W myśl najnowszych poprawek do projektu ustawy o aktywności zawodowej część bezrobotnych może stracić prawo do darmowego ubezpieczenia zdrowotnego. To może grozić tym, że za leczenie zapłacą z własnej kieszeni.

Na stronach Rządowego Centrum Legislacji pojawiły się dokumenty świadczące o burzliwym przebiegu konsultacji w sprawie projektu ustawy o aktywności zawodowej. Jako pierwsi opisaliśmy ten projekt we wrześniu 2022 r. Zakłada on rozdzielenie statusu bezrobotnego i prawa do ubezpieczenia zdrowotnego, które dotychczas zachęcało do rejestracji w urzędzie pracy osoby niezainteresowane podjęciem zatrudnienia.
W pierwotnej wersji projektu ustawy o aktywności zawodowej resort rodziny proponował, żeby system ubezpieczenia zdrowotnego bezrobotnych był otwarty. Do objęcia ochroną miał wystarczyć jeden wniosek do ZUS. Takie zaozenie nie spodobało się Ministerstwu Zdrowia i wyraziło ono wątpliwości, czy nowe regulacje nie będą nadużywane przez osoby zatrudnione na czarno.

Biurokratyczne obowiązki

Efektem konsultacji między Ministerstwami Rodziny a Zdrowia jest propozycja poprawki, w myśl której bezrobotni będą musieli rejestrować się w ZUS co 180 dni. Bedą mieli na to kolejne 30 dni od zakończenia dotychczasowego okresu ubezpieczenia. Jeśli się spóźnią, stracą możliwość złożenia wniosku o objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym, bez drogi odowoławczej. Założenie jest takie, że ma to przeciwdziałać przypadkom, gdy bezrobotni nie zgłoszą w ciągu siedmiu dni np. zatrudnienia czy przekroczenia limitu przychodów, co po zmianach pozbawi ich prawa do tego ubezpieczenia. Ministerstwa doszły do wniosku, że sporo osób nie wykona tego obowiązku. Wprowadzenie ubezpieczenia na ograniczony czas rozwiąże ten problem.
Jak nieoficjalnie ustalił DGP, zmiany w projekcie mają też przeciwdziałać przypadkom, gdy bezrobotny ubezpieczony na wniosek wyjedzie do pracy na czarno za granicę i ulegnie tam wypadkowi. NFZ musiałby wtedy finansować wysokie koszty leczenia takiej osoby w zagranicznej placówce.
Obowiązek składania wniosku o ubezpieczenie ma nie różnić się wiele od obowiązku stawiennictwa bezrobotnego w urzędzie dla potwierdzenia jego statusu, z którym było dotychczas związane prawo do ubezpieczenia zdrowotnego.
- Przy takiej konstrukcji nowych przepisów, wymuszającej rejestrację w ubezpieczeniu zdrowotnym co 180 dni, z utratą prawa do złożenia wniosku po upływie 30 dni od ostatniego ubezpieczenia, może się okazać, że prawo do gwarantowanego konstytucją równego dostępu do ochrony zdrowia zachowają osoby najbardziej sumienne i skrupulatne, które po zmianach będą pamiętały o cyklicznym składaniu wniosków i nigdy się z nimi nie spóźnią. Może to oznaczać, że reforma, która miała odciążyć urzędy pracy, ograniczy liczbę osób uprawnionych do tego ubezpieczenia - komentuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. - Wystarczyłoby jednak wykorzystać ten sam system elektroniczny, w którym bezrobotni mają składać wnioski o objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym, do automatycznej weryfikacji prawa do tego ubezpieczenia. Wydaje się, że system elektroniczny ZUS jest w stanie wychwycić przypadki zatrudnienia przez taką osobę i ubezpieczenia z innego tytułu, co wyklucza prawo do darmowego ubezpieczenia na wniosek - dodaje.

Pułapka na niesamodzielnych

Najnowsza poprawka oznacza też, że ok. 800 tys. obecnych bezrobotnych bez prawa do zasiłku, którzy po zmianach będą zainteresowani ubezpieczeniem zdrowotnym, będzie składało pisma w tej sprawie dwa razy w roku, co da łącznie ok. 1,5 mln wniosków. Przy takiej liczbie wnioskodawców i wniosków nietrudno o błędy i spóźnienia, które mogą ich pozbawić prawa do ubezpieczenia. W razie potrzeby leczenia te osoby będą wzywane do tego, by płacić za nie z własnej kieszeni.
W praktyce może się okazać, że taki zapis uderzy w osoby, które z różnych względów nie złożą kolejnego wniosku na czas. Tym bardziej że po upływie 30 dni od ostatniego ubezpieczenia mają stracić również prawo do złożenia wniosku o objęcie ubezpieczeniem na kolejne 180 dni. Aby je odzyskać, będą musiały zatrudnić się na etacie lub zleceniu lub zapłacić za dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne w NFZ. Zamiast uprościć zasady ubezpieczenia bezrobotnych, to tylko je skomplikuje.
- Ta zmiana budzi wątpliwości. W uzasadnieniu przyjęto, że „osoby zazwyczaj o niskim wykształceniu i często bezradne życiowo mogą mieć trudności z realizacją obowiązku natychmiastowego poinformowania o zaprzestaniu spełniania warunków lub dotrzymania terminu informowania”. Należy zaznaczyć, że te osoby często nie mają odpowiedniego sprzętu, dostępu do internetu oraz umiejętności pozwalających na przekazanie właściwej informacji, a więc mogą utracić prawo do ubezpieczenia zdrowotnego, co spowoduje dla nich duże perturbacje - zauważa Sebastian Koćwin, wiceprzewodniczący OPZZ. Jego zdaniem jednorazowe zgłoszenie do ubezpieczenia zdrowotnego i późniejsze ewentualne poinformowanie o utracie prawa do tego ubezpieczenia jest zdecydowanie łatwiejsze niż konieczność potwierdzania tego prawa co pół roku. Zwraca przy tym uwagę, że w systemach informatycznych, np. po ewentualnym podjęciu zatrudnienia, pojawia się adnotacja, że osoba uzyskała inny tytuł do ubezpieczenia zdrowotnego. - Wydaje się, że lepszym rozwiązaniem jest pozostanie przy poprzednim rozwiązaniu i rezygnacja z restrykcyjnych przepisów wymuszających składanie milionów wniosków - ocenia Sebastian Koćwin. ©℗
Jakie zmiany czekają bezrobotnych / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Etap legislacyjny
Projekt ustawy po konsultacjach międzyresortowych