Pozostałe 600 zł od firmy powędruje na jego konto w ZUS, czyli powiększy jego przyszłą emeryturę. Pracownik zatem po wpłaceniu samemu kwoty 2,5 tys. zł na konto dostanie ok. 4 tys. zł, a do ZUS wpłynie ok. 600 zł.
A co z pozostałymi 400-500 zł?
Pieniądze pochodzące od państwa, wpłata powitalna i dopłata roczna wrócą w takim przypadku do budżetu. Jeśli dokonujemy tzw. zwrotu przed ukończeniem 60 lat, te dopłaty od państwa przepadają.
Jak będzie wyglądała w przyszłości wypłata środków zgromadzonych na PPK?
Każdy sam zdecyduje, jak zechce z nich skorzystać. Tu znowu działa zasada wolności i podmiotowości uczestnika PPK. Można te pieniądze wypłacić po 60. roku życia, ale można też oszczędzać dłużej. Można wypłacić je jednorazowo, można w ratach. Przy jednorazowej wypłacie zostanie potrącony podatek od zysków kapitałowych, zwany podatkiem Belki. Rozłożenie wypłaty na co najmniej 10 lat z niego zwalnia. Każdy sam zdecyduje, na ile rat będzie chciał rozłożyć wypłatę, może to zrobić nawet na 30-40 lat, a w razie śmierci przed upływem tego czasu jego pieniądze odziedziczą bliscy. Liczę też na to, że gdy rynek PPK okrzepnie i dojrzeje, pojawią się produkty stricte emerytalne, w przypadku których za zebrane środki uczestnik PPK otrzyma gwarancję dożywotniej wypłaty. ©℗
Rozmawiał Mateusz Rzemek