Rada Ministrów wczoraj wsparła tzw. projekt posła Hoca, który zakłada, że pracodawca może żądać od pracowników wyniku testów diagnostycznych w kierunku COVID-19 (zatrudniony zwolni się z tego obowiązku, jeśli okaże certyfikat zaszczepienia/ozdrowienia). Takie przepisy miały być przyjęte jeszcze przed czwartą, jesienną falą pandemii, ale do tej pory nie zostały uchwalone z uwagi na ostry sprzeciw części posłów PiS (projekt czeka na II czytanie w Sejmie). Na wczorajszym posiedzeniu Rada Ministrów przyjęła pozytywne stanowisko do omawianych zmian, które – jak podkreślono – umożliwią pracodawcom sprawowanie rzeczywistej kontroli nad ryzykiem wystąpienia COVID-19 w zakładzie pracy.
– Aby ograniczyć zagrożenia, pracodawca powinien mieć możliwość weryfikacji statusu zdrowotnego pracowników oraz osób pozostających w stosunku cywilnoprawnym – wskazano w komunikacie po posiedzeniu RM.
Rząd dodał, że uzasadnienie poselskiego projektu ustawy powinno zostać uzupełnione o przepis dotyczący źródeł finansowania dodatkowych wydatków. Zakup i umożliwienie wykorzystania testów diagnostycznych w kierunku SARS-CoV-2 będą kosztować rocznie ok. 1 mld zł. – Zostanie to sfinansowane ze środków Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 – podkreślił rząd.
Reklama
Nie ma wątpliwości, że przyjęcie pozytywnego stanowiska nie jest przypadkowe. Z uwagi na wspomniany sprzeciw części parlamentarzystów w tej chwili ważą się losy projektowanych zmian (wbrew wcześniejszym założeniom nie uchwalono ich na poprzednim posiedzeniu Sejmu). Głos Rady Ministrów ma wesprzeć projekt i kierownictwo resortu zdrowia, które promuje wprowadzenie omawianych rozwiązań. Z nieoficjalnych informacji medialnych wynika, że Adam Niedzielski, minister zdrowia, uzależnia kontynuację swojej funkcji od tego, czy uda się wreszcie przyjąć omawianą ustawę (problemy z jej wprowadzeniem były też jedną z przyczyn rezygnacji członków Rady Medycznej przy premierze z uczestnictwa w niej).
Raczej krytyczne stanowisko do projektu przedstawiają za to partnerzy społeczni, w tym przede wszystkim związki zawodowe. Ich zdaniem rząd chce w ten sposób przerzucić odpowiedzialność za walkę z pandemią na pracodawców i zatrudnionych. Obawiają się też o bezpieczeństwo wrażliwych danych osobowych zatrudnionych (o stanie zdrowia), które będą przetwarzane przez firmy. Jednocześnie krytykują liczne luki i wątpliwości wynikające z proponowanych zmian (patrz grafika), w tym m.in. brak doprecyzowania terminu, w jakim mają być wykonane testy (co może być kluczowe dla efektywności całej ustawy), oraz przepisów określających, czy czas poświęcony na badanie będzie wliczany do dniówki (a więc czy będzie płatny). Organizacje zrzeszone w Radzie Dialogu Społecznego mają w tym tygodniu spotkać się i przygotować własne propozycje modyfikacji przepisów w zakresie weryfikowania szczepień, które przedstawią rządowi.
Braki w projekcie dotyczącym testowania i weryfikacji szczepień pracowników
Rozwiązanie zawarte w projekcie Luki w projektowanych rozwiązaniach i wątpliwości, jakie one wywołują
Pracodawca może żądać od pracownika podania informacji o posiadaniu negatywnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2. Badania takie będą nieodpłatne, sfinansowane ze środków publicznych Przepis nie wskazuje podmiotów, które miałyby wykonywać takie testy. Nie jest jasne, czy mogłyby być one wykonywane w miejscu pracy, czyli za pośrednictwem pracodawcy, czy też wyłącznie w podmiotach zewnętrznych, np. medycznych, realizujących już obecnie taką działalność. W tym drugim przypadku projekt nie określa mechanizmu wyłaniania takich jednostek i zasad ich finansowania (w omawianym zakresie) ze środków publicznych. Partnerzy społeczni wskazują też, że należy brać pod uwagę organizacyjne skutki takiego rozwiązania. – Ustawa spowoduje zwiększenie liczby przeprowadzanych testów. Powstaje zatem pytanie, czy liczba i dostępność punktów wymazowych jest odpowiednia i czy dysponują one odpowiednią liczbą osób, które będą wykonywać testy w zwiększonej liczbie – wskazuje NSZZ „Solidarność”. Przepisy nie precyzują też, o jakie testy chodzi w omawianym przepisie (PCR, antygenowy czy też wszystkie rodzaje dostępnych testów diagnostycznych).
