Jednoznaczne prawo przebywania działaczy w miejscach pracy ułatwiłoby np. prowadzenie spotkań informacyjnych z pracownikami i zachęcanie do wstąpienia w szeregi związku. Prace nad takimi rozwiązaniami toczą się dwutorowo. Rozmowy dotyczące wstępu na teren firm prowadzono w zespołach negocjujących planowaną umowę społeczną rządu, pracodawców i związków zawodowych. Choć negocjacje w sprawie samego paktu zakończyły się fiaskiem, to jednak poszczególne dyskutowane zagadnienia mają trafić do dalszych prac w zespole ds. prawa pracy Rady Dialogu Społecznego (RDS). Zmiany w omawianym zakresie przygotowują również europarlamentarzyści. Zaproponowali poprawki do projektu dyrektywy w sprawie adekwatnych wynagrodzeń minimalnych w UE, które przewidują m.in., że państwa członkowskie musiałyby zapewnić związkom dostęp do miejsc pracy w celu organizowania się oraz reprezentowania zatrudnionych w negocjacjach z pracodawcą.
Do ucywilizowania
Na razie omawiane propozycje zmiany przepisów mają wstępny charakter.
Reklama
– Strona związkowa przedstawia je od lat, w tym również w zespole ds. prawa pracy RDS. Powinniśmy wrócić do rozmów w tej sprawie – wskazuje Barbara Surdykowska z biura eksperckiego NSZZ „Solidarność”.
Podkreśla, że w przypadku związków już funkcjonujących chodzi np. o zagwarantowanie dostępu ich ekspertom prawnym (którzy nie są pracownikami firmy) w czasie negocjacji z pracodawcą. – Nowe przepisy miałyby też ograniczyć przypadki, gdy zatrudniający utrudnia lub uniemożliwia kontakt z niezrzeszonymi pracownikami i przekazywanie im informacji o funkcjonowaniu związku, które zachęcałyby do organizowania się. Chodzi np. o dostęp do tablicy informacyjnej na terenie firmy lub przeprowadzenie spotkania np. w stołówce, z pracownikami, którzy już zakończyli swoją dniówkę – dodaje ekspertka Solidarności.

Reklama
W takich celach jednoznaczny dostęp do firmy mieliby zyskać też organizatorzy związkowi, czyli np. pracownicy działów rozwoju w centralach związkowych lub działacze z innych zakładów, którzy chcą np. rozdać ulotki lub przekazać informacje, które zachęcą do zrzeszania się (nawet jeśli w firmie nie działa związek, do którego należą, lub w ogóle nie ma w niej związków).
– Działania organizacyjne nie naruszają porządku pracy, nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa. Chodzi o ucywilizowanie warunków, w jakich się odbywają, tak aby nie zdarzały się przypadki, gdy np. ochrona przegania działaczy rozdających ulotki z chodnika przed zakładem, bo jego część należy do pracodawcy. Ustawodawca powinien sobie zadać pytanie, czy dostrzega społeczno-ekonomiczną wartość w tym, że pracownicy są zorganizowani, zawierają porozumienia z pracodawcami, poprawiają się warunki pracy i płacy. Jeśli tak, to powinien ułatwić im funkcjonowanie – uważa Barbara Surdykowska.
Długa droga
Tego typu rozwiązania weszłyby w życie, jeśli uda się przyjąć wspomnianą dyrektywę lub partnerzy społeczni i rząd porozumieją się w tej kwestii w RDS. Wdrożenie nowych unijnych przepisów nie jest przesądzone, bo choć mają one poparcie Komisji Europejskiej (jest wnioskodawcą tych rozwiązań), to jednak decydujące znaczenie będzie miało stanowisko Rady UE, czyli państw członkowskich. A te są wyraźnie podzielone. Propozycje negatywnie oceniają m.in. państwa skandynawskie oraz Polska (wiele będzie też zapewne zależeć od stanowiska Niemiec po jesiennych wyborach parlamentarnych). Z kolei prace w RDS wymagają rozmów z pracodawcami, którzy z rezerwą traktują wspomniane postulaty.
