Młody lekarz dopiero podczas specjalizacji będzie miał bezpośredni kontakt z pacjentem. To efekt reformy kształcenia medyków
Reforma kształcenia lekarzy / Dziennik Gazeta Prawna
Od 2012 r. uniwersytety medyczne szkolą studentów na nowych zasadach. Młodzi lekarze już po sześciu latach nauki mają być gotowi do samodzielnej pracy. Będzie to możliwe dzięki likwidacji stażu, który obecnie absolwenci medycy odbywają w szpitalach, pracując bezpośrednio z pacjentami. Jednak ta ścieżka kształcenia zakończy się dla lekarzy w październiku 2017 r., a dla dentystów rok wcześniej. Tak zdecydowała nowelizacja z 28 kwietnia 2011 r. ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz.U. nr 113, poz. 658). Na zmianie zaoszczędzi budżet, bo nie będzie musiał płacić pensji stażystom. Koszty zostały jednak przerzucone na uczelnie medyczne. A te właśnie alarmują Ministerstwo Zdrowia, że nie będą w stanie ich udźwignąć. Co więcej, twierdzą, że bez zmian w przepisach drastycznie się obniży jakość kształcenia.
Reklama

Reklama
Gigantyczne koszty
Reforma przewiduje, że zajęcia praktyczne będą się odbywać w zespołach, gdzie na jednego lekarza ma przypadać tylko trzech studentów, tymczasem obecnie grupy studenckie są dwukrotnie liczniejsze. Konferencja Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych (KRAUM) wyliczyła, że każdy uniwersytet medyczny będzie musiał stworzyć dodatkowo 140 etatów. To oznacza milionowe wydatki. Przykładowo Śląski Uniwersytet Medyczny (ŚUM) szacuje, że jego koszty wdrożenia reformy kształcenia przyszłych lekarzy wyniosą ponad 104 mln zł. – Z czego wprowadzenie kształcenia klinicznego dla lekarzy na ostatnim roku medycyny pochłonie aż 84 mln zł, a w przypadku przyszłych dentystów koszty wyniosą prawie 22 mln zł – wylicza Agata Kalafarska, rzeczniczka ŚUM.
Wszystkie uczelnie powtarzają to samo. Nie stać ich na poniesienie takich wydatków. – Uniwersytety medyczne są niedofinansowane. Z Ministerstwa Zdrowia otrzymujemy jedynie 60 proc. naszego budżetu, resztę musimy zarobić sami – wskazuje prof. Janusz Moryś, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (GUM) i przewodniczący KRAUM.
Na razie projekty
Problemy z pieniędzmi dotyczą jednak nie tylko wydatków na wynagrodzenia dla akademików. Brakuje ich także na zorganizowanie specjalnych centrów dydaktycznych. Przyszli dentyści mają z nich korzystać już za dwa lata, a lekarze za trzy. Tymczasem na 12 uczelni kształcących medyków centrum symulacyjne ma tylko Śląski Uniwersytet Medyczny, który pozyskał na ten cel ok. 30 mln zł z UE.
Pozostali rektorzy nadal szukają finansowania. I tak UM w Lublinie planował budowę dwu takich centrów: lekarskiego i stomatologicznego. Szacowana wartość inwestycji to 90 mln zł. W 2013 r. uczelnia otrzymała od resortu zdrowia 700 tys. zł dotacji, co wystarczyło wyłącznie na wyłonienie w drodze konkursu projektu architektonicznego.
– Wciąż mamy nadzieję otrzymać z resortu znaczącą dotację w kolejnych dwóch latach. Niestety, do tej pory nie otrzymaliśmy żadnych zapewnień w tej sprawie. Podjąłem już decyzję o rozpoczęciu budowy z wykorzystaniem własnych funduszy, przy czym nie wyobrażam sobie zadłużania uczelni. Kredytów zaciągać nie będę – stwierdza stanowczo prof. Andrzej Drop, rektor UM w Lublinie.
