Przypomnijmy, że w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub epidemii pracodawca może udzielić zatrudnionemu zaległego wypoczynku w terminie przez siebie wskazanym, bez konieczności uzyskania zgody podwładnego i z pominięciem planu urlopów (w wymiarze do 30 dni). Tak wynika z art. 15gc specustawy covidowej (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1842 ze zm.). W 2020 r. firmy mogły w tym trybie wysyłać zatrudnionych na wypoczynek należny za 2019 r. lub lata wcześniejsze. Jednak od 1 stycznia 2021 r. zaległy staje się urlop przysługujący za 2020 r. i niewykorzystany do końca zeszłego roku. Jeśli więc pracownik wykorzystał np. tylko 20 z 26 dni urlopu, jaki należał mu się za 2020 r., to teraz zatrudniający może udzielić mu pozostałych sześciu dni w swobodnie wybranym przez siebie terminie. W praktyce może mieć to istotne znaczenie.
– Wydaje się, że w większości firm zatrudnieni wykorzystywali należny im urlop w ubiegłym roku. Rozumieli, że było to ułatwieniem dla firm, które miały problemy z prowadzeniem działalności – podkreśla Alina Giżejowska, radca prawny i partner w kancelarii Sobczyk i Współpracownicy.