Otwarty i konkurencyjny nabór – tym szczytnym hasłem mają się kierować urzędy przy zatrudnianiu swoich pracowników. W praktyce dzieje się inaczej. Nabory są częściej dokonywane według klucza znajomości, polecenia czy potrzeby odwdzięczenia się za przysługę niż według kryterium kompetencji i przydatności do pracy w urzędzie.
Wszyscy o tym wiedzą, ale wciąż udajemy, że jest inaczej, i oburzamy się na przykład na pełniących obowiązki czy wtedy, gdy okaże się, że urząd jest obsadzany według politycznego klucza.
Zatrudnianie znajomych to oczywiście naganne praktyki, ale musimy pogodzić się z tym, że nie uda się ich wyeliminować sankcjami czy prześwietlaniem każdego naboru. Skoro nie sprawdza się obecne rozwiązanie, to może warto pomyśleć o wpuszczeniu do urzędów większej dawki... rynku.