O której masz przyjść do pracy i o której wyjść, ustali szef do spółki ze związkami zawodowymi. Rząd chce dać większą swobodę pracodawcom i związkom zawodowym w ustalaniu godzin pracy. To oni uzgadnialiby między sobą rozkład czasu pracy dla załogi i okres, w którym rozlicza się przepracowane godziny.
Aby to osiągnąć, potrzebne są zmiany w prawie. Najbardziej radykalna propozycja zakłada ograniczenie roli kodeksu pracy. Określałby on normy ochronne: 8 godzin pracy na dobę i 40 w tygodniu (48 z nadgodzinami). I ustalał, że pracownik musi odpoczywać co najmniej 11 godzin na dobę i raz w tygodniu ma mieć ciągłą, 35-godzinną przerwę w pracy. Szczegóły organizacji pracy właściciele i szefowie dogadają z załogą.
– Oznacza to, że czas pracy byłby organizowany w sposób dopasowany do specyfiki firm – mówi Radosław Mleczko, wiceminister pracy i polityki społecznej.