Dużo się ostatnio mówi o mobbingu w miejscu pracy. Jak wygląda ta kwestia w obecnych realiach, gdy coraz więcej osób chce pracować zdalnie, a w firmach pojawiło się najmłodsze pokolenie pracowników, z którymi przedsiębiorcy nie zawsze potrafią sobie jeszcze radzić?
W przepisach dotyczących mobbingu, które obowiązują od wielu lat, nie zmieniło się prawie nic. Od 18 lat definicja jest taka sama i mówi, że mobbing to działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników. Przez te lata zmieniało się natomiast postrzeganie zachowań, które w odczuciu zatrudnionych są mobbingiem. Kiedy przepisy o mobbingu weszły w życie, skargi na zachowania mobbingowe były dość nieliczne i zdarzało się, że dotyczyły szokujących, agresywnych zachowań, i to nie tylko słownych, ale także fizycznych. Aktualnie pracownicy częściej korzystają z możliwości złożenia skargi, a ich treść częściej niż kiedyś dotyczy bardziej subtelnych, zniuansowanych i niejednoznacznych sytuacji.
Z czego wynika ta zmiana?
Przyczyn może być wiele, ale moim zdaniem zmieniły się oczekiwania wobec pracodawców. Pracownicy oczekują nie tylko dostarczenia zadań i wypłaty wynagrodzenia, ale również wsparcia ze strony przełożonych oraz pozytywnej atmosfery w pracy. Wydaje się, że młodsze pokolenia pracowników mają w tym zakresie większe potrzeby. Coraz częściej pracownicy oczekują od przełożonych większego wsparcia, uwagi i zaangażowania, a gdy tego zabraknie, zgłaszają, że są wykluczani, pomijani czy wyalienowani.