Przeprowadziliśmy sondę w 17 ministerstwach, 16 urzędach wojewódzkich i 16 izbach skarbowych oraz podległych im urzędach skarbowych. Zbadaliśmy też stan zatrudnienia w ZUS, KRUS i w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARMiR).

Z zebranych danych wynika m.in., że jeśli z urzędów odchodzą lub są zwalniani pracownicy, to na ich miejsce przychodzą nowi. Co więcej, są też takie urzędy, które wprost deklarują, że nie zamierzają zwalniać. Tłumaczą to nowymi zadaniami zlecanymi przez rząd i ustawy.

Uzupełniają na bieżąco

Komunikat wysłany przez premiera do szefów urzędów był prosty – zredukować do końca września zatrudnienie do stanu z końca 2007 roku. Czyli z początku kadencji rządu. Aby wywiązać się z tych zaleceń,wypowiedzenia umów o pracę powinny być wręczone urzędnikom najpóźniej pod koniec czerwca. Z danych otrzymanych od 53 urzędów wynika, że nic takiego nie miało miejsca.

Na przykład w Ministerstwie Zdrowia obecnie zatrudnionych jest 597 osób. Od stycznia odeszło zaledwie 20 urzędników. W tym samym czasie zatrudniono 24 nowych. Resortowi nie uda się wykonać polecenia premiera, bo do końca roku chce co prawda zwolnić 7 osób, ale jednocześnie prowadzi nabory na cztery stanowiska. To wciąż o 89 więcej pracowników niż dwa lata temu (od sierpnia 2009 r. „DGP” rozpoczął monitorowanie stanu zatrudnienia w urzędach).

Podobna sytuacja jest w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, gdzie pracuje 317 osób. Od stycznia do lipca z urzędu odeszło zaledwie 18 osób. W tym samym okresie 13 nowych zostało zatrudnionych. W Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego od początku roku liczba pracowników zmniejszyła się o 28 osób, ale jednocześnie przyjęto 23. Również resort obrony narodowej nie spieszy się z redukcjami. Z tego urzędu odeszło co prawda 24 pracowników, ale jednocześnie zostało przyjętych 34. Również tam dużo brakuje do osiągnięcia stanu zatrudniania zalecanego przez premiera, czyli z końca 2007 roku.

Nieliczne zwalniają

Wśród ministerstw tylko nieliczne wypowiadają umowy większej grupie pracowników. Należą do nich resort skarbu, sprawiedliwości oraz spraw wewnętrznych i administracji. W pierwszym z wymienionych wypowiedzenia już dostało 39 osób (od stycznia zwolniono 50), w kolejnym z pracą pożegna się 40 osób (od stycznia odeszło łącznie 62). Natomiast w MSWiA pracę już straciło 68 urzędników, a kolejnych 72 dostało wypowiedzenia.

Mimo tych zwolnień urzędy te i tak nie mają szansy na osiągnięcie stanu zatrudnienia, o jakim mówił na początku tego roku premier Donald Tusk. Żadnemu z nich nie uda się przeprowadzić takiej redukcji, żeby przybliżyć liczbę urzędników do tej z początku kadencji rządu. Aby taki efekt uzyskać, np. resort sprawiedliwości musiałby zwolnić dodatkowo 114 osób.

Przedstawiciele pozostałych ministerstw tłumaczą brak redukcji nowymi zadaniami, jakie zostały na nich nałożone w ostatnim czasie.

– Realizuję zadania związane z prezydencją – mówi Małgorzata Brzoza z Ministerstwa Finansów.

Dodaje, że dopiero w przyszłym roku resort będzie oceniał, ilu pracowników musi docelowo zwolnić.

Inne resorty zwłokę tłumaczą ciągłym audytem. Ten trwa od miesięcy i wciąż nie wiadomo, ilu i jakich pracowników może stracić pracę. Tak jest np. w resorcie rolnictwa. Obecnie pracuje tam 890 osób, czyli o 134 osoby więcej niż przed dwoma laty. Również chwalone przez ministra w kancelarii premiera Michała Boniego za determinację w walce z biurokracją Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) przestało ją na razie wykazywać. Z przesłanych do „DGP” informacji wynika, że z MSZ od stycznia odeszło lub zwolniono 49 osób. W tym samym czasie zatrudnienie jednak wzrosło o 105 osób. Z kolei w Ministerstwie Gospodarki od początku roku przestało pracować 66 osób, ale zatrudniono 57. Dodatkowo prowadzonych jest jeszcze 10 naborów. Ten resort również nie jest w stanie precyzyjnie określić, ilu pracowników straci pracę. Wciąż zatrudnienie tam jest wyższe od tego z sierpnia 2009 r. o 185 pracowników.

Nowe zadania

W przypadku urzędów wojewódzkich nikt nawet nie próbuje pozorować zwolnień. Wojewodowie ustnych próśb premiera nie respektują, bo mają nowe zadania, a po redukcji nie miałby ich kto wykonywać.

– Nie planujemy zwolnień – mówi Małgorzata Tatara z Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Dodaje, że na zmniejszenie zatrudnienia mogą jednak wpływać naturalne ruchy kadrowe, jak odejścia na emeryturę lub rozwiązanie umowy przez pracownika.

Zwolnienia nie są też planowane m.in. w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim, kujawsko-pomorskim czy podkarpackim. W pozostałych, jeśli już są prowadzone, to zwykle mają charakter incydentalny.

– 16 osób ma uprawnienia emerytalne i należy się liczyć, że z tymi osobami się pożegnamy – potwierdza „DGP” Jerzy Kliszewski, dyrektor generalny Opolskiego Urzędu Wojewódzkiego. Jest tam zatrudnionych 412 osób. Dla porównania jeszcze dwa lata temu było ich zaledwie 271.

Urzędy wojewódzkie wzrastające zatrudnienie tłumaczą przejmowaniem części pracowników z likwidowanych gospodarstw pomocniczych i przybywającymi im nowymi zadaniami związanymi m.in. z utworzeniem centrum powiadamiania alarmowego.

Lider KRUS

Podobna tendencja jest w izbach i urzędach skarbowych, a także w rządowych agencjach. Na tym tle najlepiej wypada KRUS. Okazuje się, że jest to jedyny urząd, w którym zatrudnienie jest niższe o 3 proc. od tego, które było w 2007 r.

– Nie planujemy żadnych zwolnień i redukcji etatów – mówi Maria Lewandowska z KRUS.

Redukcja w KRUS nie jest jednak efektem rządowych zapowiedzi, ale wynika ze zmian statutowych przeprowadzonych tam w latach 2008/2009.

Brak odpowiedzi urzędów na zalecenie premiera oznacza, że racjonalizacja zatrudnienia to fikcja. Nie zależy na niej bowiem ani Donaldowi Tuskowi, a tym bardziej urzędnikom. Natomiast zbliżające się wybory parlamentarne spowodują odłożenie decyzji w tej sprawie na bliżej nieokreśloną przyszłość.