Czy uważa pani, że w obecnej sytuacji na rynku pracy nasz kraj jest wystarczająco otwarty na pracowników ze Wschodu?
Potrzeby pracodawców są ogromne. Z danych za pierwszy kwartał 2021 r. wynika, że w polskich firmach jest 110 tys. wakatów, mimo że jesteśmy krajem, który wydaje najwięcej w UE zezwoleń na pracę dla obywateli Ukrainy i Białorusi. COVID-19 w większym stopniu nie zahamował migracji. Co więcej, potrzeby rynku pracy będą nadal rosnąć - w latach 2020-2025 odejdzie na emeryturę ok. 800 tys. polskich pracowników, powstanie więc luka. Dlatego niezwłocznie trzeba podjąć działania, które pozwolą zaspokoić potrzeby kadrowe polskich firm.
Teraz firmy ratują się cudzoziemcami…
Obecnie najwięcej przyjeżdża do nas pracowników z Ukrainy, ale taka sytuacja w przyszłości może ulec zahamowaniu. Ukraińcy mogą przecież wyjeżdżać do innych krajów, dla nich Polska nie jest jedynym kierunkiem migracji. Z danych statystycznych Ukrainy wynika, iż jej obywatele wyjeżdżają również do państw poradzieckich, np. Federacji Rosyjskiej, także - znacznie rzadziej - do państw Unii Europejskiej. W 2020 r. w Polsce wydano ponad 400 tys. pozwoleń na pracę dla cudzoziemców, czyli mniej o 9 proc. w stosunku do poprzedniego roku. W badaniach prowadzonych wspólnie z prof. PG dr hab. Małgorzatą Gawrycką na Wydziale Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej pokazujemy, że to 10-krotnie więcej niż w 2010 r. i aż 30-krotnie więcej niż w 2004 r., gdy Polska wchodziła do UE. Trzeba postawić pytanie: czy Ukrainie wystarczy zasobów pracy, aby obdzielić wszystkie państwa? Raczej nie. Przyrost naturalny na Ukrainie nie jest duży, w związku z czym za pięć czy dziesięć lat obywateli tego kraju będzie mniej. Zatem migracje z Ukrainy nie zaspokoją deficytów na polskim ryku pracy. Trzeba myśleć o innych propozycjach.
Na przykład?
Obserwujemy ostatnio trend, z którego wynika, że rośnie liczba wydawanych w Polsce pozwoleń dla obywateli zza wschodniej granicy, ale także z dalszych krajów, np. Filipin, Indii, Bangladeszu czy Nepalu. Azjatyckie rynki pracy są przepełnione. Może dlatego warto stworzyć takie rozwiązania prawne, dzięki którym cudzoziemcy również z tych odległych krajów szybciej będą mogli otrzymać zgodę na zatrudnienie w Polsce, a także skorzystać z innych preferencyjnych rozwiązań, szczególnie że dla nich przyjazd do Polski jest trudniejszy z uwagi choćby na barierę językową czy odległość. O ile Ukrainiec jest w stanie zrozumieć Polaka, to w przypadku innych narodowości bariera językowa jest znacznie większa.
Rząd kończy prace nad dokumentem „Polityka migracyjna Polski - kierunki działań 2021-2022”, który jest preludium do wdrożenia zmian w polskim prawodawstwie, m.in. związanych z zatrudnianiem cudzoziemców. Jak pani go ocenia?
Ogólnie kierunki są słusznie wyznaczone. Jego autorzy uznali, że liczba pracowników z zagranicy będzie w Polsce rosnąć. Ponadto w przygotowanym dokumencie rząd dostrzega, że nad Wisłą dominował model migracji cyrkulacyjnej, czyli przyjeżdżali do nas obcokrajowcy na krótki okres, np. trzy miesiące, i wyjeżdżali. Polscy pracodawcy chcą, aby cudzoziemcy zostawali w Polsce na dłużej, np. 12 miesięcy. W dokumencie pojawia się zapowiedź stworzenia rozwiązań, które pozwolą obcokrajowcom pracować w Polsce dłużej. Rząd zapowiada też stworzenie szybkiej ścieżki zatrudniania cudzoziemców, szczególnie w zawodach deficytowych, np. medycznych, informatycznych, w branży budowlanej itd. Ponadto zauważa problem związany z nostryfikacją dyplomów wydanych przez zagraniczne uczelnie. Chce więc wprowadzić takie rozwiązania, które pozwolą sprawniej je weryfikować. Warto także zwrócić uwagę na fakt, że liczba zagranicznych studentów kształcących się na polskich uczelniach rośnie. Mimo pandemii w roku akademickim 2020/2021 liczba studiujących cudzoziemców wzrosła do 82 tys. Ten trend również będzie się nasilał. Dlatego konieczne jest wypracowanie takiego systemu, który zachęci zagranicznych studentów do podjęcia pracy w Polsce po ukończeniu nauki.
