Według zapowiedzi przedstawicieli rządu przepisy wprowadzające na stałe możliwość pracy zdalnej mają wejść w życie jesienią tego roku (projekt w najbliższym czasie ma trafić pod obrady Rady Ministrów). Już teraz planowane rozwiązania wywołują jednak wiele wątpliwości, w tym w zakresie zwrotu kosztów, jakie zatrudnieni ponoszą w związku z wykonywaniem obowiązków służbowych w domu (w tym energii elektrycznej, internetu). Wszystko przez przepis, zgodnie z którym wysokość ryczałtu, jaki wypłacą z tego tytułu pracodawcy, ma odpowiadać „przewidywanym kosztom ponoszonym przez pracownika w związku z pracą zdalną”. Czy to oznacza, że firma powinna prosić każdego pracownika o udokumentowanie kosztów ponoszonych w związku z wykonywaniem obowiązków z domu i oszacować na tej podstawie każdemu indywidualny ryczałt (bo przecież każdy zatrudniony płaci inne rachunki np. za prąd i internet)? Takie pytania zadają pracodawcy.
- Przepisy powinny jednoznacznie wskazywać, że można ustalić jedną, średnią kwotę dla ogółu pracowników lub poszczególnych grup zawodowych, np. w regulaminie pracy zdalnej, bo inne koszty może ponosić np. informatyk, a inne pracownik biurowy. Jeśli wysokość ryczałtu trzeba byłoby ustalać odrębnie dla każdego zatrudnionego, to część firm - w szczególności dużych - może ograniczać pracę zdalną z uwagi na przesadne obciążenia administracyjne. Poprzestaną na okazjonalnej pracy zdalnej, którą będzie można świadczyć przez 24 dni w roku przy zmniejszonych obowiązkach - wskazuje Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.