Do Polski przybyło ponad 2 mln uchodźców z Ukrainy. Część z nich podejmuje zatrudnienie. Dla wielu przedsiębiorców ta sytuacja może być okazją do nadużyć. Państwowa Inspekcja Pracy jest gotowa na sprawdzanie warunków pracy migrantów?
To oczywiście ogromne wyzwanie. W pierwszej fazie migracji skupiliśmy się na przekazywaniu wiedzy o regulacjach prawnych obowiązujących w Polsce, w tym o specustawie legalizującej pobyt i pracę uchodźców. Przygotowaliśmy materiały informacyjne w języku ukraińskim, które są dostępne na stronie internetowej urzędu i przekazywane do urzędów pracy oraz organizacji pracodawców i związków zawodowych. Zamieściliśmy też wzory umowy o pracę oraz informacji o warunkach zatrudnienia w języku ukraińskim, co może być ułatwieniem w szczególności dla mniejszych firm.
Przygotowujcie się też do kontrolowania firm?
Reklama
Kontrole legalności zatrudnienia cudzoziemców realizowaliśmy oczywiście już wcześniej, a Ukraińcy stanowili bardzo liczną grupę pracujących. Mamy więc doświadczenia w tym względzie. Okręgowe inspektoraty realizują już szkolenia dla przedsiębiorców i agencji zatrudnienia, aby informować o obowiązkach w zakresie zatrudniania obcokrajowców. Oczywiście na pomoc mogą też liczyć sami zatrudnieni. Udzielamy porad prawnych w językach ukraińskim i rosyjskim, nie tylko w formie telefonicznej na poziomie ogólnopolskim, ale też na szczeblu okręgowych inspektoratów pracy. Może się to wiązać z koniecznością zatrudnienia dodatkowych pracowników, którzy posługują się językiem ukraińskim lub rosyjskim. Procedury w tym względzie już ruszyły.

Reklama
Czy w związku z tą sytuacją PIP zwiększy w tym roku liczbę kontroli legalności zatrudnienia cudzoziemców?
W momencie tworzenia planu działania i zadań na ten rok nie mogliśmy przewidzieć obecnej sytuacji związanej z migracją. Nie zmieniamy limitów kontroli, ale kwestia legalności zatrudnienia będzie priorytetowa. Uchodźcom należy zapewnić nie tylko bezpieczeństwo socjalne, ale też bezpieczne i godne warunki zarobkowania. Każdy sygnał, który dotrze do inspekcji - a przyjmujemy też skargi w języku ukraińskim - będzie skrupulatnie rozpatrywany. Pamiętajmy, że nie chodzi tu tylko o nadużycia typu oferowanie pracy na czarno, ale też o problemy, jakie mogą wyniknąć z tego, że cudzoziemcy nie znają polskich regulacji i obowiązków.
Specustawa umożliwia zatrudnienie uchodźców na uproszczonych zasadach, za powiadomieniem urzędu pracy w ciągu 14 dni od podjęcia pracy. Intencja słuszna, ale pojawia się pytanie, czy nie wróci tzw. syndrom pierwszej dniówki, czyli czy pracodawcy nie będą zatrudniać bez umów, a w razie kontroli wskażą, że to pierwszy dzień zatrudnionego i za chwilę wyślą powiadomienie?
W trakcie prac legislacyjnych nad specustawą zgłaszaliśmy takie obawy. Wciąż zdarza się, że w razie ujawnienia pracy bez umowy zatrudniający tłumaczy, że to pierwszy dzień podwładnego w firmie i podpiszą zlecenie, a na zgłoszenie do ZUS mają siedem dni. Dlatego apelujemy od lat o wprowadzenie zasady, że zarejestrowanie zatrudnionego w ZUS powinno następować przed dopuszczeniem do pracy. W przypadku uchodźców ważne jest odformalizowanie procedur zatrudnienia. Odstąpiliśmy więc od postulatu, aby powiadomienie było konieczne przed rozpoczęciem pracy, ale sygnalizowaliśmy, że obowiązek ten powinien być realizowany w okresie krótszym niż przyjęte 14 dni od podjęcia pracy. Ten postulat w trakcie prac legislacyjnych nie został jednak uwzględniony, co w praktyce oznacza, że ewentualne nieprawidłowości w tym zakresie trzeba będzie stwierdzać na podstawie dostępnych inspektorowi pracy środków dowodowych.