Test diagnostyczny, któremu podda się pracownik na żądanie pracodawcy, ma być wykonany nie wcześniej niż 48 godzin przed okazaniem wyniku szefowi Projekt nie precyzuje terminu dokonania testu na żądanie zatrudniającego. Zwłoka w tym zakresie może doprowadzić do znacznego osłabienia prawa firm do weryfikacji statusu zdrowotnego zatrudnionych (zwłaszcza w powiązaniu z ewentualną niższą dostępnością bezpłatnych testów w miejscu, w którym funkcjonuje firma). Dlatego eksperci rekomendują doprecyzowanie przepisu („Pracownik jest uprawniony do nieodpłatnego i niezwłocznego wykonania testu diagnostycznego”). – Choć termin „niezwłocznie” ma charakter niedookreślony, to będzie wywoływać roszczenie, aby test został wykonany najszybciej, jak to możliwe – wskazuje Ośrodek Badań, Studiów i Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych. Z drugiej strony przedstawiciele związków zawodowych wskazują na inne wątpliwości związane z brakiem dookreślenia omawianego terminu. Ich zdaniem wskazany w projekcie wymóg przekazywania informacji o teście na każde żądanie pracodawcy oznacza, że pracownik może być zmuszony do testowania co dwa dni (z uwagi na wymóg, że test ma być wykonany nie wcześniej niż 48 godzin przed okazaniem zatrudniającemu).
Z obowiązku testowania na żądanie pracodawcy zwolniony będzie zatrudniony, który przedstawi unijne cyfrowe zaświadczenie COVID (o zaszczepieniu lub ozdrowieniu) Projektowana regulacja pomija osoby, które mają przeciwciała charakterystyczne dla wirusa SARS-CoV-2, ale nie posiadają certyfikatu potwierdzającego przebycie infekcji. Chodzi o tych zatrudnionych, którzy np. byli zakażeni, ale nie poddali się testom w punktach wymazowych i nie otrzymali dodatniego wyniku testu. Nie posiadają więc zaświadczeń o przechorowaniu, ale mają przeciwciała, czyli z punktu widzenia faktycznego bezpieczeństwa sanitarnego powinni być traktowani tak samo jak formalni ozdrowieńcy (czyli osoby, które zachorowały, przetestowały się i mają certyfikat przebycia infekcji). Ich pominięcie oznacza nierówne traktowanie podmiotów. Na te wątpliwości zwrócili uwagę m.in. posłowie w trakcie prac legislacyjnych w Sejmie. Zgłoszono poprawkę mniejszości w tym względzie. – To merytoryczna propozycja. Zasięgniemy opinii konsultantów w kwestii obecności przeciwciał i ewentualnych miar, jakimi powinien być określony ich poziom, który zabezpiecza przed ryzykiem zakażenia – wskazał Waldemar Kraska, wiceminister zdrowia.
Udostępnienie informacji o wyniku testu diagnostycznego lub certyfikatu zaszczepienia/ozdrowienia następuje na każde żądanie pracodawcy Wystarczające powinno być jednokrotne udokumentowanie np. faktu zaszczepienia. Nieuzasadniony jest tym samym wymóg okazywania np. certyfikatu zaszczepienia przy każdym żądaniu pracodawcy, nawet jeśli nie zmieniły się żadne okoliczności zdrowotne od momentu poprzedniego okazania. Ma to znaczenie m.in. w kontekście bezpieczeństwa danych osobowych. – Nie do przyjęcia są propozycje ingerujące w istotny sposób w dane wrażliwe pracowników dotyczące stanu zdrowia i naruszające w ten sposób podstawowe zasady RODO. Projekt zawiera w tym zakresie szereg niespójności, zarówno co do przetwarzania, jak i przechowywania danych osobowych pracowników – podkreśla OPZZ.
Jeżeli pracownik nie przekaże informacji o teście lub certyfikatu zaszczepienia/ozdrowienia, traktuje się go jak osobę, która nie posiada negatywnego wyniku testu lub odpowiedniego certyfikatu Przepisy pomijają przypadek, gdy pracownik nie z własnej winy będzie miał problem z poddaniem się testowi i dostarczeniem wyników (np. gdy na terenie miejscowości lub gminy, w której mieszka i pracuje, wystąpią problemy z dostępnością testów). Nie jest jasne, jak w takiej sytuacji ma być traktowany zatrudniony, tzn. czy firma może go np. przenieść na inne stanowisko pracy (ustawa będzie przewidywać taką możliwość w stosunku do osób, które nie wykonały testu i nie przedstawiły certyfikatu zaszczepienia/ozdrowienia).
Badanie zatrudnionych odbywa się na żądanie pracodawców, ale częstotliwość bezpłatnych testów może zależeć od ich dostępności Nie jest doprecyzowane, czy czas poświęcony na dokonanie testu będzie wliczany do czasu pracy, a więc że będzie przysługiwać za niego wynagrodzenie. Ma to istotne znaczenie w szczególności w przypadku, gdy np. pracodawca będzie często żądał aktualnego wyniku badania, a punkt wymazowy będzie położony w znacznej odległości od miejsca zamieszkania lub wykonywania pracy.