Przypomnijmy, że szczepienia w firmach mają ruszyć w II kw. tego roku.
– Preparaty otrzymają pracodawcy, który zbiorą co najmniej 500 pracowników chętnych do ich przyjęcia, zorganizują zespół szczepienny i zapewnią obsługę logistyczną – zapowiadał Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera.
Najwięcej uwagi wzbudził pierwszy z wymienionych wymogów. Konieczność zebrania zgłoszeń od co najmniej 500 zatrudnionych oznacza, że w praktyce szczepienia będą mogli organizować jedynie najwięksi pracodawcy. Ci już mówią, że zorganizują punkty w firmach i wystąpią o szczepionki do Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.
– Nasi członkowie deklarują chęć skorzystania z takiego rozwiązania. Mamy możliwość zorganizowania punktów szczepień np. w sklepach wielkopowierzchniowych, centrach dystrybucyjnych itp. – wskazuje Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.
Duże firmy nie będą mieć najprawdopodobniej problemu z zebraniem 500 chętnych (i z organizacją całego procesu; także ci, których pracownicy są rozproszeni w różnych placówkach). Wymogu tego nie mogą spełnić mniejsze przedsiębiorstwa i dlatego postulują jego złagodzenie.
– Apelujemy o obniżenie limitu osób deklarujących chęć zaszczepienia się. Uważamy, że jeśli w danej firmie chętnych będzie np. 200 zatrudnionych, a pracodawca będzie chciał zorganizować taki punkt i wziąć za niego odpowiedzialność, to należy mu to umożliwić – wskazuje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Dodaje, że sektor małych i średnich przedsiębiorstw nie powinien być pomijany w uproszczonej procedurze dostępu do szczepień.
Możliwe, że te postulaty, zgłaszane przez liczne zrzeszenia przedsiębiorców, zostaną zrealizowane. Michał Dworczyk zapowiedział już, że początkowy pułap 500 zgłoszeń może być obniżony, jeśli okaże się zbyt wygórowany.
– Może dla większej efektywności warto rozważyć dopuszczenie zgłoszeń nie tylko od pracowników, lecz także członków ich rodzin. Usprawniłoby to cały proces szczepień – zauważa Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.
Wskazuje, że z punktu widzenia firm bardzo duże znaczenie mają czas i możliwość przygotowania się do nowego zadania. – Wskazanie daty, od której będzie można przeprowadzać szczepienia w firmach, jest oczywiście istotne. Ale wcześniej warto przedstawić wymogi, jakie będzie musiał spełnić pracodawca, aby móc stworzyć punkt podawania szczepionek, np. wzory wniosków, zakres warunków – w tym w kwestii bezpieczeństwa. Wiele firm od dawna chce wesprzeć cały proces i trzeba im ułatwić przygotowanie się do tego – dodaje.
W tym zakresie pojawiają się też pytania np. o sposób pozyskania personelu medycznego, który dokona szczepień, i zakres współpracy. – Jeśli będzie możliwe, to rozszerzymy zakres usług w ramach umów abonamentowych, jakie pracodawcy podpisują z jednostkami medycznymi. Wiele zależy oczywiście od ostatecznych rozwiązań legislacyjnych. Jeśli okaże się, że konieczna będzie współpraca z o podmiotami leczniczymi spełniającymi odpowiednie wymogi, to jesteśmy też na nią gotowi – podkreśla Renata Juszkiewicz.
W tym zakresie istotne znacznie może mieć specyfika danej firmy. – W niektórych przedsiębiorstwach działają przychodnie przyzakładowe, które mogą przeprowadzać szczepienia. Pozostali zapewne skorzystają z usług profesjonalnych podmiotów zewnętrznych. Przy czym część firm liczy na współpracę z publicznym sektorem ochrony zdrowia, np. poprzez skorzystanie z zapowiedzianych, mobilnych punktów szczepień. Taka formuła mogłaby się sprawdzić w przedsiębiorstwach – podsumowuje Robert Lisicki. ©℗