Młodzi płacą za emerytury, starsi pomagają młodym indywidualnie, jednak proporcje są zachwiane

Prof. Stanisława Golinowska UJ, członek Rady Monitorującej „DGP”

By ocenić solidarność międzypokoleniową, potrzebne są dodatkowe wyjaśnienia. Decyzje polityczne z początku transformacji istotnie podyktowane były zdobywaniem poparcia dla zmian. Upadek nieefektywnej gospodarki, prywatyzacja i restrukturyzacja groziła ogromnym bezrobociem starszych. A ci może nie są skłonni wychodzić na barykady, ale są najbardziej zdyscyplinowanym elektoratem. Żaden polityk tego nie zlekceważy. Widoczna też była i wciąż jest skłonność do wczesnego kończenia pracy. Najczęściej nie oznaczało to jednak bierności życiowej, lecz pracę na emigracji, w szarej strefie, w tworzących się firmach prywatnych. Także podejmowanie prac opiekuńczych dla rodziny: nad dziećmi i niesamodzielnymi starszymi. Brak zbiorowych świadczeń dla dzieci i starszych nadal wymusza taką opiekę. Zmienił się więc kierunek transferów między generacjami. Transfery społeczne idą do starszych, a prywatne – głównie do młodszych. To rodzice i dziadkowie finansowali prywatne szkoły, urządzali młode rodziny. Nie wszyscy mogli to robić i zaczęły narastać nierówności startu. Brak transferów publicznych dla dzieci i młodzieży to brak wyrównywania szans. A to jest w długim okresie nieefektywne.

Paweł Dobrowolski prezes Forum Obywatelskiego Rozwoju

Starsi żyją na koszt młodszych. Model transferów międzygeneracyjnych wypracowany w czasach wysokiej dzietności stał się obecnie niesprawiedliwy. Pokolenia starsze obciążają młodzież i pokolenia nienarodzone nieproporcjonalnie dużą częścią kosztów starzenia się społeczeństwa. Wśród Polaków powyżej czterdziestki funkcjonuje mit, że na emerytury odłożyli w ZUS. Nic bardziej błędnego. W ZUS pieniądze kolejnych pokoleń finansują emerytury poprzednich. Pieniądze wpłacone do ZUS przez powojenny wyż demograficzny zostały dawno temu wydane na emerytury ich dziadków i rodziców. Takie rozwiązanie się sprawdzało, gdy następne pokolenie było większe od poprzedniego. Jeszcze pół wieku temu na jednego emeryta lub rencistę przypadało kilkanaście osób w wieku produkcyjnym, obecnie poniżej trzech osób. W obliczu takich zmian demograficznych ZUS stał się oszukańczą piramidą finansową. Konieczna była jego reforma. I owszem ta z 1999 roku, która wprowadziła OFE, uchroni ZUS przed bankructwem. Ale za reformę zapłacą młodsi. I dwa razy zapłacą za emerytury – najpierw za dziadków i rodziców, potem za własne. Dostaną za to niższe świadczenia. W ZUS relacja ostatniej pensji do emerytury wynosi 60 proc., w nowym systemie wyniesie ok. 30 proc.

Agnieszka Chłoń-Domińczak SGH, członek Rady Monitorującej „DGP”

Prowadzona w Polsce polityka nie uwzględnia zasad solidarności międzypokoleniowej. Często mówi się, że pokolenie, które już zakończyło aktywność zawodową, powinno mieć zapewnione dobre warunki dalszego bytu. Dzisiaj jednak coraz częściej mówi się także o potrzebie wspierania dzieci i młodzieży. Analiza struktury wydatków społecznych w Polsce w porównaniu z innymi krajami w Europie bardzo wyraźnie pokazuje: wydajemy znacznie więcej niż przeciętnie na transfery skierowane do starszych, a znacząco mniej na dzieci i młodzież. Udział wydatków na politykę rodzinną w PKB w Polsce jest 10-krotnie mniejszy niż we Francji. Efektem jest coraz silniej ujawniający się konflikt międzypokoleniowy, przejawiający się m.in. unikaniem opłacania składek do ZUS lub minimalizacją ich wysokości. Powinniśmy szukać rozwiązań, które patrzą na to, w jaki sposób w Polsce prowadzić działania na rzecz solidarności wszystkich pokoleń. Rządowy program „Solidarność pokoleń 50+” powinien mieć kontynuację w postaci działań dla solidarności pokoleń na rzecz dzieci i młodzieży, a także osób starszych, po 80. roku życia. Polityka wspierania pokolenia 50-, 60-latków w ich wczesnej dezaktywizacji ograniczała te możliwości, dzisiaj odczuwamy jej skutki.