Rząd, przyjmując w czerwcu założenia makroekonomiczne do budżetu, ogłosił, że nie przewiduje podwyżek dla budżetówki w 2022 r. To oczywiście wywołało protesty. Największe niezadowolenie jest w terenie. Oliwy do ognia dolewają informacje, że w resorcie finansów trwają prace nad zmianami systemu wynagradzania w pragmatyce urzędniczej, które mogą skutkować ograniczeniem części dodatków i odpraw. Dlatego tam, gdzie prężnie działają związki, np. w urzędach wojewódzkich, zapowiadają się akcje protestacyjne.
Marzenia o dwunastu procentach
Podczas ostatniego posiedzenia Rady Dialogu Społecznego urzędnicza Solidarność wysunęła żądanie, aby jednak dla budżetówki w 2022 r. zabezpieczyć podwyżki na poziomie 12 proc. O potrzebie lepszego wynagradzania pracowników tego sektora mówią też głośno pracodawcy. – O 12 proc. powinna wzrosnąć kwota bazowa, bo jeśli wzrósłby fundusz wynagrodzeń, to te pieniądze mogłyby trafić na dodatkowe etaty lub środki na zatrzymanie młodych pracowników, którzy zaczęli odchodzić z pracy, gdy się dowiedzieli, że znów nie będzie podwyżek – mówi Robert Barabasz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim. – Raz dają nam podwyżki na poziomie 6 proc., dorzucają 500 zł na etat, a później każą nam oszczędzać, bo potrzeba pieniędzy na szczepionki. W tym roku mamy już przecież zamrożony fundusz nagród, przez co formalnie 3 proc. mniej trafiło do każdego urzędu na wynagrodzenia. Taka polityka jest zgubna, bo urzędnicy, bez których nie można realizować rządowych planów, powinni zarabiać godnie, a podwyżki powinny być każdego roku, a nie tylko na rok przed wyborami – dodaje.
Reklama
– Z jednej strony słyszę o wzroście uposażeń na prowadzenie biur poselskich, ale dla nas już pieniędzy nie ma. Dopiero w styczniu podpisaliśmy porozumienie kończące spór zbiorowy z pracodawcą, ale teraz mam wrażenie, że była to jednak przedwczesna decyzja. Musimy rozważyć kolejny – wtóruje mu Elżbieta Kurzępa, szefowa NSZZ „Solidarność” w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim. Potwierdza też, że w administracji rządowej coraz bardziej brakuje ludzi do pracy. – Zgłaszają się pojedyncze osoby, które szybko odchodzą, gdy dowiadują się, że ich pensje będą na poziomie 3 tys. zł brutto – mówi.
Związkowcy zwracają uwagę, że problemów kadrowych nie rozwiążą też cudzoziemcy, ponieważ nie można ich zatrudniać na wolne stanowiska – przepisy o służbie cywilnej zezwalają na taką praktykę jedynie w ściśle określonych przypadkach. Zgodnie z art. 5 ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1233) dyrektor generalny urzędu wskazuje, za zgodą szefa Służby Cywilnej, stanowiska, o które, poza obywatelami polskimi, mogą ubiegać się obywatele Unii Europejskiej oraz obywatele innych państw, którym przysługuje prawo podjęcia zatrudnienia w Polsce. Osoba nieposiadająca obywatelstwa polskiego może zostać zatrudniona na stanowisku, na którym wykonywana praca nie polega na bezpośrednim lub pośrednim udziale w wykonywaniu władzy publicznej i funkcji mających na celu ochronę generalnych interesów państwa. Obecnie dyrektorzy generalni rzadko sięgają po takie rozwiązanie. To się może jednak wkrótce zmienić. – Jeśli na początku kariery urzędnicy będą zarabiać tylko nieco więcej od płacy minimalnej, to pracodawcy zmuszeni będą do zatrudnienia cudzoziemców – potwierdza prof. Stefan Płażek, adwokat i adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Reklama
Wyjdą na ulicę?
Choć determinacja do protestów narasta, na przeszkodzie stoją przepisy. Członkom korpusu służby cywilnej z mocy ustawy nie wolno bowiem uczestniczyć w strajku lub akcji protestacyjnej zakłócającej normalne funkcjonowanie urzędu. To jednak nie zniechęca związkowców. Michał Sobol, pełnomocnik związku Komisji Zakładowej OZZ Inicjatywa Pracownicza przy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Lublinie, zapowiada, że mimo to protesty urzędników na ulicach rozpoczną się już we wrześniu, bo wtedy rząd, przyjmując projekt ustawy bud żetowej, będzie miał szanse naprawić swój błąd i objąć budżetówkę podwyżkami. Także Tomasz Ludwiński, przewodniczący NSZZ „Solidarność” pracowników skarbówki, potwierdza, że jego organizacja pracuje nad kilkoma wariantami form sprzeciwu wobec zamrożenia płac. – Jeśli ludzie masowo wyjdą na ulice lub zaczną skrupulatnie wykonywać swoją pracę, co określa się strajkiem włoskim, to wszystkich nie powyrzucają, bo nie będzie miał kto pracować – mówi Robert Barabasz.
Do protestów przygotowują się też inne związki. – Jesteśmy w przededniu spotkania naszej organizacji. Będziemy chcieli podjąć decyzję o zamanifestowaniu naszego niezadowolenia, ale na razie formy nie chcemy zdradzać. Zaufaliśmy rządzącym w ubiegłym roku, zgodziliśmy się, że w związku z pandemią jest źle, ale zamrożenie płac w 2022 r. jest dla nas ogromnym zaskoczeniem. Nawet pracodawcy się zgadzają z nami, że budżetówka potrzebuje podwyżek – mówi Anita Łapińska, szefowa NSZZ „Solidarność” w Warmińsko-Mazurskim Urzędzie Wojewódzkim. Jak dodaje, związki zawodowe zrzeszające urzędników już się porozumiały, a to daje szanse na duży i dolegliwy protest. Nie ukrywa jednak, że działacze wciąż liczą na ugodę z rządem i zapis o 12-proc. podwyżkach we wrześniowym projekcie ustawy budżetowej.
Związkowcy natomiast na pewno się nie zgodzą na zapowiadaną reformę systemu wynagradzania urzędników – na wzór tego w korporacjach. Skutkowałoby to likwidacją takich dodatków jak trzynastka, nagrody jubileuszowe, odprawy i dodatek za wieloletnią pracę. – Można reformować system wynagrodzeń i moglibyśmy się zgodzić np. na włączenie trzynastek do wynagrodzenia zasadniczego, ale takich zmian nie można robić ponad naszymi głowami – oburza się Elżbieta Kurzępa. Z kolei Aneta Łapińska podkreśla, że do zreformowania systemu wynagradzania potrzebne są dodatkowe pieniądze. – Skoro mamy mieć system premiowania, jak w korporacjach, to chcemy też tak zarabiać – zaznacza.
Resort finansów nie odpowiedział na nasze pytania o planowaną reformę.
Płace w służbie cywilnej