Na pożyczkę – na razie w wysokości 8 mln zł – zdecydował się natomiast GUM. Za te pieniądze chce wybudować obiekt, który będzie się składał z pomieszczeń imitujących salę operacyjną, szpitalny oddział ratunkowy, oddział anestezjologii oraz gabinet lekarza rodzinnego. By je wyposażyć, uczelnia potrzebuje jeszcze 20 mln zł. Na razie nie wie, skąd je weźmie.
Luka w prawie
Uczelnie zapowiadają, że bez dodatkowych pieniędzy z resortu zdrowia reforma będzie fikcją.
– Trzyosobowe grupy nie powstaną, będziemy uczyć studentów w tak samo licznych grupach jak obecnie – mówi nieoficjalnie jeden z profesorów. Rektorzy twierdzą też, że likwidacja stażu obniży drastycznie jakość kształcenia. Wszystko dlatego, że studenci 6. roku medycyny nie mają prawa wykonywania procedur medycznych, do których są uprawnieni stażyści.
– Zasadnicza różnica wynika stąd, że osoba na stażu ma dyplom lekarza i ograniczone prawo wykonywania zawodu. A więc może wykonywać drobne zabiegi pod okiem starszego kolegi – tłumaczy Natasza Blek, przewodnicząca polskiej sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Medycyny (IFMSA).
Takich uprawnień obowiązujące prawo pozbawia studentów. – Obecnie nie mają oni możliwości wykonywania procedur związanych z ingerencją w ciało chorego. A więc zostaną pozbawieni bezpośredniego kontaktu z pacjentem. Będą uczyć się tylko na fantomach, a podczas zajęć klinicznych w szpitalach stać i patrzeć – stwierdza prof. Moryś.
– Jeżeli uregulowania prawne nie zostaną zmienione, cofniemy się w kształceniu lekarzy. Ich umiejętności praktyczne będą niższe niż te, które obecnie mogą uzyskać podczas stażu podyplomowego – podkreśla prof. Marek Ziętek, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Dlatego rektorzy chcą przyznania studentom ostatniego roku podobnych uprawnień, jakie obecnie mają lekarze odbywający staż. Wystąpili z tym postulatem do ministra zdrowia.
Nie lada wyzwania
Środowisko medyczne wskazuje też na szereg innych problemów, które powinny być szybko rozwiązane w związku z wdrażaną reformą. Zdaniem rektorów studenci oprócz zajęć w centrum symulacyjnym na uczelni powinni mieć ćwiczenia także w szpitalach i to nie tylko tych klinicznych. Niestety, ich zorganizowanie będzie nie lada wyzwaniem, ponieważ coraz więcej lecznic działa w formie spółek. Te muszą liczyć koszty i nie chcą dopłacać do kształcenia przyszłych lekarzy.
Trudności będą też z ubezpieczeniem studentów od odpowiedzialności za błędy medyczne. Nie wiadomo, kto ma je wykupić – szpital czy uczelnia. Tego dylematu nie ma w przypadku lekarzy kształconych w starym trybie. Zgodnie z przepisami stażysta jest pracownikiem szpitala i to on – jako pracodawca – opłaca polisy.
Zaniepokojeni zamieszaniem wokół ubezpieczeń są także nauczyciele akademiccy, którzy, pracując na umowach-zlecenia oraz kontraktach, dzielą się odpowiedzialnością odszkodowawczą ze swoim pracodawcą.
– Który lekarz, będąc opiekunem studentów, będzie chciał się dodatkowo ubezpieczyć i odpowiadać finansowo za ich ewentualne błędy popełnione podczas zajęć klinicznych? – pyta retorycznie prof. Moryś.
Wszystkie te wątpliwości prawne rektorzy już sygnalizowali Ministerstwu Zdrowia. Resort odpisał, że nie przewiduje dodatkowych środków dla uczelni. Zastanawia się natomiast nad rozwiązaniem prawnym ich problemów. Nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi. Tymczasem władze uniwersytetów wskazują, że nie mają już czasu na czekanie. Podkreślają, że już przeszkolenie kadry, która ma uczyć studentów według nowych zasad, będzie trwało rok. Rektorzy chcą konkretnych zmian w prawie. Jutro podczas konferencji w Łodzi wystosują apel w tej sprawie do premier Ewy Kopacz.