Czy zwykłe powiadomienie jest wystarczające z punktu widzenia kontroli warunków pracy?
Podkreślaliśmy, że powinny znaleźć się w nim kluczowe elementy - wskazanie rodzaju umowy, jaka zostanie zawarta z uchodźcą, i podstawowe jej warunki, tak aby można było następnie zweryfikować, czy powiadomienie jest zgodne z tym, w jaki sposób praca jest rzeczywiście świadczona. Nie wszystkie nasze uwagi zostały uwzględnione, tym niemniej obowiązkowe będzie podawanie rodzaju umowy, bo to kluczowe z punktu widzenia oceny obowiązków pracodawcy i pracownika i od razu wskazuje poziom ochrony dla tego drugiego.
PIP ma zagwarantowany dostęp do danych w powiadomieniach. Będziecie częściej sprawdzać te firmy, które zawarły z uchodźcą umowę zlecenia, a nie o pracę?
Na razie trudno oszacować skalę tego zatrudnienia. Ale biorąc pod uwagę, że mamy 1,5 tys. inspektorów pracy, którzy muszą przecież wykonywać bieżące zadania PIP, to trudno wyobrazić sobie, że wspomniany rejestr będzie stanowił podstawę do interwencyjnego działania. Skupiamy się raczej na działaniach komunikacyjnych po to, aby zatrudniający i podejmujący pracę wiedzieli, jakie są różnice między umowami o pracę i cywilnoprawnymi. Oczywiście na pewno będziemy reagować też na skargi w tym zakresie. Zdajemy sobie sprawę, że kryzysowa sytuacja może w praktyce przymuszać wiele osób do podejmowania pracy na gorszych warunkach.
Specustawa przewiduje, że rząd może wprowadzić limity zatrudnienia cudzoziemców w firmach (wydając rozporządzenie). Czy ewentualne wprowadzenie takiego rozwiązania nie będzie powodować problemów, choćby zarzutów o dyskryminację?
Pamiętajmy, że można wprowadzać przepisy różnicujące sytuację poszczególnych osób w zakresie zatrudnienia, jeśli ma to uzasadniony cel. W tym przypadku takim celem mogłaby być walka z dumpingiem socjalnym i ochrona rynku pracy, bo część pracodawców - wykorzystując kryzysową sytuację - będzie zapewne oferować uchodźcom minimalne stawki. Rola inspekcji polegałaby prawdopodobnie wyłącznie na przypominaniu pracodawcom o konieczności stosowania wprowadzonych limitów, ale poczekajmy na konkretne rozwiązania w tym zakresie.
Uchodźcy to nie tylko potencjalni pracownicy, lecz także przedsiębiorcy, którzy chcą kontynuować działalność w Polsce. Jako pracodawcy będą musieli przestrzegać polskiego prawa pracy, z którym nie mieli styczności. Mogą liczyć na ulgowe potraktowanie?
W tym zakresie stawiamy na prewencję, czyli informowanie o zasadach zatrudniania w Polsce. Staramy się przetłumaczyć na język ukraiński nasze webinaria na temat czasu pracy, urlopów, uprawnień rodzicielskich. Dzięki temu przedsiębiorca z Ukrainy, który zacznie prowadzić działalność na podstawie polskich przepisów, będzie miał rzetelne źródło wiedzy o warunkach zatrudniania w Polsce. A w razie sygnałów o nieprawidłowościach oczywiście będziemy przeprowadzać kontrole.
Od tego roku obowiązują przepisy, zgodnie z którymi to pracodawca ponosi w całości konsekwencje za ujawnione przypadki pracy na czarno, czyli to on np. wyrównuje należne podatki i składki. Czy wpływa to na wasze kontrole? Zgłaszanych jest więcej przypadków pracy na czarno?
Pamiętajmy, że pod pojęciem pracy na czarno mieści zarówno zatrudnienie bez żadnej umowy i zgłoszenia do ubezpieczeń społecznych, czyli bez płacenia podatków i składek, jak i świadczenie pracy na podstawie umowy, ale na innych warunkach niż faktyczne, czyli np. zaniżanie formalnej wysokości wynagrodzenia i wypłata części pensji pod stołem. Sygnały o takich nieprawidłowościach docierają do nas najczęściej, gdy dochodzi do sporu między zatrudniającym a świadczącym pracę, w szczególności co do wypłaconych pieniędzy. Niestety wtedy najczęściej nie ma już świadków i dokumentów, które potwierdziłyby nielegalną pracę i mamy ograniczoną możliwość skutecznego działania. Wspomniana zmiana to krok w dobrym kierunku, ale na razie nie odnotowaliśmy większej liczby zgłoszeń nielegalnego zatrudnienia.
