Podczas konferencji kandydat PiS na premiera, prof. Gliński, konkretyzował plany stworzenia gabinetu technicznego. Przedstawił również dwóch ekspertów, którzy będą wspierali go w tym zadaniu: profesorów Witolda Modzelewskiego i Krzysztofa Rybińskiego. Ten ostatni omówił 7 czynników, które przeszkadzają Polsce w rozwoju gospodarczym. Wśród nich na miejscu drugim znalazło się "Demograficzne tsunami". Jak rząd techniczny chce walczyć ze spadkiem liczby urodzin dzieci? Między innymi poprzez tzw. stypendium demograficzne. Świadczenie to miałoby przysługiwać "za każde dziecko urodzone w polskiej rodzinie, np. tysiąc złotych miesięcznie od narodzin do ukończenia 18 lat". 

- Jeżeli nie będzie woli politycznej, albo preferencji społecznych, żeby było w takiej skali finansowane, to będzie przysługiwało od drugiego dziecka - doprecyzował profesor Rybiński. Celem rządu technicznego jest 500 tys. urodzin rocznie.

Jak finansować stypendium demograficzne?

O źródłach finansowanie planowanego świadczenia prof. Rybiński pisze na swoim blogu. - Wyjaśniam, że są co najmniej trzy źródła, skala ich wykorzystania zależy od zdolności do osiągnięcia kompromisu w ramach przetargu równych grup interesów - czytamy na rybinski.eu. Wśród nich wymienia:

1. Ograniczenie niektórych wydatków budżetowych o charakterze socjalnym, które trafiają do osób które nie są ubogie. Możliwe ograniczenie bardzo wysokich emerytur. Tutaj prof. Rybiński zastrzega możliwość uznania takich rozwiązań za sprzeczne z konstytucją.

2. Likwidacja części ulg podatkowych z listy opracowanej przez MF, tych które zostały ocenione jako nie realizujące żadnych celów gospodarczych i społecznych.

3. Jeżeli w ramach budżetu przesunięcia na konieczną skalę nie będą możliwe, to wtedy sfinansowanie brakującej części z drugiego filara, czyli ze środków zgromadzonych w OFE. Tutaj Rybiński tłumaczy, że co prawda spowoduje to obniżenie emerytur obecnego pokolenia, ale dzięki takiemu rozwiązaniu zmaleje szansa upadku I filara, bo więcej dzieci, to więcej płatników składek.

Nierealność, czy szaleństwo?

- Nie wierzę w realność takich obietnic. Ten pomysł byłby zapewne zachętą ekonomiczną dla wielu rodzin, ale powodowałby wielkie wydatki. SLD od lat wnioskuje o coroczne podwyższanie progów dochodowych i świadczeń rodzinnych, co jest mniej kosztowne od tej propozycji, a i tak skutecznie odrzucane przez rządzących ze względu na brak środków w budżecie - mówi w rozmowie z serwisem GazetaPrawna.pl poseł Anna Bańkowska. - Nawet pomijając nierealność ekonomiczną tej propozycji, nad czym ubolewam, to również nie wiadomo, czy z pomysłu tzw. stypendium demograficznego mogłyby korzystać dzieci żyjące dziś, czy tylko te, które urodziłyby się po wejściu w życie tych rozwiązań prawnych. Jeśli jest to propozycja tylko dla nowo narodzonych, to w moim przekonaniu byłaby ona i niesprawiedliwa społecznie i niekonstytucyjna - dodaje poseł.

Premier Donald Tusk uznał za szaleństwo pomysł stypendium demograficznego. - Kosztowałoby to rocznie 90 miliardów złotych, co oznaczałoby katastrofę finansową dla państwa - powiedział premier na dzisiejszej konferencji prasowej.

Aby zachować stabilność społeczeństwa i gospodarki, co roku w Polsce powinno przychodzić na świat 600 – 650 tys. dzieci. GUS szacuje się, że w 2012 r. liczba urodzeń nieznacznie wzrosła (o ok. 1,5 tys.) w stosunku do roku poprzedniego, tj. zarejestrowano prawie 390 tys. urodzeń (dla porównania w 2011 - 388,416 tys.). Eksperci podkreślają, że odkładanie decyzji o posiadaniu potomstwa związane jest z wieloma czynnikami m.in. sytuacją na rynku pracy, brakiem sieci instytucji opiekuńczych dla dzieci w postaci żłobków i przedszkoli i przychylnego systemu podatkowego dla rodzin z dziećmi.