Mimo bezrobocia aż 40 proc. firm ma problemy ze znalezieniem pracowników. Co ciekawe, trudno im nawet o niewykwalifikowanych robotników.
Najbardziej deficytowi są pracownicy fizyczni: elektrycy, stolarze, cieśle, murarze, hydraulicy, spawacze – tak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy badawczej ManpowerGroup. – To efekt obserwowanej od kilku lat zapaści szkolnictwa zawodowego a także preferencji młodych ludzi, którzy wolą studiować, niż uczyć się fachu – mówi Iwona Janas, dyrektor ManpowerGroup.
Firmy mają też problem z rekrutacją inżynierów i operatorów produkcji oraz pracowników działów IT. Popyt na nich jest jednak nieco mniejszy niż w poprzednich latach. – Luka na rynku powoli będzie zasypywana, w miarę jak rosnąć będzie liczba absolwentów kończących te kierunki – mówi Monika Zakrzewska, ekspert PKPP Lewiatan. Brakuje też utalentowanych menedżerów, którzy nie tylko mają wiedzę, lecz także potrafią zarządzać ludźmi. – To oni w czasie kryzysu są dla firm najcenniejsi, bo potrafią motywować ludzi do pracy i poprawiać wyniki finansowe – mówi Zakrzewska.