– Z punktu widzenia związków są one zrozumiałe. Ale ich wdrożenie wywołałoby wiele problemów, choćby z zakresu bhp. Pracodawca odpowiada za bezpieczeństwo na terenie zakładu pracy, a musiałby do niego wpuszczać osoby obce, z którymi nie łączy go żaden stosunek prawny. Wywołuje to pytania, m.in. czy należałoby przekazywać takiej osobie jakieś informacje z zakresu bhp i kto ponosiłby odpowiedzialność w razie ewentualnego wypadku – zauważa dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Wskazuje też na ochronę prowadzonej działalności. – Obca osoba, której mogą nie znać nawet sami członkowie związku z zakładu, nie powinna móc domagać się wstępu na teren firm. Pamiętajmy, że pracodawca ma prawo chronić tajemnicę przedsiębiorstwa, w tym stosowaną organizację pracy, technologie, know-how. Proponowane zmiany wywołują ryzyko naruszeń w tym względzie – dodaje
Oczywiście strona związkowa podkreśla, że nie chodzi o to, aby działacze mieli dostęp np. do działów produkcji (z uwagi na tajemnicę przedsiębiorstwa), lecz możliwość kontaktu z zatrudnionymi (choćby w formie wspomnianego spotkania np. w stołówce). Ich zdaniem taka obecność nie narusza przepisów bhp. Ale według prawników nowe przepisy mogą być jednak problematyczne.
– Pamiętajmy, że miejsca pracy mają swoją specyfikę z zakresu bezpieczeństwa. Wymienię choćby zaostrzone reguły np. przy wyrobie leków. Nie można też zapominać o obostrzeniach epidemiologicznych. Załóżmy, że pracodawca, pomimo wątpliwości prawnych, decyduje się na wprowadzenie badań temperatury przed wstępem na teren zakładu. A działacz, który nie jest zatrudniony w firmie, odmawia poddania się pomiarom, bo uznaje je za bezprawne. Powołuje się na jednoznaczne prawo dostępu, podkreślając jednocześnie, że nie jest pracownikiem, więc nie ciąży na nim obowiązek współdziałania w zakresie bhp – wskazuje Jakub Bartoszewicz, radca prawny i partner w Bogacz Bartoszewicz Kancelaria Radców Prawnych.
Zatrudniający wskazują też na ryzyko wewnątrzzakładowych konfliktów. – Jeśli pracodawca miałby zapewniać dostęp każdemu związkowi, w tym takiemu, który obecnie nie funkcjonuje w firmie, to promowanie obcej organizacji może być traktowane jako konkurencja wobec już funkcjonujących zrzeszeń. W tym kontekście nie jestem pewna, czy nowe rozwiązania byłyby jednoznacznie korzystne dla związków – zauważa dr hab. Spytek-Bandurska.
Może wystarczy?
Warto też przypomnieć, że już obecnie obowiązują przepisy, które chronią funkcjonowanie zrzeszeń pracowniczych. Zgodnie z art. 35 ust. 1 pkt 2 ustawy z 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 263 ze zm.) utrudnianie wykonywania działalności związkowej jest zagrożone karą grzywny lub ograniczenia wolności.
– Regulacja ta funkcjonuje prawidłowo. Pojęcie „utrudniania” jest bardzo pojemne i oznacza, że niedopuszczalne jest szykanowanie z uwagi na prowadzenie działalności związkowej. Uszczegółowienie tej kwestii może wywołać więcej problemów niż korzyści – uważa Jakub Bartoszewicz.
Zdaniem związkowców obecna ochrona jest jednak niewystarczająca. – Sprawy dotyczące utrudniania są najczęściej umarzane. Wyrokiem kończą się jedynie przypadki np. ekstremalnie agresywnego zachowania pracodawcy – tłumaczy Barbara Surdykowska.
Z uwagi na rozbieżność opinii negocjacje w tej sprawie na pewno nie będą proste.
Związki zawodowe w Polsce