Nawet 50 proc. Polaków nie zgromadzi na swoich kontach w ZUS środków wystarczających do otrzymania najniższej emerytury i państwo będzie musiało dopłacać im do świadczeń.
Załóżmy przez chwilę, że przez kolejne 25 lat w Polsce nie byłoby wzrostów i spadków inflacji, wynagrodzeń, PKB etc. Innymi słowy: pełen constans. A teraz weźmy pracownika, który w całym tym okresie zatrudniany jest na umowę-zlecenie i etatach z pensją minimalną (1750 zł brutto). Przez ćwierć wieku rzetelnie odprowadza składki, a kończąc aktywność zawodową, otrzymuje... 492 zł emerytury brutto, czyli zaledwie 28 proc. pensji (dla porównania obecnie emerytura minimalna to 880 zł). Co prawda w takiej sytuacji państwo będzie musiało dopłacić mu do najniższego świadczenia, ale wtedy samo znajdzie się w poważnych tarapatach finansowych.
To dokładne wyliczenia uwzględniające nie tylko obecne przepisy i wysokość składek, lecz także nowy sposób ozusowania kilku umów-zleceń jednej osoby, który ma obowiązywać od 1 stycznia 2016 r. Wówczas wprowadzona zostanie kwota graniczna oskładkowania, równa płacy minimalnej.