Drogie domy seniorów

Na różnego rodzaju zasiłki i świadczenia idzie co roku ok. 5 mld zł publicznych pieniędzy. Drugie tyle dopłacamy do dziennych i całodobowych domów i ośrodków pomocy społecznej. – To sporo, ale potrzeby są znacznie większe, bo choć seniorów przybywa, to liczba domów się zmniejsza – mówi Augustyn.

Obecnie na liście domów pomocy społecznej wpisanych do oficjalnego rejestru widnieją 793 placówki, podczas gdy jeszcze trzy lata temu było ich prawie 900. Tymczasem lista oczekujących na miejsce wydłuża się: w niektórych województwach czeka się po 3 – 4 lata.

Prędko to się nie zmieni, bo samorządom, na których spoczywa obowiązek utrzymania DPS-ów, brakuje pieniędzy. A dopłacać muszą sporo, bo środki od pensjonariuszy (od 2004 roku każdy z nich musi płacić na DPS 70 proc. swojej emerytury) pokrywają tylko niewielką część kosztów utrzymania. Z analiz ekspertów wynika, że zaledwie 7 proc. podopiecznych pokrywa 100 proc. kosztów.

Przyczyną tak ogromnego deficytu jest mizerność polskich świadczeń emerytalnych, jak i wysokie koszty utrzymania DPS. Średni koszt pobytu pensjonariusza w DPS wynosi od 2,6 do 4,5 tys. zł miesięcznie w zależności od regionu.

– Taniej się nie da, bo placówki muszą spełniać standardy: mieć pralnie, kuchnie, sale rehabilitacyjne, gabinety lekarskie – wylicza Zuzanna Grabusińska z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Muszą też zatrudniać wielu pracowników. Obecnie w DPS pracuje 51 tys. osób, podczas gdy liczba pensjonariuszy to ok. 80 tys. Tak dużą liczbę załogi narzucają przepisy o pomocy społecznej. Dlatego utrzymanie jednej osoby w placówce kosztuje 2 – 3 razy więcej niż np. zapewnienie jej stałej opieki w domu.

Jednak polskie rodziny coraz mniej chętnie podejmują się opieki nad seniorami. Oddają rodziców czy dziadków do domu starców, bo nie mają ani czasu, ani warunków.

– Na naszych oczach zachodzi wielka przemiana obyczajowa, która w Niemczech, Wielkich Brytanii czy USA dokonała się już wiele lat temu – mówi Kubicki. – Sęk w tym, że polski system opieki nie nadąża za rzeczywistością.

Co jak nie opieka społeczna

W Polce brakuje nie tylko DPS-ów, ale także dziennych domów opieki, tzw. mieszkań chronionych, w których emeryci mogliby mieszać wspólnie, a także wsparcia samorządów dla rodzin, które potrzebują pomocy w opiece nad niedołężnymi emerytami. I nie chodzi tylko o pieniądze, ale o pomoc w organizowaniu życia. Z badań brytyjskiej organizacji pozarządowej Centre for Policy of Ageing wynika, że dużym ułatwieniem dla seniorów jest już przystosowanie domów do ich potrzeb, np. montowanie specjalnych uchwytów w toaletach, poszerzanie drzwi tak, by można było przejechać wózkiem, albo instalowanie specjalnych alarmów pozwalających wezwać pomoc w razie wypadku.

Lukę na rynku próbują wypełniać prywatni przedsiębiorcy, którzy otwierają niepubliczne placówki. W woj. warmińsko-mazurskim zarejestrowanych jest ich 9, a w mazowieckim są 44. Ceny i jakość świadczonych przez nie usług jest różna – w najtańszych za pobyt płaci się ok. 1,5 tys. zł miesięcznie, w najdroższych 3 – 5 tys. zł. Do budowy prywatnych domów seniorów, a nawet całych osiedli, zabierają się też deweloperzy (m.in. w Radkowie i Stargardzie Szczecińskim).

Na podobne inwestycje stawia spółka giełdowa Serenity: ma wybudować 30 eleganckich domów dla seniorów. Pierwsze trzy inwestycje ruszą w tym roku. Udziałowcami są m.in. TFI Allianz i brat Romana Karkosika – Mirosław. Ale żeby ich inwestycje zaczęły przynosić zyski, muszą przeforsować zmiany w przepisach, aby prowadzenie tego typu placówek było łatwiejsze i tańsze, a więc szerzej dostępne.