Ta modyfikacja może mieć też inny skutek. Nieuczciwi pracownicy mogą namawiać pracodawcę do płacenia pod stołem, aby potem donieść na niego do PIP. Będą więc pobierać wyższe pensje do ręki, a po donosie firma wyrówna za nich składki. Oczywiście ta ostania sama zgodziła się na płacenie pod stołem, ale obecnie brakuje rąk do pracy i często to kandydaci wymuszają warunki zatrudnienia.
Z perspektywy PIP istotne jest to, czy doszło do nielegalnej pracy. Nie możemy być pobłażliwi w tym względzie. Nierzadko zdarza się, że podczas kontroli przedsiębiorca przyznaje się do nielegalnego zatrudniania np. dłużnika alimentacyjnego, któremu zależało na ukryciu dochodów. Fakt, że to pracownik był zainteresowany zarobkowaniem na czarno, nie tłumaczy pracodawcy. Oczywiście firmy mogły odczuwać lub wciąż odczuwają brak rąk do pracy, ale to nie tłumaczy ustępowania kandydatom i decydowania się na złamanie prawa. Za to grożą im nie tylko konsekwencje w postaci wyrównania podatków i składek, ale też sankcje z tytułu wykroczenia, np. w przypadku zatrudnienia na czarno dłużnika alimentacyjnego kara grzywny może wynieść do 45 tys. zł. Pracodawcy powinni też zdawać sobie sprawę, że zatrudnieni coraz lepiej znają swoje uprawnienia i - zwłaszcza w razie sporu z firmą - potrafią z nich korzystać.
Ułatwieniem dla uchodźców miała być też możliwość zrobienia zakupów w niedziele. Rzecznik rządu zapowiedział, że za otwieranie sklepów, w szczególności w woj. lubelskim i podkarpackim, nie będzie grozić kara. Deklarowano też odpowiednią zmianę prawa, ale jej nie wdrożono. Można więc otwierać sklepy w niedziele, powołując się na potrzeby uchodźców?
Zakaz handlu w niedziele wciąż obowiązuje, ale możliwe jest otwieranie placówek na zasadzie wyjątków, np. w niedziele za ladą może stanąć właściciel sklepu lub członek jego rodziny. Nie obserwowaliśmy wzmożonej potrzeby otwierania placówek w niedziele, nawet w woj. lubelskim i podkarpackim. Takie informacje wynikały z naszych kontaktów roboczych z okręgowymi inspektorami pracy. Jeśli otrzymamy sygnały, że zakaz jest łamany, to będą prowadzone czynności rozpoznawcze. Okoliczności każdej takiej sprawy będą badane indywidualnie.
Czyli może być sprawdzane np. to, czy otwarcie sklepu w niedziele było rzeczywiście podyktowane potrzebami uchodźców?
Tak. Zdajemy sobie sprawę, że może być to trudne do zweryfikowania. Ale w tej kryzysowej sytuacji nie ma lepszego rozwiązania. Każdy z tych przypadków należy jednak analizować indywidualnie, zwłaszcza w zakresie rzeczywistych motywacji do wykonywania pracy w placówce handlowej w niedziele.
Inspekcja przygotowała projekt nowelizacji ustawy o PIP, która przewiduje, że jeśli warunki pracy wskazują na etat, a strony zawarły np. zlecenie, to inspektor mógłby wydać nakaz potwierdzenia na piśmie, że strony łączy umowa o pracę. Na jakim etapie są te zmiany?
Zespół ekspercki PIP zakończył prace nad tym projektem i staramy się pozyskać akceptację dla przedstawionych rozwiązań. Niektóre z nich przedstawialiśmy już w Radzie Ochrony Pracy (ROP), ale projekt nie był jeszcze zaprezentowany w całości. Rzeczywiście zakłada on domniemanie istnienia stosunku pracy, które mogłoby być egzekwowane poprzez inspektorski nakaz. ROP uznała, że ze względu na charakter tej propozycji należy ją skierować do Rady Dialogu Społecznego, aby swoje stanowisko w tej sprawie przedstawili rząd, pracodawcy i związki zawodowe.
Rozmawiał Łukasz Guza
Współpraca Urszula Mirowska-Łoskot