Od zapowiedzi do wprowadzenia likwidacji przywilejów nie powinno mijać zbyt wiele czasu. Inaczej mamy do czynienia z ich nadkonsumpcją.
Zwykle ze szkodą dla gospodarki, rynku pracy, kondycji budżetu. Ludzie na wyrost konsumują świadczenia, obawiając się zmian. Tak dzieje się obecnie w przypadku systemu emerytalnego służb mundurowych. Rząd, jeśli nie miał woli i wizji doprowadzenia do końca jego reformy, w ogóle nie powinien wprowadzać tego tematu na agendę.
Tym bardziej że miał już doświadczenie z systemu powszechnego. W 2008 roku, gdy ważyły się losy jakże ważnej zmiany w emeryturach pomostowych, na świadczenia w ZUS uciekła rekordowa liczba Polaków. Było ich 340 tys. To efekt zapowiedzi, że od początku 2009 roku ma zniknąć powszechna możliwość odchodzenia z rynku pracy przed ukończeniem wieku emerytalnego. Mimo tych doświadczeń rząd tylko powtarza (ten postulat pojawił się teraz w programie PO), że wydłuży okres pracy uprawniający do emerytury funkcjonariuszy i żołnierzy. To powoduje sztuczne odejścia ze służby.