Dokument zwraca uwagę na jeszcze jedną bardzo istotną kwestię - jest w nim zapowiedź stworzenia preferencji dla cudzoziemców uczących się na kierunkach strategicznych dla polskiego rynku pracy - technicznych, informatycznych itd. Tacy cudzoziemcy powinni móc korzystać z programów stypendialnych, które umożliwią im ukończenie studiów i pozostanie w Polsce. Większość zagranicznych studentów, zwłaszcza z Ukrainy, Białorusi, Rosji bardzo dobrze asymiluje się w Polsce - w ciągu pięciu lat mają czas na naukę języka polskiego, poznają naszą kulturę, mają polskich przyjaciół, dlatego pozostanie w Polsce staje się dla nich kolejnym naturalnym krokiem. Wielu studiujących cudzoziemców rozważa taką możliwość, a pozostaje ok. 80 proc. Jednak 20 proc. wraca do ojczyzny lub wyjeżdża na Zachód i tam podejmuje pracę. Dlatego konieczne są zachęty, aby wybierali nasz kraj. Wielu obcokrajowców pracuje w Polsce poniżej swoich kwalifikacji. Tymczasem polski rynek pracy potrzebuje nie tylko osób do prac prostych, ale też tych o wysokich kwalifikacjach. Nie możemy marnować potencjału takich cudzoziemców.
Co jeszcze wymaga poprawy?
Problemem jest ściągalność składek do ZUS od cudzoziemców - to również wskazane jest w dokumencie „Polityka migracyjna”. Co prawda liczba zarejestrowanych zatrudnionych obcokrajowców rośnie, ale nadal wielu z nich pracuje na czarno. Wciąż duża liczba cudzoziemców przyjeżdża do Polski tylko po to, aby zarobić i nie wiąże swojej przyszłości z naszym krajem.
Jak to zmienić?
Przede wszystkim ogromną rolę mają do odegrania organy kontrolne, m.in. inspekcja pracy, której kontrole powinny zmniejszyć liczbę nielegalnie zatrudnionych. Musi zwiększyć się również świadomość samych imigrantów, którzy podejmując pracę, powinni pamiętać o odprowadzaniu składek - jest zawarta umowa pomiędzy Polską i Ukrainą o zabezpieczeniu społecznym.
Jakie są inne rozwiązania, które mogłyby uzupełnić braki kadrowe firm?
Jest jeszcze jedna możliwość, aby zapobiec załamaniu polskiego rynku pracy. Jest to temat bardzo kontrowersyjny, drażliwy i niecieszący się popularnością, czyli podniesienie wieku emerytalnego. Poradzieckie państwa właśnie się na to decydują, np. Gruzja. Są też kraje, w których w ogóle nie ma wieku emerytalnego, np. w Singapurze każdy pracujący sam decyduje, jak długo pracuje i oszczędza na emeryturę. Trzeba też pamiętać o jeszcze jednej kwestii - zapotrzebowanie na pracowników dziś jest dość duże. Często pada pytanie, czy w roku 2050 zapotrzebowanie na pracę będzie takie samo jak dziś? Otóż nie. Z uwagi na informatyzację, mechanizację, automatyzację i robotyzację. Przykładowo w tej chwili zatrudniamy kierowców autobusów np. z Ukrainy, Rosji, Białorusi, ale prawdopodobnie za kilkadziesiąt lat ten zawód będzie zbędny, skoro auta będą autonomiczne. Jeżeli coraz więcej czynności jest zautomatyzowanych, np. tych związanych z przeprowadzaniem transakcji finansowych, to prawdopodobnie liczba pracowników banków, urzędów za jakiś czas zacznie maleć, bo ludzie będą jedynie nadzorować te procesy, a nie wykonywać poszczególne ich elementy. Do 2050 r. charakter wielu zawodów się zmieni, a niektóre zostaną zlikwidowane. To zjawisko również zostało odnotowane w „Polityce migracyjnej”.
A czego w niej zabrakło?
W tej chwili brakuje rozwiązania dla osiedlających się w Polsce na stałe cudzoziemców z państw poradzieckich. Wielu imigrantów wynajmuje mieszkanie, ponieważ jego kupno nad Wisłą to ogromny koszt. Tymczasem w wielu krajach, np. we Włoszech, dom można nabyć już za 1 euro. To może być silnym argumentem przyciągającym imigrantów zamierzających na stałe opuścić swoją ojczyznę oraz podjąć pracę i osiedlić się w innym państwie.
Prof. dr hab. Krystyna Gomółka, Wydział Zarządzania i Ekonomii, Politechnika Gdańska / Materiały prasowe