Do Ewy K., okulistki pracującej w przychodni, zgłosił się pacjent z dość często spotykaną prośbą – o „podbicie” recepty na środki pomocnicze, w tym wypadku twarde soczewki kontaktowe, objęte refundacją NFZ. Lekarz, u którego leczył wzrok, nie miał wówczas prawa wystawiania recept refundowanych, więc skierował go do koleżanki po fachu, aby ta dopełniła niezbędnych formalności. Krótka w założeniu wizyta skończyła się awanturą i sprawą dyscyplinarną wytoczoną okulistce przez pacjenta. Okazało się bowiem, że lekarka, gdy dowiedziała się o celu wizyty, odmówiła poświadczenia recepty i stwierdziła, że w tej sytuacji nie przyjmie pacjenta. Argumentowała, skądinąd słusznie, że podpisując receptę, to ona będzie odpowiadać za ewentualne komplikacje, zaś pacjent nie był w ogóle przez nią leczony, nie był też zapisany w jej przychodni.
Pacjent skierował wniosek do rzecznika dyscyplinarnego lekarzy o pociągnięcie Ewy K. do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Twierdził, że zgodziłby się na ewentualne przeprowadzenie badań podczas wizyty lekarskiej, a w przychodni były ku temu warunki i sprzęt. Jednak został odprawiony z kwitkiem bez przeprowadzenia wywiadu lekarskiego. Argumentacja ta przekonała rzecznika, który wniósł sprawę do Okręgowego Sądu Lekarskiego. Ten zaś sąd uznał, że lekarka dopuściła się przewinienia zawodowego – orzeczenia o stanie zdrowia bez przeprowadzenia niezbędnego badania, co było naruszeniem art. 42 ust. 1 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 514 ze zm.). Ewa K. została ukarana upomnieniem. Naczelny Sąd Lekarski oddalił odwołanie, orzeczenie to zostało też utrzymane w Sądzie Najwyższym, który oddalił kasację obrońcy lekarki.