Wakacje to okres urlopowy także dla wójtów, prezydentów miast, starostów czy marszałków. W praktyce jednak rzadko korzystają oni z wypoczynku. Dzięki temu na koniec kadencji mogą liczyć na ekwiwalent pieniężny za niewykorzystany urlop.

Obecnie zgodę na jego udzielenie wójtowi czy burmistrzowi najczęściej podpisuje sekretarz lub zastępca kierownika urzędu, który jest upoważniony do wykonywania czynności z zakresu prawa pracy. Może być to jednak również każda inna osoba zatrudniona w urzędzie – jeśli tylko została do tego przez wójta wyznaczona. Tak wynika z obowiązującej od 2,5 roku ustawy z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych (Dz.U. nr 223, poz. 1458 z późn. zm.).

– Jeśli prezydent nie będzie chciał pójść na urlop, to sekretarz ani inna wyznaczona do tego osoba nie zmusi go do tego – mówi Marta Piecza, sekretarz miasta Oświęcimia.

Jak podkreśla Monika Rubaj-Królikowska, radca prawny w gminie Ustka, w praktyce podwładny nie ma takiego wpływu na swojego szefa, aby zmusić go do korzystania z jego uprawnień pracowniczych. W efekcie okazuje się że, wysyłanie kierownika urzędu na wypoczynek jest fikcją.

– Poprzednio wniosek urlopowy wójta podpisywał przewodniczący rady gminy. Ta mogła go więc wysłać na zaległy urlop – dodaje Monika Rubaj-Królikowska.

Obecnie rada gminy może jedynie w specjalnej uchwale wezwać wójta do pójścia na urlop, aby nie narażać budżet gminy na dodatkowe koszty związane z wypłatą ekwiwalentu za jego niewykorzystanie.

W niektórych gminach nowe przepisy funkcjonują jednak prawidłowo.

– Podpisałem właśnie wniosek urlopowy wójtowi na dwa tygodnie – mówi Andrzej Chwiędacz, sekretarz gminy Żary.

Dodaje, że na razie nie ma konieczności proszenia szefa, aby na bieżąco z niego korzystał.