Najpopularniejszy kierunek: Czechy. Ich kliniki zakładają polskojęzyczne strony, oferują darmowy dojazd i powrót.
Reklama
Narodowy Fundusz Zdrowia zwróci pacjentom 1,8 mln zł za leczenie za granicą. Najwięcej trafi do tych, którzy zdecydowali się na zabiegi w innych krajach UE przed wprowadzonymi przez resort zdrowia ograniczeniami. Otrzymają ponad 1,3 mln zł. Skorzystają też mieszkańcy regionów przygranicznych.
Królują wyjazdy na leczenie zaćmy (ok. 70 proc. wniosków). Koszt usunięcia zaćmy za granicą wynosił średnio 2580 zł. – Chorzy dopłacają do niego ok. 400, 500 zł. My im zwracamy średnio 2, 2 tys. zł – wyjaśnia Joanna Mierzwińska, rzecznik dolnośląskiego oddziału NFZ refundującego koszty leczenia.
Zgodnie z unijnymi przepisami pacjent może leczyć się w dowolnym państwie UE. Jego ubezpieczyciel oddaje mu taką kwotę, jaką zapłaciłby w swoim kraju. Taki układ chorym się opłaca. Zabieg usuwania zaćmy poza Polską jest dostępny od ręki. Odpada problem kolejki. I nawet po uwzględnieniu wyrównania, które trzeba dopłacić, koszt jest niższy niż w przypadku zabiegu w prywatnej klinice w Polsce.
Turystyka lecznicza jest świetnie zorganizowana. We wrocławskim Auchan jest np. stoisko jednej z czeskich prywatnych firm, która zbiera chętnych na usuwanie zaćmy. Po sformowaniu kilkunastoosobowej grupy organizuje bezpłatny autobus do placówek w Czechach. Po zabiegu organizuje również dojazdy na konsultacje.
Klinika okulistyczna w czeskim Cieszynie z kolei ma stronę internetową po polsku. Zatrudniła też pracowników polskojęzycznych, by usprawnić komunikację z pacjentami przyjeżdżającymi w ramach dyrektywy transgranicznej. Sprzyjają bliskość geograficzna i porównywalne koszty. W efekcie głównym kierunkiem wyjazdów (75 proc.) są nasi południowi sąsiedzi. Na drugim miejscu – Niemcy.
Oprócz pacjentów okulistycznych skorzystali ci, którzy wyjechali na leczenie między październikiem 2013 r. (moment wejścia dyrektywy) a 15 listopada 2014 r. (kiedy weszła w życie ustawa wprowadzająca nowe przepisy do polskiego systemu prawnego). Choć resort zdrowia zapowiadał, że nie zapłaci tym, którzy wyjechali się leczyć przed wejściem polskich przepisów, jednak zmienił zdanie na korzyść pacjentów.
W okresie luki prawnej możliwości wyjazdów były większe. Od 15 listopada lista zabiegów została ograniczona. Na większość trzeba zdobyć zgodę urzędników NFZ. Trzeba ją uzyskać m.in. na każdy wyjazd wymagający co najmniej dwudniowego pobytu w szpitalu, na leczenie w ramach programów lekowych, na badania genetyczne, na medycynę nuklearną czy rezonans magnetyczny. Urzędnicy mogą się zgodzić, uwzględniając np. długi czas oczekiwania w Polsce.
Ostatnio do oddziałów wpłynęło kilka wniosków. Jeszcze nie zapadły decyzje (wnioski zawierały błędy formalne). – W listopadzie 2014 r. wpłynął jeden wniosek. Dotyczył zgody na leczenie tętniaka mózgu w Norwegii – opowiada Sylwia Malcher-Nowak, rzecznik lubuskiego oddziału NFZ. Poproszono pacjentkę o uzupełnienie wniosku, bo brakowało m.in. opinii lekarza specjalisty. Do dziś nie został uzupełniony.
Do śląskiego NFZ wpłynęły cztery wnioski. – Chodziło o endoprotezoplastykę stawu biodrowego, artroskopię kolana, plastykę przedniego więzadła krzyżowego kolana oraz chirurgiczne usunięcie malformacji naczyniowych – wylicza Małgorzata Doros, rzecznik ŚONFZ. I te wnioski nie są kompletne.
Ci, którzy wyjechali na leczenie przed 15 listopada, mogą domagać się za nie zwrotu pieniędzy. Na Dolnym Śląsku jeden z pacjentów wnioskował o zwrot za usunięcie guza mózgu w Niemczech (skutecznie). Sam zapłacił 35 tys. euro (ok. 150 tys. zł), z czego NFZ zwrócił mu 9 tys. zł (na tyle byłby wyceniany zabieg, gdyby został przeprowadzony w Polsce). Takich nietypowych zabiegów było więcej.
– Nie wydano żadnej decyzji administracyjnej o odmowie zwrotu kosztów świadczeń opieki zdrowotnej udzielonych na podstawie przepisów implementujących dyrektywę transgraniczną – podkreśla Sylwia Wądrzyk z biura prasowego NFZ.
Jednak wydatki NFZ i tak są na razie bardzo niskie. Chorzy ubiegają się o zwrot ok. 1,8 mln zł (dane z 15 stycznia), tymczasem budżet, który był przewidziany na wyjazdy na leczenie za granicą, w roku 2014 wynosił ok. 400 mln zł. Zdaniem Natalii Łojko z kancelarii Baker & McKenzie sytuacja może się zmienić. – Liczba wyjazdów będzie rosła, bo nadal mało osób wie o takich możliwościach – komentuje Łojko.