W lipcu 2023 r. zostanie podwyższona do 3450 zł (z uwagi na wysoką inflację konieczna będzie podwyżka w dwóch terminach). Taką propozycję rząd przedstawi do negocjacji pracodawcom i związkom zawodowym reprezentowanym w Radzie Dialogu Społecznego (RDS). Jeśli nie dojdzie do trójstronnego porozumienia, to ostateczne kwoty wskaże Rada Ministrów (do 15 września), przy czym nie będą mogły być niższe od tych pierwotnie zaproponowanych. Już teraz można przesądzić, że przyszłoroczna najniższa pensja nie wyniesie mniej niż 3383 zł od stycznia i 3450 zł od lipca przyszłego roku, a minimalna stawka godzinowa dla samozatrudnionych i zleceniobiorców – nie mniej niż odpowiednio 22,10 zł i 22,50 zł.
Zaproponowane podwyżki różnią się od kwot wstępnie wskazywanych przez przedstawicieli rządu (na forum RDS). Marlena Maląg, minister rodziny i polityki społecznej, sugerowała, że rozważana jest podwyżka do 3350 zł (o 340 zł) od stycznia 2023 r. oraz do 3500 zł od lipca (łącznie o 490 zł). Skąd ta różnica? Rząd najprawdopodobniej zdecydował, że zaproponuje do negocjacji najniższą dopuszczalną – jego zdaniem – kwotę. W przyjętym wariancie (3383 zł od stycznia i 3450 zł od lipca) pracownik zarabiający minimalną pensję otrzyma w przyszłym roku przeciętnie 3416,50 zł miesięcznie, czyli tyle, ile gwarantują przepisy (zgodnie z ustawowym mechanizmem waloryzowania płacy rząd nie mógł zaproponować mniej niż 3416,30 zł). Zgodnie z pierwotnym wskazaniem (3350 zł od stycznia i 3500 zł od lipca) zatrudniony zarobiłby przeciętnie 3425 zł miesięcznie, czyli o 8,50 zł więcej, niż ostatecznie zaproponował rząd.