Podczas prac nad nowelizacją kodeksu pracy związkowcy zabiegali o minimalny ryczałtowy zwrot kosztów pracy zdalnej i zmniejszenie liczby dni okazjonalnej pracy zdalnej, gdy takiego ryczałtu nie trzeba wypłacać zatrudnionemu. To się nie udało. Czy te przepisy będą nadużywane?
Te dwie kwestie zadecydowały o negatywnej ocenie nowelizacji kodeksu pracy przez NSZZ „Solidarność”. Przypomnę, że zapisy dotyczące pracy okazjonalnej pojawiły się w projekcie w trakcie prac nad tymi zmianami. Pierwotnie miało być tylko 12 takich dni. Później ministerstwo zgodziło się na 24, a pracodawcy postulowali jeszcze więcej. Naszym zdaniem taka praca może być bardzo niekorzystna dla pracownika. Nie dość, że poniesie z własnej kieszeni dodatkowe koszty zdalnego wykonywania obowiązków, to jeszcze może się to odbić na jego zdrowiu. Przy pracy zdalnej panuje bowiem powszechne przyzwolenie na dłuższe godziny i kończenie po nocach tego, czego nie udało się wykonać w ciągu dnia. Z kolei w przypadku ryczałtów oczekiwaliśmy rozwiązań na kształt zwrotu kosztów za podróże służbowe. Stawki minimalnego zwrotu kosztów za pracę zdalną mogłyby być wtedy ogłaszane przez resort rodziny w rozporządzeniu, co znacząco uprościłoby takie rozliczenia. Bo obecna regulacja jest mocno nieczytelna i może być różnie interpretowana.
Reklama
Podczas pracy zdalnej będą mogły odbywać się wszystkie prace poza niebezpiecznymi - co to oznacza w praktyce?
To ogromna zmiana w stosunku do dotychczasowej regulacji dotyczącej telepracy. Nowe przepisy pozwalają na pracę zdalną nie tylko przy komputerze, ale na każdą pracę, która bezpiecznie może być wykonywana w domu. Przedsiębiorcy mogą więc tworzyć zespół zatrudnionych w domu, zajmujących się przetwórstwem czy produkcją. Dlatego tak bardzo zależało nam na tym, aby pracodawca ponosił odpowiedzialność za bezpieczeństwo i higienę takiej pracy. Przypomnę, że z raportów Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że w czasie pandemii dochodziło do wypadków przy pracy zdalnej, nawet ze skutkiem śmiertelnym. Trzeba jednak pamiętać, że dotyczy to tylko miejsc pracy uzgodnionych z pracodawcą. Jeśli pracownik wybierze się w inne miejsce i tam ulegnie wypadkowi, pracodawca nie będzie ponosił odpowiedzialności za jego skutki. Warto o tym pamiętać po zmianach.
Anna Reda-Ciszewska NSZZ „Solidarność” / Materiały prasowe
Nowe zasady kontroli trzeźwości przewidują uzgodnienie przebiegu tych badań z pracownikami i organizacjami związkowymi. Czy załoga może blokować wdrożenie tych zmian, np. uzależniając swoje stanowisko od zgody pracodawcy na podwyżki? I czy do czasu wdrożenia noweli w firmie można będzie prowadzić badania na dotychczasowych zasadach?
W wielu firmach są już takie rozwiązania i są one modyfikowane. W przypadku firm, gdzie nie przyjęto regulaminu pracy, wystarczy obwieszczenie pracodawcy. Natomiast wszędzie tam, gdzie są regulaminy i układy zbiorowe pracy, wdrożenie zmian może zająć więcej czasu. Na pewno strona związkowa będzie chciała wpłynąć na kształt takich rozwiązań. Obawiamy się, że w niektórych firmach mogą one być prowadzone w sposób szykanujący dla działaczy. Jesteśmy jak najbardziej za uregulowaniem badań trzeźwości, aby przeciwdziałać np. wypadkom autobusów miejskich prowadzonych przez odurzonych kierowców, których to sytuacji w ostatnich latach byliśmy świadkami. Uważam, że w okresie przejściowym pracodawcy powinni móc stosować dotychczasowe rozwiązania, zawarte np. w regulaminach pracy. Rezygnacja z takich badań po wejściu w życie nowych przepisów, do czasu ich wdrożenia w poszczególnych firmach, może być katastrofalna w skutkach.
Rozmawiał Mateusz Rzemek