W powszechnym odczuciu urzędnicy mają zapewnioną bardziej stabilną dniówkę niż osoby zatrudnione w prywatnych firmach. Zaczynają pracę o godzinie 8, kończą o 16 (co do minuty) i nie muszą liczyć się z ciągłą koniecznością dokończenia zadań „po godzinach”. To się jednak może zmienić. W praktyce już obecnie czas pracy w administracji jest wydłużany, głównie w związku z nakładaniem na jednostki dodatkowych obowiązków (w szczególności w przypadku podmiotów zaangażowanych w przeciwdziałanie skutkom pandemii). Zmiany mają być jednak bardziej gruntowne. Przewiduje je rządowa nowelizacja ustawy o służbie cywilnej, która została już skierowana do konsultacji. Zakłada ona m.in. możliwość stosowania zadaniowego czasu pracy w urzędach i wydłużenie okresów rozliczeniowych. Rząd i szef służby cywilnej uzasadniają takie modyfikacje koniecznością uelastycznienia pracy urzędów (pisaliśmy o tym w DGP nr 218/2021 „Przyszłoroczne podwyżki dla urzędników są całkiem przyzwoite”). Ale zmiany - przynajmniej dla części zatrudnionych - mogą oznaczać koniec ery stabilnych dniówek.
Mniej przejrzyście
Obecnie w służbie cywilnej można stosować dwa systemy czasu pracy - podstawowy (osiem godzin na dobę od poniedziałku do piątku w okresie rozliczeniowym nie dłuższym niż osiem tygodni) oraz równoważny (umożliwiający przedłużanie poszczególnych dniówek do 12 godzin i rekompensowanie ich w okresie rozliczeniowym nieprzekraczającym 12 tygodni). Wspomniany projekt przewiduje wprowadzenie dodatkowo zadaniowego czasu pracy (w przypadkach uzasadnionych rodzajem pracy lub jej organizacją albo miejscem jej wykonywania) oraz systemów skróconego tygodnia pracy i weekendowego (tylko na wniosek zatrudnionych). Ten ostatni zakłada, że podwładny świadczyłby obowiązki wyłącznie w piątki, soboty, niedziele i święta. Z kolei system skróconego tygodnia umożliwia pracę np. od poniedziałku do czwartku w wymiarze 10 godz. (wówczas wolny jest także piątek).
- Nie sądzę, aby oba wspomniane rozwiązania były często wykorzystywane w administracji, skoro nie są obecnie powszechnie stosowane w prywatnych przedsiębiorstwach na podstawie k.p. Znacznie większe znaczenie może mieć wprowadzenie możliwości stosowania zadaniowego czasu pracy - wskazuje prof. Stefan Płażek z Zakładu Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jak w korporacji?
W przedsiębiorstwach to właśnie ten system jest najczęściej wykorzystywany do omijania norm czasu pracy. Z jednej strony objęci nim pracownicy mają więcej swobody co do organizacji pracy (bo są przede wszystkim rozliczani z wykonania zadań), ale jednocześnie trudniej jest w takim przypadku wykazywać np. nadgodziny (nie ma obowiązku ewidencjonowania czasu pracy; niełatwo jest udowodnić, że powierzonych obowiązków nie da się wypełnić w ciągu ośmiogodzinnej dniówki). Taki system na pewno umożliwia pracodawcy bardziej elastyczne kształtowanie godzin wykonywania obowiązków (niż w systemie podstawowym z ośmiogodzinną pracą od poniedziałku do piątku).
- Zadaniowy czas pracy może wywoływać problemy. Urzędnicy wyższych szczebli, którzy już teraz są pod ograniczoną kontrolą, mogą nadużywać tego systemu, aby ograniczać swoje obowiązki i godziny pracy. Jednocześnie system może być niekorzystny dla pracowników z dolnych szczebli, bo będzie można dokładać im zadań, które mają wykonywać w nieewidencjonowanym czasie pracy. To jest ryzykowne rozwiązanie, a nie dostrzegam powodów, które obecnie uzasadniałyby potrzebę jego wprowadzenia - podkreśla prof. Płażek.
Podobne wątpliwości mają związkowcy. - Jak zatrudnieni w administracji mają wykonywać obowiązki np. po zwykłych godzinach pracy w dni powszednie lub w sobotę i niedzielę, jeśli nie są w stanie zapewnić opieki nad dziećmi? Otrzymają dodatki na ten cel? Możemy oczywiście rozmawiać o elastycznych systemach czasu pracy, na wzór tych stosowanych w korporacjach prywatnych, o ile pracodawca zagwarantuje nam płace na poziomie takich firm - wskazuje Robert Barabasz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim. Podkreśla, że omawiane zmiany są korzystne dla urzędów, ale nie dla pracowników. - Moim zdaniem głównym problemem w zakresie organizacji pracy urzędów są niedobry kadrowe w wielu sektorach administracji. Dodatkowo na stanowiska kierownicze powołuje się osoby niekompetentne, które nie radzą sobie z takim wyzwaniem. Konieczne są zmiany systemowe, a nie wydłużanie czasu pracy pod pozorem elastyczności - dodaje.
Problem z nadgodzinami
Dodatkowo nie można zapominać, że projekt przewiduje wydłużenie okresów rozliczeniowych czasu pracy w służbie cywilnej do czterech miesięcy. Z jednej strony ułatwi to rekompensowanie nadgodzin czasem wolnym od pracy (będzie na to więcej czasu), ale z drugiej oznacza to, że pracownicy rzadziej dostaliby dodatki za ponadwymiarową pracę (jeśli wreszcie wprowadzono by taką rekompensatę). Przypomnijmy, że członkom korpusu służby cywilnej taka gratyfikacja nie przysługuje, co wywołuje wątpliwości w zakresie zgodności z art. 4 ust. 2 Europejskiej Karty Społecznej (obecnie za pracę zleconą przez szefa i wykonywaną po godzinach przysługuje im czas wolny w tym samym wymiarze). Związkowcy dodatkowo wciąż wskazują, że Trybunał Konstytucyjny mimo zgromadzonego niezbędnego materiału od ponad sześciu lat nie zdecydował się na wyznaczenie rozprawy dla skargi wniesionej z inicjatywy rzecznika praw obywatelskich (dotyczącej rekompensaty za nadgodziny). Na pytanie DGP, dlaczego takie rozwiązanie nie znalazło się w konsultowanym właśnie projekcie nowelizacji pragmatyki zawodowej urzędników, szef służby cywilnej odpowiada, że trzeba jeszcze poczekać, bo czasy są trudne.
- Odpowiedzią na występujący w służbie cywilnej problem nierozliczonych nadgodzin nie może być wydłużanie okresu rozliczeniowego, ponieważ odbyłoby się to kosztem pracowników - podsumowuje Stowarzyszenie Absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej (w opinii do projektu). ©℗
Służba cywilna w liczbach / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe