Tak wynika z ostatniej wersji rządowego projektu nowelizacji kodeksu pracy, który umożliwi stosowanie pracy zdalnej na stałe. Jedna z najistotniejszych zmian – w porównaniu do wcześniejszych propozycji – dotyczy możliwości rezygnacji z wykonywania obowiązków na odległość i powrotu do firmy. Jeśli pracownik przejdzie na zdalny tryb w trakcie zatrudnienia, a następnie uzna, że chciałby jednak powrócić do świadczenia zadań w siedzibie przedsiębiorstwa, to będzie mógł złożyć zatrudniającemu wiążący wniosek w tej sprawie. Podobnie może postąpić też sama firma, jeśli uzna, że wolałaby jednak, aby podwładny wykonywał swoje obowiązki z dotychczasowego miejsca, a nie np. z domu. To istotna zmiana, bo wcześniejsza wersja projektu przewidywała, że wiążący wniosek w tej sprawie każda ze stron może złożyć jedynie w ciągu trzech miesięcy od dnia podjęcia pracy zdalnej. Jeśli zatrudniony przedstawiłby go po tym terminie, to firma „powinna go uwzględnić w miarę możliwości” (czyli w praktyce mogłaby odmówić bez konieczności uzasadniania swojej decyzji). Z kolei sam pracodawca, który chciałby powrotu podwładnego do firmy po upływie trzech miesięcy, musiałby porozumieć się z nim w tej kwestii lub zastosować wypowiedzenie zmieniające. Co istotne, taki tryb obowiązuje już obecnie w przypadku telepracy (która zostanie zastąpiona nowymi przepisami). Jeśli omawiany projekt wejdzie w życie, firma i zatrudniony nie będą związani żadnym terminem. W każdym momencie będą mogli zdecydować o zaprzestaniu pracy zdalnej i powrocie do siedziby przedsiębiorstwa.
– To oznacza uelastycznienie zasad pracy na odległość, na którym zależało przede wszystkim firmom. Część z nich obawia się wdrożenia na stałe takiego modelu wykonywania obowiązków, bo nie są w stanie przewidzieć potrzeb przedsiębiorstwa w przyszłości. A cofnięcie pracy zdalnej po trzech pierwszych miesiącach nie byłoby już szybkie, jeśli sam zatrudniony nie chciałby wracać do firmy – wskazuje Małgorzata Lorenc z firmy Lorenc – Doradztwo Kadrowe.